2026/09/14

Dramat w szpitalu. Anna zmarła po cesarce. Nowe informacje

 41-letnia Anna zmarła w prywatnym szpitalu w Bielsku-Białej (woj. śląskie) po planowanej cesarce. Śledczy ustalili, że położna Alina W. sfałszowała dokumentację medyczną pacjentki.

Jak opisuje TVN24, dramat rozegrał się 28 maja 2025 r. w małym, prywatnym szpitalu Esculap w Bielsku-Białej. 41-letnia Anna z Żywiecczyzny przez planowane cesarskie cięcie urodziła drugie zdrowe dziecko.
Niedługo po porodzie kobieta zaczęła cała drżeć i skarżyć się na ból brzucha. Pielęgniarki podały jej leki przeciwbólowe. 41-latka bladła i słabła, do tego rosło jej tętno, a ciśnienie spadało. Jak stwierdziła biegła ginekolożka w opinii na zlecenie prokuratury, dwie godziny później u kobiety doszło do silnego krwotoku wewnętrznego. Lekarka zwraca przy tym uwagę, że w szpitalu nie przeprowadzono badania USG, które od razu by to wykazało.Dopiero po kilku godzinach Anna trafiła na stół operacyjny — tak twierdzi jej partner Krzysztof. Z dokumentacji medycznej wynika, że miało dojść do tego wcześniej i miał to przeprowadzić ten sam lekarz Jarosław K., który przyjął poród. Jednak, jak wykazało śledztwo, w godzinach podawanych w dokumentach nie było go nawet w szpitalu.Jak podkreśla TVN24, lekarze ze szpitala długo nie chcieli rozmawiać na ten temat z prokuraturą. Wciąż uważają, że są niewinni.
Śledczy ustalili, że dokumentacja medyczna w sprawie Anny została sfałszowana. Odpowiedzialnością za to obarczyli położną i prokurentkę szpitala Alinę W. Kobieta przyznała podczas przesłuchania, że w dokumentach wpisane są nieprawdziwe dane. Tłumaczyła się, że spisywała to, co dyktował jej prezes szpitala i anestezjolog.Ponadto Alina W. przed wejściem na salę operacyjną usunęła szwy ze skóry pacjentki, a także powięzi (tkanki podskórne, które otaczają mięśnie brzucha), czym sama rozpoczęła operację. Tego właśnie dotyczy jej drugi zarzut. Lekarz operujący Annę przyznał, że gdy trafiła na stół, miała już otwarty brzuch, w którym widać było krwistą substancję.Po drugiej operacji przeprowadzający ją ginekolog Jarosław K. ponownie zostawił pacjentkę i opuścił szpital. Placówka została wówczas bez ginekologa. Jarosław K. usłyszał zarzuty: że popełnił błąd w czasie drugiej operacji i że dwa razy opuścił pacjentkę.
Po drugiej operacji 41-latka krwawiła jeszcze mocniej. Dopiero po ponad trzech godzinach przetransportowano ją do innego szpitala. Według biegłych z zakresu medycyny sądowej Anna zmarła wskutek ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu niewydolności wielonarządowej, spowodowanej atonią macicy i wstrząsem krwotocznym po przebytym cięciu cesarskim.Na początku śledztwa w sprawie śmierci Anny dwie instytucje wykazały, że szpital łamał przepisy i że dochodziło w nim do wielu nieprawidłowości, a do tego brakowało personelu oraz aparatury medycznej: urząd wojewódzki oraz NFZ. W efekcie placówka została zamknięta. Prezesowi szpitala zarzuca się m.in., że nie zapewnił Annie stałej opieki ginekologa, co opóźniło diagnozę i wdrożenie leczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz