W czasie wydłużającego się oczekiwania na diagnostykę Kamil dostał kolejnego silnego ataku. Bezradni bliscy nie mogąc się doprosić pomocy, zaczęli nagrywać całą sytuację. Na filmie widać, jak chłopak zwija się z bólu i krzyczy. Wywołani z dyżurki medycy popychają nagrywającą ich osobę, a lekarz dyżurny, zamiast pomóc cierpiącemu pacjentowi, staje na środku korytarza i stwierdza tylko, że jest nagrywany bez swojej zgody. Następnie wraca do gabinetu.
W końcu rodzina Kamila wezwała do szpitala policję, która potwierdza interwencję w sprawie awantury między pacjentem i jego bliskimi a personelem szpitala. Miało do niej dojść, ponieważ lekarze nie stwierdzili u Kamila stwardnienia rozsianego, co miało go zdenerwować. Dostał więc skierowanie na oddział psychiatryczny, ponieważ "zachowywał się w sposób nieprzewidywalny, głośny i agresywny". Tam jednak stwierdzono, że pod względem psychiki pacjent jest zdrowy i powinien leczyć się neurologicznie. Ostatecznie Kamil otrzymał pomoc dopiero po 6 godzinach, w karetce wezwanej do szpitala przez jego zdesperowaną rodzinę.
W oświadczeniu szpital zaprzecza, jakoby stan pacjenta był zagrożeniem życia. "O kolejności przyjęcia pacjentów decydują wskazania medyczne. Stan pacjenta zgłaszającego się do obszaru Wstępnej Segregacji i Przyjęć Szpitalnego Oddziału Ratunkowego ocenia wstępnie ratownik medyczny SOR, a następnie lekarz dyżurny" – wyjaśnia zastępca dyrektora ds. lecznictwa Romuald Komandowski. Podkreśla, że pierwszeństwo mają osoby "bez oznak życia, z krwotokami czy ciężkimi urazami" i w takim stanie znajdowała się pacjentka przebywająca w gabinecie konsultacyjnym. W oświadczeniu czytamy też, że to autorzy nagrania zachowywali się agresywnie i wulgarnie oraz "znacząco utrudniali działania medyczne personelowi szpitala", a pacjent ostatecznie odmówił hospitalizacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz