2026/08/18

Gigantyczne zadłużenie, kryzys, a potem euro? “Zadłużą nas bardziej niż wszystkie rządy od 1990 r. włącznie"

 Nie można wykluczyć, że rządzącej koalicji chodzi o świadome gigantyczne zadłużenie, które mogłoby wywołać kryzys. I - jak mówił już parokrotnie były prezes NBP Marek Belka - ponieważ społeczeństwo generalnie jest przeciwko euro, to tylko jakiś gigantyczny kryzys może na tyle wstrząsnąć Polakami, żeby uznali, że w strefie euro będą chronieni. Być może o to właśnie chodzi rządzącym - ocenił poseł Zbigniew Kuźmiuk (PiS), komentując opublikowane w poniedziałek dane Ministerstwa Finansów. Zdaniem parlamentarzysty, rządząca koalicja w czasie 4-letniej kadencji zadłuży Polskę w większym stopniu niż “wszystkie rządy od 1990 roku do roku 2023 włącznie”.

W poniedziałek Ministerstwo Finansów na podstawie szacunkowych danych o wykonaniu budżetu państwa po 7 miesiącach tego roku poinformowało, że dochody budżetu państwa sięgnęły niemal 333,9 mld zł zł, (tj. 51,6 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok). W tym samym czasie wydatki państwa wyniosły blisko 474,97 mld zł, co stanowi 51,7 proc. zaplanowanej na cały rok kwoty.Deficyt budżetu na koniec lipca wyniósł 141,06 mld zł, czyli 51,8 proc. kwoty zaplanowanej na br. w budżecie państwa. Miesiąc wcześniej wskaźnik ten przekroczył 123,7 mld zł.  

Dziura po stronie dochodów  

Komentując dane MF poseł Zbigniew Kuźmiuk ocenił, że deficyt budżetu po 7 miesiącach w wysokości 141 mld zł jest “bardzo wysoki i niemający uzasadnienia”. - Z reguły było tak, że deficyty, nawet jeżeli się pojawiały, to w drugiej połowie roku, a tu mamy już mocne zaawansowanie - ponad 50 proc. zaplanowanego deficytu rocznego - powiedział portalowi Niezależna.pl polityk PiS.   Co niepokoi, to słabo idące dochody podatkowe. One są wykonane po 7 miesiącach na poziomie 51 proc., co oznacza, że brakuje jednomiesięcznych dochodów. Po 7 miesiącach one powinny wynosić ponad 58 proc. A to jest ok. 50 mld zł

- dodałZaznaczył, że dochody podatkowe “nie idą równo z upływem czasu, ale po 7 miesiącach powinny być zdecydowanie bardziej zaawansowane”. Według niego, “jest to niestety cecha charakterystyczna działań ministra Domańskiego”.  

Kuźmiuk przypomniał, że na koniec 2024 roku “przy wysokich deficytach zabrakło 56 mld zł dochodów budżetowych; w ubiegłym roku 42, a teraz po półroczu ok. 50 mld zł”. - Pewnie na koniec roku będzie trochę lepiej, ale wszystko wskazuje na to, że dochody budżetowe nie zostaną wykonane - ocenił.  

Będą ciąć wydatki 

- Zaplanowanego deficytu minister finansów przekroczyć nie może, bo to byłby Trybunał Stanu, więc będzie ciął wydatki. I te wydatki zapewne zostaną wykonane na koniec roku gdzieś w około 90 procentach - będzie się je obcinać. Deficyt będzie wysoki, słabo z dochodami i we wrześniu podejrzewam, że rządzący położą na stole bardzo podobny budżet na następny rok, z deficytem rzędu dwustu kilkudziesięciu miliardów. A to będzie oznaczało, że same deficyty po 4 latach ich kadencji wyniosą ok. biliona złotych. A dług publiczny pewnie będzie wynosił ok. 1 bln 400 mld zł, czyli mniej więcej tyle na ile zadłużyły nas wszystkie rządy od 1990 roku do roku 2023 włącznie. Oni to zrobią w 4 lata

- przekonywał poseł PiS. Nasz rozmówca nie wykluczył, że rządzącej koalicji chodzić może o “świadome gigantyczne zadłużenie, które mogłoby wywołać kryzys”. - I - jak mówił już parokrotnie były prezes NBP Marek Belka - ponieważ społeczeństwo generalnie jest przeciwko euro, to tylko jakiś gigantyczny kryzys może na tyle wstrząsnąć Polakami, żeby uznali, że w strefie euro będą chronieni. Być może o to właśnie chodzi rządzącym - podsumował Zbigniew Kuźmiuk. 

W tegorocznym budżecie zapisano, że dochody wyniosą 647,2 mld zł, wydatki – 918,94 mld zł, a deficyt – 271,74 mld zł. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz