2026/10/05

 

Lilianna z Piły. Tragedia dwuletniej dziewczynki, która zaczęła się od jednej chwili furii -
Piła, marzec 2017 roku. Dwuletnia Lilianna mieszkała z matką Angeliką B., jej partnerem Szymonem B. i rodzeństwem. To był dom, który powinien dawać dziecku bezpieczeństwo, spokój i opiekę. Z późniejszych ustaleń sądu wynikało jednak, że za zamkniętymi drzwiami dochodziło tam do przemocy, a ostatnie dni życia dziewczynki zakończyły się dramatem, którego nie dało się już cofnąć.
Według zeznań matki Lilianny tego dnia Szymon B. siedział przy komputerze i grał. Miał być zdenerwowany, bo gra mu nie szła. W pewnym momencie mała dziewczynka chciała przejść obok niego. Z relacji przedstawionej śledczym wynikało, że mężczyzna złapał dziecko za rękę, obrócił je tyłem do siebie i mocno popchnął w stronę pokoju. Lilianna straciła równowagę i uderzyła głową o metalową framugę drzwi.
Początkowo dziewczynka nie straciła przytomności. Matka wzięła ją na ręce, ale z czasem stan dziecka zaczął się zmieniać. Lilianna była senna, skarżyła się na ból głowy, a jej zachowanie budziło coraz większy niepokój. Mimo to dorośli nie powiedzieli lekarzom prawdy o urazie. Matka miała zgłaszać ból głowy córki, ale zaprzeczać, że doszło do uderzenia w głowę. Ta informacja mogła mieć ogromne znaczenie dla dalszej diagnostyki i pomocy.
Stan Lilianny pogarszał się. Badania oraz późniejsza sekcja zwłok wykazały bardzo poważne obrażenia czaszki i mózgu, w tym krwiaki oraz obrzęk mózgu. Prokuratura wskazywała, że urazy te realnie zagrażały życiu dziecka. Zamiast natychmiastowego, pełnego przekazania lekarzom tego, co wydarzyło się w mieszkaniu, pojawiło się milczenie. Według ustaleń Prokuratury Krajowej Szymon B. i Angelika B. nie udzielili dziewczynce właściwej pomocy i zataili okoliczności urazu.
Jednym z najbardziej wstrząsających elementów tej sprawy były ustalenia dotyczące zachowania dorosłych po zdarzeniu. Prokuratura wskazywała, że dwa dni później para miała pójść do pubu i zażywać amfetaminę, podczas gdy stan dziewczynki się pogarszał. Lilianna cierpiała, a osoby, które powinny były ją chronić, nie przekazały medykom kluczowej informacji. Ostatecznie dziecko zmarło w wyniku obrażeń mózgu. Miało zaledwie dwa lata.
W toku procesu wyszło na jaw, że sprawa Lilianny nie była oceniana wyłącznie jako tragiczny, pojedynczy incydent. Prokuratura zarzucała Szymonowi B. znęcanie się nad dziećmi. Według ustaleń sądu mężczyzna miał stosować brutalne kary, między innymi zamykać dzieci w nieoświetlonej łazience i wzbudzać w nich strach. W odniesieniu do Lilianny sąd uznał go także za winnego fizycznego znęcania się. W opisie czynów pojawiły się między innymi szarpanie, wykręcanie rąk, przewracanie, popychanie oraz uderzanie głową dziecka o twarde elementy wyposażenia mieszkania.
Prokuratura domagała się dla Szymona B. i Angeliki B. surowych kar. W toku śledztwa przyjęto, że oboje mogli odpowiadać za zabójstwo z zamiarem ewentualnym, a prokurator wnosił o 25 lat więzienia dla każdego z nich. Sąd Okręgowy w Poznaniu nie zgodził się jednak z taką kwalifikacją. W grudniu 2018 roku Szymon B. został skazany za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem była śmierć dziecka, a także za znęcanie się nad dziećmi i inne przestępstwa. Łącznie wymierzono mu karę 12 lat i 2 miesięcy więzienia.
Matka Lilianny została skazana na 2 lata pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci córki. Sąd uznał, że nie ma wystarczających dowodów, aby przyjąć, że oskarżeni godzili się na śmierć dziewczynki. Wyrok zapadł większością głosów, a sędzia sprawozdawca złożył zdanie odrębne dotyczące kwalifikacji prawnej czynów i wysokości kar. Prokuratura złożyła apelację, domagając się surowszego rozstrzygnięcia, jednak Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał wyrok pierwszej instancji w mocy.
W tej historii najbardziej boli wiek Lilianny. Miała tylko dwa lata. Powinna poznawać świat, bawić się, uczyć nowych słów i dorastać pod opieką dorosłych. Zamiast tego jej życie zakończyło się po ciężkim urazie głowy, a postępowanie sądowe ujawniło również wcześniejsze zachowania, które uznano za przemoc wobec dzieci. Lilianna nie mogła sama opowiedzieć lekarzom, co się stało. Nie mogła poprosić o pomoc ani obronić się przed dorosłymi. To oni mieli obowiązek ją chronić.

🕯️

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz