2026/10/05
Trzy zdarzenia w powiecie łobeskim. Ranna nastolatka, nie żyje mężczyzna
16-letnia piesza trafiła do szpitala po zdarzeniu na przejściu dla pieszych w Łobzie. W Sielicach nie udało się uratować nieprzytomnego mężczyzny, a na drodze wojewódzkiej nr 152 doszło do zdarzenia z udziałem ciężarówki - przekazała dla twojeinfo24.pl sierż. Patrycja Mańkowska z Komendy Powiatowe Policji w Łobzie.
Ranna 16-latka w Łobzie
Śmierć mężczyzny w Sielicach
Zmarła po czekaniu 46 godzin na SOR-ze. Rodzina poszła do sądu
Chora onkologicznie pani Maria spędziła ponad 46 godzin na poznańskim SOR-ze, czekając na przyjęcie na oddział. Dzień po przewiezieniu na OIOM zmarła. Jej rodzina domaga się wyjaśnień, czy otrzymała właściwą pomoc - podaje "Gazeta Wyborcza".
Chora na szpiczaka mnogiego pani Maria trafiła 22 lipca na SOR Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Lutyckiej w Poznaniu. Miała biegunkę, wymioty, gorączkę i objawy odwodnienia. Ze względu na podejrzenie zakażenia umieszczono ją w izolatce, która – według relacji rodziny – była ciasnym, dusznym pomieszczeniem służącym również jako magazyn sprzętu i koców.
Zmarła po czekaniu 46 godzin na SOR-ze
Sparaliżowana pacjentka miała spędzić tam ponad 46 godzin na twardej kozetce, bez materaca przeciwodleżynowego i stałego monitorowania funkcji życiowych. "Gazeta Wyborcza" powołuje się na syna kobiety, który twierdzi, że mimo pogarszającego się stanu matki personel nie zintensyfikował leczenia. Pacjentka miała problemy z dostępem dożylnym, a rodzina obserwowała u niej majaczenie, bardzo szybki puls, zimne kończyny i sine usta.Po przeniesieniu na oddział chorób wewnętrznych jej stan określono jako skrajnie krytyczny. Kobieta otrzymała płyny, antybiotyk, noradrenalinę i tlen, a następnie została zaintubowana i przewieziona na OIOM. Zmarła następnego dnia rano.Syn pacjentki zawiadomił prokuraturę, podkreślając, że nie przesądza o winie personelu, ale domaga się wyjaśnienia sprawy. Szpital zapewnia, że diagnostyka i leczenie były adekwatne do stanu chorej. Przyznaje, że jej pobyt na SOR-ze przedłużył się z powodu braku wolnego miejsca na oddziale wymagającym izolacji.
"Im bardziej uspokajają, tym jest straszniej". Panika po śmierci 28-letniej Darii
28-letnia laborantka z syberyjskiego Irkucka nie żyje, a kilka szpitali objęto kwarantanną. Władze twierdzą, że kobietę zabiło nietypowe zapalenie płuc. Niezależne media i przerażeni mieszkańcy wskazują jednak na śmiertelną dżumę płucną. Kreml milczy, ale sąsiedzi uszczelniają granice.
Daria Szypiłowa pracowała z groźnymi patogenami, w tym z bakterią wywołującą "czarną śmierć". Tuż po jej zgonie pod ścisły nadzór medyczny trafiło kilkadziesiąt osób, a personel badawczy został zamknięty w budynku bez łóżek. Oficjalne komunikaty sanitarne wzbudzają więcej pytań niż odpowiedzi.28-letnia Daria Szypiłowa zachorowała po powrocie z ekspedycji w pobliżu granicy z Mongolią. Kobieta pracowała w Irkuckim Instytucie Przeciwdżumowym, gdzie badała m.in. szczepy Yersinia pestis – bakterii wywołującej dżumę. Zmarła 1 lub 2 października w szpitalu w pobliskim Szelichowie.Jak podaje AP News, władze sanitarne zdiagnozowały u niej obustronne zapalenie płuc o nieznanym pochodzeniu. Niezależny portal Ludi Bajkała przekazał jednak doniesienia sugerujące zakażenie dżumą płucną na skutek rozbicia probówki z żywymi bakteriami. Wersję o wypadku stanowczo odrzucił cytowany przez Daily Mail rosyjski epidemiolog Michaił Faworow. — To śmieszne. Osoba pracująca w Instytucie Przeciwdżumowym w Irkucku nosi kombinezon ochronny. Jeśli stłucze się probówkę, prawdopodobieństwo zakażenia jest w rzeczywistości bardzo niskie — wyjaśnił badacz.Uwięzieni w laboratorium i szpitalna kwarantanna. Co się dzieje w Rosji?
Skala reakcji władz przeczy uspokajającym komunikatom. Daily Mail informuje o nałożeniu kwarantanny na pięć placówek medycznych w rejonie irkuckim. Pacjent zamkniętego Szpitala Klinicznego nr 1 relacjonował dla zagranicznej prasy: "Jesteśmy w pełnej kwarantannie. Żadni nasi krewni nie są wpuszczani. My nie możemy wyjść".Restrykcje dotknęły też samo miejsce pracy zmarłej. Rodzina jednego z badaczy potwierdziła drastyczne środki bezpieczeństwa. "Zamknęli wszystkich w izolacji od piątku. Ponad 60 osób... Śpią tam na podłodze, na krzesłach. Oczywiście nie ma łóżek. Pozwolili krewnym przekazywać paczki z jedzeniem przez punkt kontrolny". Zgodnie z ustaleniami dziennikarzy AP News, łącznie niemal 200 osób z bezpośredniego otoczenia Szypiłowej objęto ścisłym nadzorem medycznym.
Kreml zaprzecza, państwa ościenne reagują
Rosyjska agencja sanitarno-epidemiologiczna Rospotrebnadzor zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, a w próbkach pobranych od 28-latki nie wykryto drobnoustrojów związanych z jej pracą.Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow uciął temat krótko: "Należy polegać na oficjalnych oświadczeniach Rospotrebnadzoru, zamiast słuchać różnych plotek i spekulacji".
Tłumaczenia władz nie uspokajają jednak społeczności. "Im bardziej nas uspokajają, tym robi się straszniej" – stwierdził zdezorientowany mieszkaniec Syberii, cytowany przez dziennikarzy "Daily Mail".
Sytuację traktują poważnie sąsiedzi Rosji. Kazachstan, Kirgistan i Uzbekistan wprowadziły wzmożone kontrole sanitarne na przejściach granicznych. Temat monitorują także Stany Zjednoczone. Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio podczas briefingu prasowego zaznaczył: "Nie sądzę, aby były powody do niepokoju, ale to powód do koncentracji i uważnej obserwacji. I to właśnie robimy".
Źródło: Daily Mail
"To może być seryjny morderca z najdłuższą listą ofiar w Polsce, a może i w Europie". Szok w Warszawie
Warszawska prokuratura prowadzi jedno z najpoważniejszych śledztw dotyczących serii zabójstw starszych kobiet. Michał P., który wykonywał usługi hydrauliczne, usłyszał zarzuty sześciu zabójstw na tle rabunkowym, w tym jednego podwójnego. — To może być seryjny morderca z najdłuższą listą ofiar w Polsce, a może i w Europie — mówi policjantka w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Śledczy analizują również inne zgony seniorów, które wcześniej uznano za naturalne. Ofiary często znały Michała P. z wcześniejszych napraw wykonywanych w ich mieszkaniach. Według prokuratury sprawcy wchodzili do lokali pod pretekstem prac hydraulicznych, a następnie grozili kobietom i żądali wskazania miejsc, w których przechowywały pieniądze oraz kosztowności.Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarzuca 43-letniemu Michałowi P. dokonanie sześciu zabójstw starszych kobiet w Śródmieściu, na Ochocie i Ursynowie. Wśród tych czynów znajduje się podwójne zabójstwo dwóch sióstr przy ul. Grzybowskiej.Dwa zabójstwa — przy ul. Franciszkańskiej i Wąwozowej — Michał P. miał popełnić sam. Przy kolejnych miał działać wspólnie z Tarasem H. lub Ihorem H. Wszyscy trzej przebywają obecnie w tymczasowym areszcie.— To może być seryjny morderca z najdłuższą listą ofiar w Polsce, a może i w Europie — mówi "Gazecie Wyborczej" policjantka z zespołu ds. zabójstw i zabójstwHydraulik miał wykorzystywać zaufanie starszych kobiet
Śledczy ustalili, że pokrzywdzone wpuszczały sprawców do mieszkań, ponieważ wierzyły, że przyszli przeprowadzić naprawę. Michał P. znał część kobiet z wcześniejszych zleceń hydraulicznych, co mogło ułatwiać mu zdobycie ich zaufania.
Według prokuratury po wejściu do mieszkania kobiety były zastraszane, a w niektórych przypadkach krępowane. Sprawcy mieli żądać pieniędzy i kosztowności, a część ofiar następnie zabijać przez gwałtowne uduszenie. Po wszystkim plądrowali mieszkania i zamykali drzwi zabranymi wcześniej kluczami.W telefonie 43-latka znaleziono ok. 75 tys. zdjęć, w fotografie rzeczy, które ukradł w mieszkaniach pomordowanych seniorek. Jak podają śledczy, przy pierwszych zbrodniach mężczyzna czyścił dokładnie pomieszczenia przy użyciu środków chemicznych. Później "przestał się starać". W przypadku ostatniej zbrodni, miejsce miał jedynie pochlapać Domestosem.
— Gdyby nie przyszło rozhamowanie, mógłby tak zabijać jeszcze długo, ale stracił czujność — dodaje policjantka.
Zatrzymano także dwóch podejrzanych wspólników
Ihorowi H. prokuratura zarzuca udział w trzech zabójstwach, w tym podwójnym przy ul. Grzybowskiej. Taras H. usłyszał zarzut współudziału w jednym zabójstwie oraz w rozboju na innej starszej kobiecie.
Wyznanie 19-latka po zabójstwie w Kędzierzynie-Koźlu. Przyznał się do jeszcze jednej zbrodni
W tej drugiej sprawie seniorka zmarła w trakcie napadu, jednak dotychczasowe ustalenia nie pozwoliły śledczym stwierdzić, że podejrzani bezpośrednio przyczynili się do jej śmierci. Czwarty podejrzany, Jarosław O., odpowiada za paserstwo przedmiotów zrabowanych z mieszkań pokrzywdzonych.
Śledczy wracają do wcześniejszych zgonów seniorów
Prokuratura potwierdziła, że analizowane są również inne zakończone postępowania dotyczące śmierci osób starszych. Chodzi o przypadki sprzed zatrzymania podejrzanych, które wcześniej mogły zostać uznane za zgony naturalne.
Taki los spotkał początkowo trzy kobiety — dwie siostry z ul. Grzybowskiej oraz seniorkę z al. Jana Pawła II. Dopiero dalsze czynności doprowadziły do objęcia tych spraw śledztwem dotyczącym serii zabójstw.
Mordował starsze kobiety. Michał P. został zatrzymany na balkonie
Michał P. wpadł w lutym 2025 r. po zabójstwie kobiety przy ul. Wąwozowej. Policjanci odnaleźli go na balkonie znajdującym się bezpośrednio pod mieszkaniem pokrzywdzonej.
Co istotne, oficjalny komunikat prokuratury wskazuje, że Michał P. przyznał się do wszystkich zarzuconych mu czynów i kilkukrotnie składał obszerne wyjaśnienia. Śledztwo nadal trwa, a prokuratura na obecnym etapie nie ujawnia wszystkich szczegółów prowadzonych czynności.Na miejscu przestępstwa zatrzymali podejrzewanego o zabójstwo, z nożem i młotkiem w plecaku. Po co tam wrócił?
Źródło: Gazeta
Szef więziennictwa w Tennessee zrezygnował po nieudanej egzekucji Christy Pike
Komisarz Departamentu Więziennictwa stanu Tennessee Frank Strada odejdzie z urzędu w tym miesiącu - przekazał gubernator Bill Lee. To pokłosie nieudanej egzekucji Christy Pike, której sprawa odbiła się szerokim echem na całym świecie. Frank Strada, szef stanowego systemu więziennictwa zrezygnował ze stanowiska, i zakończy urzędowanie w tym miesiącu - ogłosił w sobotę gubernator Tennessee Bill Lee.
W swoim oświadczeniu Strada ocenił, że jego rezygnacja leży "w najlepszym interesie mieszkańców Tennessee". Niezależne dochodzenie ma ustalić, co wydarzyło się w środę, kiedy stan nie był w stanie dokończyć egzekucji 50-letniej Christy Pike, mimo podania dwóch dawek śmiercionośnego leku.
"Uważam, że to dochodzenie jest w pełni właściwe i konieczne, i z niecierpliwością czekam na możliwość zrobienia wszystkiego, co w mojej mocy, aby pomóc w ustaleniu tego, co dokładnie się wydarzyło" - przekazał Strada.
Nieudana egzekucja Christy Pike
Christa Pike została skazana na śmierć w 1996 roku za zabójstwo 19-letniej Colleen Slemmer. Miała 18 lat, gdy wraz ze swoim ówczesnym chłopakiem pobiła, torturowała i zabiła Slemmer, którą poznała na obozie dla nastolatków z problemami.Próba egzekucji miała miejsce w zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze Riverbend w Nashville około godziny 20 czasu lokalnego w środę wieczorem (około godziny 3 w nocy ze środy na czwartek w Polsce). Pike miała być pierwszą kobietą straconą w USA od 2023 roku i pierwszą w stanie Tennessee od 200 lat.
Skazana przeżyła próbę wykonania kary śmierci przez podane pentobarbitalu i w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Jeden z jej obrońców, Randy Spivey, przekazał, że nie wiadomo obecnie, jakie są rokowania 50-letniej Pike.
Adwokaci Pike podali też szczegóły dotyczące tego, co miało się wydarzyć podczas egzekucji. Ich zdaniem nieprawidłowo założony wenflon spowodował, że pentobarbital został wstrzyknięty do okolicznych tkanek zamiast bezpośrednio do krwioobiegu.
Kontrowersje wokół kary śmierci w USA
Reporter agencji prasowej AP Michael Graczyk był świadkiem nieudanej egzekucji Christy Pike. Był to pierwszy taki przypadek, który widział na własne oczy, chociaż był na niemal 500 egzekucjach przeprowadzonych w Teksasie. Graczyk przyznał w rozmowie z BBC News, że jednak brał taką możliwość pod uwagę. - Wydaje mi się, że to była tylko kwestia czasu - powiedział.Wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka Volker Tuerk zaapelował w czwartek do władz amerykańskiego stanu Tennessee, by zrezygnowały z kolejnej próby wykonania kary śmierci na Chriście Pike. ONZ oceniła, że jej przypadek pokazuje, dlaczego kara śmierci powinna zostać zniesiona.
Adwokaci Pike, którzy zabiegają o złagodzenie jej kary, wskazują między innymi na jej wiek w chwili dokonania zbrodni oraz fakt, że jako dziecko była wykorzystywana seksualnie.
Rekonstrukcja łechtaczki po leczeniu raka. Niemal 90 procent pacjentek znów osiąga orgazm
Holenderskim lekarzom po raz pierwszy udało się opracować i opisać technikę rekonstrukcji łechtaczki. Niemal 90 procent pacjentek po zabiegu znów mogło osiągać orgazm. Skąd pobrano delikatną tkankę potrzebną do odtworzenia narządu? I czy taka operacja zmieni standard leczenia onkologicznego kobiet?Skuteczne usunięcie nowotworu nie zawsze oznacza powrót do życia sprzed choroby. W przypadku raka sromu konsekwencje operacji mogą dotyczyć bardzo intymnej sfery: czucia, seksualności i relacji z własnym ciałem.
Lekarze z Radboud University Medical Center w Nijmegen (Radboudumc) po raz pierwszy opisali technikę rekonstrukcji łechtaczki po takim zabiegu. Jak podkreślają, wcześniej nie znaleźli podobnego rozwiązania w literaturze chirurgicznej. Wyniki pierwszych 18 zabiegów opublikowali w "Gynecologic Oncology", a doświadczenia pacjentek - w osobnym badaniu w "The Journal of Sexual Medicine".Rak sromu należy do rzadziej występujących nowotworów ginekologicznych. W Holandii każdego roku diagnozę słyszy około 450 kobiet, a u mniej więcej jednej czwartej choroba obejmuje łechtaczkę lub jej bezpośrednie otoczenie. - Kiedy guz znajduje się w łechtaczce lub w jej pobliżu, czasami musimy usunąć jej część - wyjaśnia dr Mieke ten Eikelder, ginekolożka onkologiczna z Radboudumc i współtwórczyni nowej techniki rekonstrukcji, cytowana przez holenderski portal informacyjny NOS.To poważna ingerencja, bo widoczna na zewnątrz część łechtaczki to tylko fragment całego narządu. Większość znajduje się wewnątrz ciała, a gęsta sieć zakończeń nerwowych odpowiada za odbieranie bodźców seksualnych.
Do tej pory po usunięciu nowotworu ranę najczęściej po prostu zamykano, a pozostałe struktury łechtaczki pozostawały pod skórą. To, czy kobieta zachowa czucie i możliwość osiągania orgazmu, schodziło na dalszy plan.
Tymczasem znaczenie łechtaczki nie maleje wraz z wiekiem. - Łechtaczka nie idzie na emeryturę: napełnia się krwią i zachowuje zdolność reagowania przez całe życie. I to jest biologiczny fakt - podkreślała w czerwcu w rozmowie z TVN24+ ginekolożka i seksuolożka dr n. med. Beata Wróbel.Utrata jej funkcji po leczeniu onkologicznym może więc mocno wpłynąć nie tylko na satysfakcję seksualną, ale też na bliskość, odczuwanie przyjemności i relację z własnym ciałem - niezależnie, czy kobieta ma 30, 50 czy 80 lat.
Rekonstrukcja łechtaczki. Lekarze wykorzystali błonę śluzową policzka
Nad nową metodą dr Mieke ten Eikelder pracowała wspólnie z chirurgiem plastycznym dr. Timem Nijhuisem. Jej szczegółowy opis wraz z wynikami pierwszych 18 operacji opublikowano w lipcu 2026 roku w "Gynecologic Oncology". Punktem wyjścia były techniki stosowane wcześniej u kobiet, które doświadczyły okaleczenia żeńskich narządów płciowych. Holenderski zespół dostosował je do potrzeb pacjentek onkologicznych, tak by po usunięciu nowotworu nie tylko odtworzyć anatomię, ale też zachować możliwie jak najwięcej czucia.Na czym polegał zabieg?
Po wycięciu guza z odpowiednim marginesem zdrowych tkanek chirurdzy uwolnili zachowane struktury łechtaczki, w tym pęczki nerwowo-naczyniowe, a następnie przemieścili je tak, by odtworzyć żołądź, czyli najbardziej wrażliwą, zewnętrzną część narządu. Do jej pokrycia wykorzystali niewielki fragment błony śluzowej pobranej z wewnętrznej strony policzka. Jest cienka i elastyczna, dzięki czemu lepiej odpowiada tkankom sromu niż przeszczep skóry, który może osłabiać czucie.
Lekarze odtworzyli również napletek łechtaczki. Cała rekonstrukcja odbywa się podczas tej samej operacji, w której usuwany jest nowotwór, i wydłuża zabieg o około 15 minut, dzięki czemu pacjentka nie musi przechodzić kolejnej operacji wyłącznie w celu odtworzenia narządu.Historia chirurgii rekonstrukcyjnej pokazuje przy tym sporą dysproporcję. Jak przypominają specjaliści z Radboudumc, rekonstrukcje prącia po leczeniu onkologicznym wykonywano już w latach 80. XX wieku, podczas gdy na podobną metodę przywracania funkcji łechtaczki po operacji raka sromu kobiety czekały kolejne dekady.
Rekonstrukcja łechtaczki a orgazm. Jakie są pierwsze wyniki?
Spośród 18 kobiet opisanych w publikacji 16, czyli 88,9 procent, po rekonstrukcji mogło osiągać orgazm łechtaczkowy. Powikłania bezpośrednio związane z zabiegiem wystąpiły u dwóch pacjentek.Od czasu przygotowania badania liczba operowanych kobiet jednak wzrosła. Jak poinformował 1 października Radboudumc, wśród pierwszych 23 pacjentek około 90 procent odzyskało możliwość osiągania orgazmu. Najczęściej następowało to między trzecim a szóstym miesiącem po operacji.
Sam powrót czucia może jednak trwać znacznie dłużej. Początkowo zrekonstruowana łechtaczka bywa nadmiernie wrażliwa albo przeciwnie - reaguje na dotyk słabiej niż wcześniej. Według obserwacji dr Ten Eikelder regeneracja może trwać około roku, a u większości kobiet czucie stopniowo zbliża się do tego sprzed zabiegu.Nie oznacza to, że wcześniejsze doznania wracają w identycznej formie. Możliwość osiągania orgazmu to jedno, a sposób odczuwania przyjemności - drugie. Reakcje pacjentek mogą się pod tym względem różnić.
"Nie chciałam z tego rezygnować". Co mówią pacjentki?
"Bez łechtaczki straciłabym część swojej kobiecości, a to nie wpłynęłoby dobrze na moją sztukę" - mówi cytowana w NOS Hanni Braspenning, 80-letnia artystka operowana w Radboudumc. Jak dodaje, po rekonstrukcji nie musi się już tego obawiać.O tym, co rekonstrukcja oznacza dla samych kobiet, naukowcy napisali w osobnej publikacji w "The Journal of Sexual Medicine". Przeprowadzili pogłębione wywiady z 12 pacjentkami w wieku od 36 do 86 lat, pytając o seksualność, codzienne funkcjonowanie i decyzję o rekonstrukcji.Dla większości wygląd operowanej okolicy nie był najważniejszy. Liczyła się przede wszystkim możliwość odczuwania przyjemności. - Nie zamierzałam się z tym godzić, skoro istniała alternatywa - mówiła jedna z uczestniczek.Kobiety opisywały też, jak diagnoza i perspektywa usunięcia części narządów płciowych wpływały na ich poczucie kobiecości, atrakcyjności i relację z własnym ciałem. Niektóre po operacji przez dłuższy czas unikały dotykania tej okolicy, inne mówiły o potrzebie odzyskania poczucia, że nadal są sobą.
W badanej grupie 10 z 12 kobiet odzyskało przynajmniej częściowo czucie łechtaczkowe i zdolność osiągania orgazmu. U czterech wrażliwość była podobna jak przed operacją, trzy potrzebowały silniejszej lub dłuższej stymulacji, a kolejne trzy odczuwały większą wrażliwość. U jednej nadwrażliwość powodowała dyskomfort, inna wymagała ponownej operacji z powodu bolesnej blizny.Jedna z pacjentek porównała swoje doświadczenie do jazdy na rowerze z dużo mniejszym przednim kołem. - Znowu mogę jechać. Nie tak jak wcześniej, ale mogę - mówiła.Holenderscy lekarze chcą teraz sprawdzić, czy podobne efekty uda się uzyskać na większą skalę i czy rekonstrukcja może stać się częścią standardowego leczenia onkologicznego. Do ogólnokrajowego programu badawczego dołączyło osiem kolejnych szpitali, a specjaliści z innych krajów przechodzą już szkolenia z nowej techniki.
Rak sromu w Polsce. Objawy i przyczyny
Jak podaje Krajowy Rejestr Nowotworów, w Polsce raka sromu rozpoznaje się u około 500 kobiet rocznie, najczęściej po 60. roku życia. Choroba przez długi czas może dawać mało charakterystyczne objawy. Początkowo bywa to jedynie uporczywy świąd, z czasem mogą pojawić się ból, krwawienie, guzek lub owrzodzenie w obrębie sromu oraz trudności w oddawaniu moczu.Ryzyko zachorowania zwiększają m.in. zakażenie HPV, palenie papierosów i przewlekłe choroby skóry sromu, takie jak liszaj twardzinowy.Rak sromu jest rzadkim nowotworem, ale u około 40 proc. pacjentek rozpoznaje się go dopiero w zaawansowanym stadium, dlatego długo utrzymujących się zmian, świądu czy pieczenia w okolicach intymnych nie powinno się przeczekiwać.