Aborcja nie jest „prawem człowieka”, tylko decyzją o odebraniu życia najsłabszemu człowiekowi.
I żadna ilość historycznych straszaków ani ideologicznych haseł tego faktu nie zmieni.
Człowieczeństwo nie zaczyna się od decyzji państwa, lekarza czy matki. Zaczyna się w chwili powstania nowego, odrębnego organizmu ludzkiego – z własnym DNA, płcią i kierunkiem rozwoju. To nie jest „część ciała kobiety”, tylko drugi człowiek, całkowicie od niej zależny. Zależność nie odbiera godności – niemowlę po urodzeniu też jej nie traci.
Często słyszymy, że zakazy aborcji to „totalitaryzm” i że „w demokracjach zakazów nie było”. To po prostu nieprawda.
Całkowite zakazy aborcji występowały i występują w krajach demokratycznych, m.in.:
Irlandia – przez dziesięciolecia, aż do 2018 r., obowiązywał konstytucyjny zakaz aborcji w demokratycznym państwie prawa.
Malta – do dziś obowiązuje pełny zakaz aborcji, a kraj ten jest członkiem UE i funkcjonującą demokracją.
Chile – całkowity zakaz aborcji obowiązywał do 2017 r., już po zakończeniu dyktatury.
Salwador, Honduras, Nikaragua – demokratyczne republiki, w których obowiązują bardzo restrykcyjne lub całkowite zakazy.
Stany Zjednoczone – po wyroku Dobbs wiele stanów demokratycznego państwa wprowadziło pełne zakazy lub ochronę życia od poczęcia.
Fakt, że państwo chroni życie nienarodzonych, nie czyni go totalitarnym. Totalitaryzm zaczyna się wtedy, gdy władza decyduje, kto zasługuje na miano człowieka, a kto nie. Historia pokazuje, że zawsze kończy się to wykluczeniem najsłabszych.
Demokracja nie polega na tym, że większość może odebrać mniejszości prawo do życia. Gdyby tak było, niewolnictwo, segregacja rasowa czy eugenika byłyby moralne, jeśli tylko zostały przegłosowane. Prawa człowieka istnieją właśnie po to, by chronić tych, którzy nie mają głosu.
Argument „prawa wyboru” brzmi dobrze tylko do momentu, gdy zapytamy:
czyje to prawo i czyim kosztem?
W aborcji zawsze jest jedna strona, która nie ma żadnej możliwości wyboru – dziecko.
Społeczeństwo, które uznaje eliminację własnych dzieci za „rozwiązanie problemu”, nie jest postępowe. Jest wygodne, krótkowzroczne i moralnie kapitulujące. Prawdziwy postęp to wsparcie kobiet, realna pomoc, odpowiedzialność ojców i kultura, w której życie nie jest przeszkodą, lecz wartością.
Bycie pro-life nie jest fanatyzmem.
Jest konsekwencją uznania, że każdy człowiek – także ten najmniejszy i najbardziej bezbronny – ma niezbywalną godność.
I właśnie dlatego ochrona życia nie jest cofaniem się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz