2026/01/30

 To zdjęcie było robione równo 6 lat temu. Oprócz kilogramów przybyło mi zmarszczek i mnóstwo problemów.

Ale najbardziej przybyło mi… życia, którego wtedy nawet nie umiałam sobie wyobrazić.
Na tamtym zdjęciu byłam świeżo po śmierci mojej Mamusi.
Nie będę udawać silnej. Nie byłam. Mój kontakt z ludźmi praktycznie nie istniał.
Fobia społeczna, która potrafiła mnie zamknąć w klatce tak ciasnej, że nawet oddychanie staje się wysiłkiem.
I może ktoś powie: „to nic”.
Ale ja pamiętam tamte dni bardzo dokładnie.
To był czas, kiedy cierpienie nie miało przerw.
To był czas, kiedy po prostu się trwało… bo nie było siły żyć normalnie.
A jednak gdzieś w tym wszystkim wiedziałam jedno, że niedługo do naszej rodziny dołączy Prosiaczek z Kaszub.
Jeszcze wtedy nawet nie miał imienia. Jeszcze był „tym Prosiaczkiem”. Takim znakiem zapytania. Taką nadzieją, której sama do końca nie umiałam nazwać.
Mieszkałam w Łodzi przez trzydzieści sześć lat.
Tamte życie było inne.
Tamta ja byłam inna.
Patrzę teraz na to zdjęcie i widzę dziewczynę, która nie miała pojęcia, co ją czeka... że za chwilę z jednego Prosiaczka zrobi się cały świat.
Że z jednego imienia powstanie rodzina.
Że z tej cichej, zamkniętej w sobie osoby zrobi się ktoś, kto będzie walczył o życie innych nawet wtedy, kiedy sam ledwo ma siłę.
I teraz patrzę na siebie dziś.
Na to wszystko, co się dzieje.
Na hejt, szczucie, inwigilacje.
I przychodzi takie pytanie??
czy chciałabym wrócić do tamtego czasu?To zdjęcie było robione równo 6 lat temu. Oprócz kilogramów przybyło mi zmarszczek i mnóstwo problemów.
Ale najbardziej przybyło mi… życia, którego wtedy nawet nie umiałam sobie wyobrazić.
Na tamtym zdjęciu byłam świeżo po śmierci mojej Mamusi.
Nie będę udawać silnej. Nie byłam. Mój kontakt z ludźmi praktycznie nie istniał.
Fobia społeczna, która potrafiła mnie zamknąć w klatce tak ciasnej, że nawet oddychanie staje się wysiłkiem.
I może ktoś powie: „to nic”.
Ale ja pamiętam tamte dni bardzo dokładnie.
To był czas, kiedy cierpienie nie miało przerw.
To był czas, kiedy po prostu się trwało… bo nie było siły żyć normalnie.
A jednak gdzieś w tym wszystkim wiedziałam jedno, że niedługo do naszej rodziny dołączy Prosiaczek z Kaszub.
Jeszcze wtedy nawet nie miał imienia. Jeszcze był „tym Prosiaczkiem”. Takim znakiem zapytania. Taką nadzieją, której sama do końca nie umiałam nazwać.
Mieszkałam w Łodzi przez trzydzieści sześć lat.
Tamte życie było inne.
Tamta ja byłam inna.
Patrzę teraz na to zdjęcie i widzę dziewczynę, która nie miała pojęcia, co ją czeka... że za chwilę z jednego Prosiaczka zrobi się cały świat.
Że z jednego imienia powstanie rodzina.
Że z tej cichej, zamkniętej w sobie osoby zrobi się ktoś, kto będzie walczył o życie innych nawet wtedy, kiedy sam ledwo ma siłę.
I teraz patrzę na siebie dziś.
Na to wszystko, co się dzieje.
Na hejt, szczucie, inwigilacje.
I przychodzi takie pytanie??
czy chciałabym wrócić do tamtego czasu?
Zacząć wszystko od nowa?
To jest ciężkie pytanie.
Bo tamten czas bolał.
Jednak wiem jedno.
Mimo kilogramów, mimo zmarszczek, mimo problemów…
dziś mam coś, czego wtedy nie miałam.
Mam sens i misję.
Mam Zwierzęta, które są moim światem.
I mam w sobie odwagę, której nie da się kupić, nie da się udawać i nie da się zgasić.
Moja fobia społeczna?
Ona nadal gdzieś tam jest.
Tylko że zeszła na drugi plan.
Bo gdy trzeba walczyć o Zwierzęta…
to nawet człowiek, który się boi świata, potrafi stanąć na środku tego świata i powiedzieć:
„Nie ruszycie naszych Świń"
I czasem sobie myślę…
że to nie ja uratowałam Eugeniusza.
Tylko Eugeniusz uratował mnie.
Zacząć wszystko od nowa?
To jest ciężkie pytanie.
Bo tamten czas bolał.
Jednak wiem jedno.
Mimo kilogramów, mimo zmarszczek, mimo problemów…
dziś mam coś, czego wtedy nie miałam.
Mam sens i misję.
Mam Zwierzęta, które są moim światem.
I mam w sobie odwagę, której nie da się kupić, nie da się udawać i nie da się zgasić.
Moja fobia społeczna?
Ona nadal gdzieś tam jest.
Tylko że zeszła na drugi plan.
Bo gdy trzeba walczyć o Zwierzęta…
to nawet człowiek, który się boi świata, potrafi stanąć na środku tego świata i powiedzieć:
„Nie ruszycie naszych Świń"
I czasem sobie myślę…
że to nie ja uratowałam Eugeniusza.
Tylko Eugeniusz uratował mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz