Przed chwilą dostałem maila o starszej, bezdomnej Pani Marii w Krakowie. Przebywa w okolicach ul. Krakowskiej 5, śpi pod arkadami, praktycznie na otwartym powietrzu. Nadchodzą bardzo niskie temperatury, takie, które dla osoby starszej mogą być po prostu śmiertelnie niebezpieczne.
To osoba dumna, samotna, bardzo zamknięta w sobie. Odmawia noclegowni. Poprosiła tylko o cieplejszy śpiwór. I tu pojawia się największy lęk, że pomagając jej przetrwać noc, pozwolimy, by została na ulicy w czasie najmocniejszych mrozów.
Dlatego nie chodzi dziś o śpiwór.
Chodzi o rozmowę, obecność, cierpliwość i zaufanie.
Wiem z własnego doświadczenia, że to nie działa „od razu”. Wiele razy jeździłem do osób w kryzysie bezdomności po kilka razy. Dopiero gdy ktoś zobaczył, że nie przychodzę na chwilę, że nie oceniam i nie znikam, decydował się pójść ze mną do ciepłego miejsca. Czasem za pierwszym razem się nie udaje. Czasem dopiero za drugim, trzecim, piątym.
Dlatego pytam wprost:
czy ktoś z Krakowa, ktoś z doświadczeniem, empatią i czasem, mógłby do niej podejść, porozmawiać, spróbować przekonać ją, by choć na ten czas mrozów zgodziła się zamieszkać w bezpiecznym, ciepłym miejscu?
To nie jest łatwe. Ale stawką jest ludzkie życie.
W takich temperaturach naprawdę nie mamy czasu na czekanie.
Proszę Was, zostawcie reakcję pod tym postem, żeby nie zginął wśród innych.
Niech się rozejdzie jak najszerzej i trafi do osób, które mogą podejść, porozmawiać i pomóc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz