Boże, chroń Węgry.
To, co dzieje się dziś na Węgrzech, nie jest zwykłym sporem politycznym. To wygląda jak systemowe niszczenie demokracji pod przykrywką „przywracania praworządności”.
Prezydent Tamás Sulyok podpisał poprawkę do konstytucji, która wygasza jego własny mandat. W praktyce mamy sytuację, w której nowa większość usuwa kolejne bezpieczniki ustrojowe i podporządkowuje państwo jednemu obozowi politycznemu.
Viktor Orbán napisał krótko: „Boże, chroń Węgry”.
I miał rację. Bo kiedy władza zaczyna zmieniać reguły gry tak, by eliminować przeciwników, przejmować instytucje, zastraszać ludzi mediów i usuwać niewygodnych przedstawicieli państwa - to nie jest demokracja. To jest budowa de facto systemu półfaszystowskiego, tylko opakowanego w ładne hasła o demokracji, Europie i praworządności.
My, Polacy, przestrzegaliśmy Węgrów. Po 13 grudnia 2023 roku zobaczyliśmy u siebie ten sam mechanizm: najpierw propaganda o „naprawie państwa”, potem siłowe przejmowanie instytucji, uderzenie w media publiczne, polityczne zatrzymania, przeszukania, kajdanki, areszty i zastraszanie opozycji.
Tak niszczy się demokrację w XXI wieku. Nie zawsze czołgami na ulicach. Częściej decyzjami podejmowanymi nocą, ustawami pisanymi pod konkretnych ludzi, naciskiem na instytucje i medialnym szczuciem na tych, którzy nie chcą się podporządkować.
Węgry są dziś ostrzeżeniem dla całej Europy. Kiedy władza mówi, że „broni demokracji”, ale jednocześnie usuwa prezydenta, przejmuje państwo i zastrasza przeciwników — to znaczy, że demokracja jest właśnie demontowana.
Polska już to widziała.
Dlatego mówimy jasno: nie wolno milczeć, gdy pod hasłem praworządności buduje się system politycznej przemocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz