Bułgaria wycofała się z wojskowego wspierania Ukrainy i odmówiła udziału w "koalicji chętnych". Premier Rumen Radew przekonuje, że jego kraju nie stać na dalszą pomoc, a pieniądze powinny służyć obywatelom. Dr Spasimir Domaradzki nie ma wątpliwości, jak należy odczytywać tę politykę. — To jest prorosyjskość ukryta pod narracją pragmatyzmu — mówi "Faktowi". Bułgarski rząd zapowiedział w czerwcu zakończenie dostaw uzbrojenia dla Ukrainy. 14 lipca Radew poinformował natomiast, że Sofia nie przystąpi do kierowanej przez Francję i Wielką Brytanię "koalicji chętnych". Premier tłumaczył, że format ten zabiega o dalsze finansowe i militarne wspieranie Kijowa, podczas gdy zakończenie wojny powinno zostać osiągnięte drogą dyplomatyczną.
Bułgaria rezygnuje z pomocy Ukrainie. "Prorosyjskość ukryta za pragmatyzmem"
Spasimir Domaradzki ocenia, że działania władz w Sofii nie są wyłącznie próbą ochrony interesów gospodarczych kraju.
To jest prorosyjskość ukryta pod narracją pragmatyzmu. Bułgarski premier stopniowo próbuje zastępować Viktora Orbána w roli polityka blokującego część decyzji Unii Europejskiej
— mówi "Faktowi".
Zdaniem eksperta Radew wyciągnął jednak wnioski z działań węgierskiego premiera i unika otwartego konfliktu z Brukselą. Na arenie krajowej prezentuje stanowisko wyraźnie bardziej antyukraińskie, podczas gdy w kontaktach z europejskimi partnerami działa ostrożniej.— Nie jest to otwarta konfrontacja z Ukrainą, lecz stopniowe przemycanie prorosyjskich postulatów. Jego podejście do Ukrainy widać bardziej w działaniach niż w słowach — wskazuje.Bułgaria nie zablokowała w całości prac nad kolejnym unijnym pakietem sankcji, ale zabiegała o usunięcie z listy konkretnych Rosjan, w tym oligarchów oraz zwierzchnika Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Radew przekonywał, że jego decyzje służą ochronie bułgarskiego interesu narodowego.
"Nie stać nas na pomoc". Ekspert odpowiada
Jednym z argumentów wykorzystywanych przez bułgarskiego premiera jest sytuacja finansowa państwa. Radew przekonuje, że dalsze wspieranie Ukrainy odbywałoby się kosztem poziomu życia Bułgarów.
Domaradzki nazywa takie stawianie sprawy absurdem.
— Premier próbuje stworzyć wrażenie, że rezygnacja z pomocy dla Ukrainy pozwoli ochronić świadczenia i wydatki społeczne. Nie mówi tego wprost, ale taki jest sens tego przekazu — wyjaśnia.Ekspert zwraca uwagę, że koszty pomocy dla Kijowa nie powinny być przeciwstawiane wydatkom na bezpieczeństwo i dobrobyt obywateli.
Państwo, które zdaje sobie sprawę z zagrożenia ze strony Rosji, powinno rozumieć, że wojna toczy się na terytorium Ukrainy, a nie w kolejnych państwach położonych bliżej centrum Europy
— podkreśla.
Jak dodaje, wsparcie dla Ukrainy należy traktować jako element obrony samej Bułgarii.
— To nie jest wyłącznie pomoc. To inwestycja we własne bezpieczeństwo i dobrobyt. Narracja przedstawiana przez bułgarskiego premiera jest więc co najmniej wątpliwa — mówi Domaradzki.
Polityka Radewa nie odbiera mu poparcia
Zmiana podejścia do Ukrainy nie doprowadziła do znaczącego osłabienia pozycji bułgarskiego premiera. Według Domaradzkiego wynika to między innymi z faktu, że wojna i polityka zagraniczna nie są dla dużej części społeczeństwa najważniejszymi tematami.
— Kwestia Ukrainy pozostaje w bułgarskim dyskursie sprawą drugorzędną. Te działania są skierowane przede wszystkim do części elektoratu, która zagłosowała na niego ze względu na prorosyjskie i antyukraińskie poglądy — ocenia.
Pozostali wyborcy oczekują przede wszystkim ustabilizowania sytuacji wewnętrznej.
— Dla nich ważniejsza jest stabilność na poziomie krajowym. Oczekują, że premier będzie jej gwarantem. Dlatego jego polityka wobec Ukrainy nie prowadzi obecnie do istotnego spadku poparcia — podsumowuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz