2026/07/20

Zrezygnowali z pomocy Ukrainie. Ekspert: argument jest absurdalny

 Bułgaria wycofała się z wojskowego wspierania Ukrainy i odmówiła udziału w "koalicji chętnych". Premier Rumen Radew przekonuje, że jego kraju nie stać na dalszą pomoc, a pieniądze powinny służyć obywatelom. Dr Spasimir Domaradzki nie ma wątpliwości, jak należy odczytywać tę politykę. — To jest prorosyjskość ukryta pod narracją pragmatyzmu — mówi "Faktowi".                                                                                              Bułgarski rząd zapowiedział w czerwcu zakończenie dostaw uzbrojenia dla Ukrainy. 14 lipca Radew poinformował natomiast, że Sofia nie przystąpi do kierowanej przez Francję i Wielką Brytanię "koalicji chętnych". Premier tłumaczył, że format ten zabiega o dalsze finansowe i militarne wspieranie Kijowa, podczas gdy zakończenie wojny powinno zostać osiągnięte drogą dyplomatyczną.

Bułgaria rezygnuje z pomocy Ukrainie. "Prorosyjskość ukryta za pragmatyzmem"

Spasimir Domaradzki ocenia, że działania władz w Sofii nie są wyłącznie próbą ochrony interesów gospodarczych kraju.

To jest prorosyjskość ukryta pod narracją pragmatyzmu. Bułgarski premier stopniowo próbuje zastępować Viktora Orbána w roli polityka blokującego część decyzji Unii Europejskiej

— mówi "Faktowi".

Zdaniem eksperta Radew wyciągnął jednak wnioski z działań węgierskiego premiera i unika otwartego konfliktu z Brukselą. Na arenie krajowej prezentuje stanowisko wyraźnie bardziej antyukraińskie, podczas gdy w kontaktach z europejskimi partnerami działa ostrożniej.— Nie jest to otwarta konfrontacja z Ukrainą, lecz stopniowe przemycanie prorosyjskich postulatów. Jego podejście do Ukrainy widać bardziej w działaniach niż w słowach — wskazuje.Bułgaria nie zablokowała w całości prac nad kolejnym unijnym pakietem sankcji, ale zabiegała o usunięcie z listy konkretnych Rosjan, w tym oligarchów oraz zwierzchnika Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Radew przekonywał, że jego decyzje służą ochronie bułgarskiego interesu narodowego.

"Nie stać nas na pomoc". Ekspert odpowiada

Jednym z argumentów wykorzystywanych przez bułgarskiego premiera jest sytuacja finansowa państwa. Radew przekonuje, że dalsze wspieranie Ukrainy odbywałoby się kosztem poziomu życia Bułgarów.

Domaradzki nazywa takie stawianie sprawy absurdem.

Premier próbuje stworzyć wrażenie, że rezygnacja z pomocy dla Ukrainy pozwoli ochronić świadczenia i wydatki społeczne. Nie mówi tego wprost, ale taki jest sens tego przekazu — wyjaśnia.Ekspert zwraca uwagę, że koszty pomocy dla Kijowa nie powinny być przeciwstawiane wydatkom na bezpieczeństwo i dobrobyt obywateli.

Państwo, które zdaje sobie sprawę z zagrożenia ze strony Rosji, powinno rozumieć, że wojna toczy się na terytorium Ukrainy, a nie w kolejnych państwach położonych bliżej centrum Europy

— podkreśla.

Jak dodaje, wsparcie dla Ukrainy należy traktować jako element obrony samej Bułgarii.

— To nie jest wyłącznie pomoc. To inwestycja we własne bezpieczeństwo i dobrobyt. Narracja przedstawiana przez bułgarskiego premiera jest więc co najmniej wątpliwa — mówi Domaradzki.

Polityka Radewa nie odbiera mu poparcia

Zmiana podejścia do Ukrainy nie doprowadziła do znaczącego osłabienia pozycji bułgarskiego premiera. Według Domaradzkiego wynika to między innymi z faktu, że wojna i polityka zagraniczna nie są dla dużej części społeczeństwa najważniejszymi tematami.

— Kwestia Ukrainy pozostaje w bułgarskim dyskursie sprawą drugorzędną. Te działania są skierowane przede wszystkim do części elektoratu, która zagłosowała na niego ze względu na prorosyjskie i antyukraińskie poglądy — ocenia.

Pozostali wyborcy oczekują przede wszystkim ustabilizowania sytuacji wewnętrznej.

— Dla nich ważniejsza jest stabilność na poziomie krajowym. Oczekują, że premier będzie jej gwarantem. Dlatego jego polityka wobec Ukrainy nie prowadzi obecnie do istotnego spadku poparcia — podsumowuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz