Okłamywała wszystkich. Matkę, sąsiadów, koleżanki. Niby bogobojna, do kościoła chodziła w każdą niedzielę. Ale kiedy zachodziła w ciążę, ukrywała to, dzieci rodziła w lesie i porzucała je w grzęzawisku. Lucyna K. (wtedy 18 l.) ze wsi na Pomorzu zeznała śledczym, że maleństwa zanosiły się płaczem, kiedy odchodziła.
- Często przychodzili do niej mężczyźni. Z nimi imprezowała też w dyskotece. Jak zaszła pierwszy raz w ciążę, to było widać. Nosiła wtedy większe ubrania, a później przestała chodzić do szkoły - mówiły "Super Expressowi" koleżanki 18-latki.Wszystko wyszło na jaw latem 2013 r., gdy prokuratura w Kartuzach badała sprawę zwłok noworodka znalezionych w reklamówce nad Jeziorem Klasztornym. Wśród podejrzanych znalazła się m. in. Lucyna K. - Twierdziła, że nie ma żadnego związku akurat z tą sprawą. Szczątki są badane i sprawa wyjaśni się, gdy otrzymamy wyniki - mówił Remigiusz Signerski, ówczesny zastępca prokuratora rejonowego w Kartuzach.Jednak podczas przesłuchania nastolatka powiedziała, że w 2011 i 2012 roku urodziła dzieci w lesie. - Włożyła płaczące noworodki do reklamówki i zostawiła na trudno dostępnym bagnistym terenie. I rzeczywiście na miejscu, które wskazała, odkryliśmy torbę ze szczątkami noworodka. Drugiego dziecka nie odnaleziono. Możliwe, że zostało przeniesione przez dzikie zwierzęta. Badanie ginekologiczne potwierdziło, że co najmniej raz rodziła - dodawał Remigiusz Signerski.
"Demon nią pokierował"
Podczas śledztwa Lucyna K. zeznała, że w czerwcu 2011 r., wtedy jeszcze 16-letnia, poszła do pobliskiego lasu. Tam urodziła dziecko i sama odcięła pępowinę. Powiła chłopczyka. Zawinęła dziecko w reklamówkę i porzuciła w bagienku. Dziecko jeszcze żyło - potwierdziła to w swoich zeznaniach. Gdy o własnych siłach wracała do domu, z oddali słyszała cichy płacz maleństwa.
Śledczy dotarli do ojca jednego z dzieci. Był rówieśnikiem dzieciobójczyni. Podczas przesłuchania stwierdził, że nic nie wiedział o tym, że Lucyna była z nim w ciąży. Ojcem drugiego z dzieci miał być 43-latek z sąsiedniej miejscowości.
Matka dziewczyny była załamana. Nie pojmuje, dlaczego córka zabijała dzieci. - Szatan ją musiał opętać. Demon nią pokierował - mówiła z żalem Małgorzata K., do której dotarł reporter "Super Expressu" - Ja wychowałam ją na dobrą dziewczynę. Przypilnowałam, żeby przyjęła wszystkie sakramenty, chodziła do kościoła w każdą niedzielę - tłumaczyła.
Dopiero, kiedy przyszli policjanci, zrozumiała, że córka ma coś na sumieniu. - Mamo, nie mówiłam ci, co zrobiłam - powiedziała, gdy zabierali ją z domu. - Pójdzie siedzieć za swoje grzechy. Nie znam mężczyzn, którzy zrobili jej te dzieci. Myślę, że wiedzieli o ciążach, ale żaden nie zapytał, co z Lucyną, czy czegoś potrzebuje. Traktowali ją jak materac - płakała matka zabójczyni.
Poczytalność i wyrok
Według psychiatrów, którzy badali Lucynę K., dziewczyna była poczytalna w momencie popełnienia obu zbrodni. W 2014 r. w Sądzie Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się jej proces. Jego jawność została wyłączona. Prokuratura oskarżyła ją o zabójstwo dwójki swoich nowo narodzonych dzieci. W momencie popełnienia czynu była osobą młodocianą i w świetle przepisów prawa groziło jej maksymalnie 25 lat pozbawienia wolności i o taka karę wnioskowało oskarżenie. zapadł wyrok – 15 lat więzienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz