Matka i córka skazane za zakopanie dziecka żywcem. 25 lat więzienia dla babci
Sąd Apelacyjny w Szczecinie podtrzymał dziś wyrok wydany przez Sąd Okręgowy w sprawie, która wydarzyła się w Rynicy (gm. Widuchowa). Małgorzata I. została skazana na 12 lat pozbawienia wolności, a jej matka, Renata I., na 25 lat. Obie kobiety zostały uznane za winne dokonania zabójstwa noworodka ze szczególnym .Sprawa wyszła na jaw w kwietniu 2025 r. Tego dnia do Rynicy w gm. Widuchowa przyjechali policjanci kryminalni z Gryfina.
- Działaliśmy na podstawie zgłoszenia, które wpłynęło do innej KPP na terenie województwa. Członkini tej rodziny powiedziała policjantom o sytuacji, która miała wydarzyć się cztery, albo pięć lat wcześniej, gdy jej kuzynka i ciocia wspólnie zakopały zwłoki dziecka - tłumaczyli funkcjonariusze w rozmowie z „Gazetą Gryfińską”. Kości zlokalizowali w płytkim grobie niedaleko kurnika.
- Na miejscu znajdowała się Renata I., czyli babcia zmarłego noworodka. Małgorzata I., a więc matka dziecka, przebywała w tym czasie w pracy w Szczecinie. Została zatrzymana po wyjściu z pociągu na stacji w Krzywinie - mówił przed sądem policjant, który przeprowadził interwencję.
W kolejnych miesiącach, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, udało się ustalić, że w chwili zakopywania dziecko żyło.
Nigdy nie było widać brzucha
Do zbrodni doszło pod koniec 2019 roku, gdy Małgorzata I., w tajemnicy przed bliskimi, urodziła chłopca. W opisywanym momencie miała już dwie córki. W kolejnych latach na świat przyszła kolejna dwójka dzieci.
- Nie miała brzucha podczas żadnej ciąży. Przeżyliśmy szok, gdy okazało się, że urodziła w Sylwestra. Tydzień wcześniej byliśmy W Rynicy na święta i nikt nie spostrzegł, że spodziewa się dziecka. Gosia urodziła je zresztą potajemnie, „pod namiotem” - zeznawała bliska kuzynka, tłumacząc, dlaczego prawie żaden członek rodziny nie wiedział o narodzinach dziecka, które zostało zakopane żywcem.
Jej zdaniem o ciąży wiedzieć musiała jednak Renata I., czyli mama Małgorzaty. - Mieszkała ze swoją córką, kontrolowała jej życie i dziwne, by nie zauważyła, że Gosia jest w ciąży. Kto, jak kto, ale matka wie takie rzeczy - akcentowała w kolejnym zdaniu.
To o tyle istotne dla sprawy, że w toku postępowania Renata I. została uznana za pomysłodawczynię. Wpływ na to mogły mieć też zeznania, które złożył jej syn, czyli brat Małgorzaty I.
To była obustronnie toksyczna relacja. Patologia w najczystszej postaci. Na pewno nie łączyła ich więź, jaka powinna łączyć matkę z córką - przyznał 35-latek, przytaczając szereg brutalnych zachowań, a także opisując przykłady przemocy (zarówno werbalnej, jak i fizycznej), stosowanej przez Renatę I. wobec dwójki swoich dzieci.
„Wychowałabym TO dziecko!”
Renata I. nie przyznała się do winy.
- Rano poszłam pranie wieszać. Patrzę się, że na polu od sąsiada leży moja bluza. Gdy ją zobaczyłam, podeszłam, a tam nieżywy noworodek. Dziecię było całe sine. Zamarznięte, nie oddychało. Wzięłam je i zakopałam. Przyznaję, że je pochowałam, ale nigdy nie zakopałabym żywego dziecka! Przecież w domu były już dwie dziewczynki malutkie, którymi się zajmowałam. Bardzo kocham swoje wnuczki i za nimi tęsknię. Tym noworodkiem, które moja córka urodziła na polu, też bym się zajęła. Wychowałabym TO dziecko - zeznała w listopadzie 2025 r., przez cały czas głośno płacząc.
Jej wersja zdecydowanie różniła się od tej przedstawianej przez córkę. Małgorzata I. chwilę wcześniej przyznała, że urodziła żywe dziecko, które następnie – za sprawą decyzji matki - zakopały przy kurniku. 32-latka nie potrafiła jednak odpowiedzieć na pytania zadawane przez sąd. Raz mówiła, że „to był chłopiec”, by w kolejnym zdaniu opłakiwać śmierć malutkiej córeczki.
Jej wersja zdecydowanie różniła się od tej przedstawianej przez córkę. Małgorzata I. chwilę wcześniej przyznała, że urodziła żywe dziecko, które następnie – za sprawą decyzji matki - zakopały przy kurniku. 32-latka nie potrafiła jednak odpowiedzieć na pytania zadawane przez sąd. Raz mówiła, że „to był chłopiec”, by w kolejnym zdaniu opłakiwać śmierć malutkiej córeczki. - Dziecko spędziło noc w kurniku. Kurnik był ogrzewany, znaczy paliło się światło przez całą noc - mówiła, by po chwili stwierdzić, że dziecko zostało zakopane od razu po porodzie, do którego doszło na polu.
- Moja córka kłamie. Zakopałyśmy TO dziecko, bo myślałyśmy, że nie żyło - akcentowała raz za razem Renata I.
Większa kara dla babci
Sąd Okręgowy w Szczecinie uznał, że wersja przedstawiana przez Renatę I. nie odpowiada ustaleniom wynikającym z materiału dowodowego. W marcu br. uznał obie kobiety winnymi dokonania zabójstwa noworodka ze szczególnym okrucieństwem.
Babcia zakopanego żywcem dziecka została skazana na 25 lat, zaś jego matka na 12 lat pozbawienia wolności
- Stopień winy oskarżonej Renaty I. zdecydowanie przewyższa stopień winy jej córki. To ona podjęła się wykonywania tych czynności. Ona zdecydowała, co się stanie. Miała wpływ na sytuację życiową córki - mówiła sędzia Wolniakowska. Jednocześnie dodała, że „Małgorzata I. miała ograniczoną w znacznym stopniu zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem z powodu upośledzenia umysłowego stopnia lekkiego”.
Trzy zaskarżenia
Dziś, w czwartek 17 września, sprawa trafiła do szczecińskiego Sądu Apelacyjnego. Wyrok pierwszej instancji zaskarżyły trzy strony.
Prokurator, zarzucając rażącą niewspółmierność kary do czynu, wnosił o podwyższenie kar — do 25 lat pozbawienia wolności dla Małgorzaty I. oraz dożywotniego pozbawienia wolności dla Ireny I.
Obrończyni młodszej z kobiet zarzuciła, że sąd nie zastosował wobec jej klientki nadzwyczajnego złagodzenia kary. Powołała się przy tym na opinię biegłej z zakresu psychiatrii sądowej.
Z kolei mecenas Ireny I. podważyła wiarygodność dowodów, którym zawierzył Sąd Okręgowy, w tym wyjaśnień złożonych przez Małgorzatę I.Uznała, że są one niewystarczające do przypisania sprawstwa czynu babci noworodka. Również odwołała się do opinii, akcentując, że lekkie upośledzenie umysłowe mogło mieć wpływ na zeznania, które złożyła 32-latka.
25 lat dla babci
Sąd Apelacyjny podtrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. Oznacza to, że 55-letnia Renata I. może spędzić w więzieniu następne ćwierćwiecze.Z kolei Małgorzata I. ma odbyć karę 12 lat pozbawienia wolności w warunkach oddziału terapeutycznego.
Obu kobiet zabrakło na rozprawie. Stawiło się jedynie dwoje członków rodziny, w mąż i ojciec skazanych. w tym mąż i ojciec skazanych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz