2018/08/17

Pani Marika miała atak cukrzycy. "Lekarz krzyczał: Ona jest naje***a, nie czujecie tego?"

Leżałam pomiędzy łóżkami, na tym czarnym materacu, który jest nakryty - mówi nam pani MarikaPani Marika dostała ataku cukrzycy na parkingu przed sklepem. Straciła przytomność. Kiedy się obudziła, znajdowała się w izolatce. - Narzeczony, widząc mnie, popłakał się. Byłam cała obolała, posikana, bo nie kontrolowałam mięśni, a lekarz szarpał mnie i krzyczał: "Ona jest naje***a, nie czujecie tego?" - opowiada. Szpital wszczął procedurę wyjaśniającą.Dramatyczną relację o opisanych poniżej wydarzeniach dostaliśmy od czytelnika na Facebooku Gazeta.pl. Chcesz podzielić ważną sprawą albo zgłosić temat? Napisz do nas wiadomość na Facebooku.

Pani Marika choruje na cukrzycę od 12 lat, jednak pierwszy raz miała tak silny atak. W czwartek 2 sierpnia, prawdopodobnie z powodu upałów, miała wysoki cukier. Dwukrotnie podała sobie insulinę, dzięki czemu poziom cukru z 450 spadł do 330. Potem było jednak tylko gorzej.

Spadki cukru czuła już wcześniej
W okolicach 17.00 musiała pojechać na zakupy. - Kiedy zmierzyłam sobie cukier ponownie, okazało się, że spadł on do 50. Napiłam się szybko coca-coli, żeby go podnieść i pojechałam do sklepu mniej więcej 2 km od domu - opowiada pani Marika.
-W sklepie poczułam się gorzej. Zaczęło się migotanie w oczach. Zorientowałam się, że cukier znacznie mi spada, więc złapałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam do kasy. Po drodze zjadłam jeszcze garść tictaców, licząc, że mi to pomoże - kontynuuje.

Kiedy stała przy kasie, kasjer wprawdzie spytał, czy wszystko w porządku, ale jak twierdzi pani Marika - nie zareagował w żaden sposób, kiedy powiedziała, że czuje się źle, bo ma cukrzycę. - Wzięłam torbę z zakupami i poszłam do samochodu. Odpaliłam go i wrzuciłam pierwszy bieg, ale zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie prowadzić, więc wrzuciłam z powrotem na luz - wspomina. - Chwilę później straciłam przytomność.

Twierdzi, że szpital potraktował ją źleObudziłam się w szpitalu, w małym pomieszczeniu - mówi. Twierdzi, że obudziła się w izolatce. - Byłam cała obolała, jakby mnie do niej wrzucili. Był przy mnie narzeczony i teściowa. Oboje rozmawiali z lekarzem. Usłyszałam jego głos, który mówił do Tomka: „Ona jest naje***a, nie czujecie tego?”. Szarpał mnie za rękę i mówił „Ku**a, dawaj tę rękę!” i coś mi wstrzykiwał - wspomina pani Marika.

Z opowieści narzeczonego wynika, że pani Marika w nagrzanym samochodzie przebywała mniej więcej pół godziny. Pogotowie wezwał przechodzień, który zauważył, że kobieta coś bełkocze i dziwnie się zachowuje. Ratownicy od razu po przyjeździe  stwierdzili, że jest pijana. - Założyli tak na podstawie kilku pustych stumililitrowych buteleczek po alkoholu, które leżały w samochodzie - stwierdziła. Prawdopodobnie nie zbadali jej poziomu cukru ani nie wykonali żadnych innych badań. - Powiedzieli, że poziom cukru wynosił 120, ale to mało możliwe. Biorąc pod uwagę to, w jakim byłam stanie, i fakt, że chwilę później, kiedy lekarz zmierzył mi cukier, to wynosił on 9. A on aż tak szybko nie spada - tłumaczy kobieta.

Dopiero kłótnia pomogła
W czasie kiedy pani Marika leżała w szpitalu, do jej narzeczonego przyjechała policja i poinformowała go, że kobieta zasłabła. Powiedzieli również, że znajduje się w Powiatowym Centrum Medycznym w Grójcu. Od razu tam pojechał, zdając sobie sprawę, że musi chodzić o cukrzycę.

Kiedy dojechał, pytał się o dziewczynę chorą na cukrzycę, która trafiła chwilę wcześniej do szpitala. Wedle relacji pani Mariki, nikt jednak w ten sposób jej nie rozpoznał. Dla lekarzy miała być „bardzo pijaną dziewczyną na izolatce”.

Tam też ją zastał: posikaną, ponieważ była w takim stanie, że nie kontrolowała mięśni, leżącą na materacu na ziemi.

Pani Marika twierdzi, że dopiero wtedy, kiedy przyjechał jej narzeczony ze swoją mamą i zaczęli się wykłócać o udzielenie jej pomocy, lekarze podali jej dożylnie glukozę.

Pani Marika nie znalazła zrozumienia wśród chorych na cukrzycę
Pani Marika postanowiła podzielić się swoją historią na Facebooku na grupie, do której należeli chorzy na cukrzycę. - Chciałam się dowiedzieć, co zrobiliby na moim miejscu. Czy złożyliby skargę? Odzew był bardzo duży, wiele osób radziło mi, żebym tak tego nie zostawiała. Ale było też sporo osób, które mnie krytykowały, mówiły, że sama jestem sobie winna, bo po co wsiadałam do samochodu, skoro źle się czułam, że jestem nieodpowiedzialna - żali się pani Marika.

Po tych komentarzach nie tylko opuściła grupę, ale zwątpiła, czy cokolwiek powinna robić z tą sprawą. Odmówiła m.in. uczestnictwa w programie interwencyjnym jednej z polskich stacji, której dziennikarze zwrócili się do niej po jej wpisie w mediach społecznościowych. Z nami skontaktował się wujek pani Mariki, któremu opowiedziała tę historię.To przez niego dotarliśmy do poszkodowanej.Szpital: Takie sytuacje nie są częste

Poprosiliśmy Powiatowe Centrum Medyczne w Grójcu o komentarz w sprawie sytuacji, która spotkała panią Marikę. "Takie sytuacje w naszej ocenie nie są częste w PCMG. W odniesieniu do kwestii konkretnej sytuacji, którą Pani opisuje, odpowiedzi udzielimy po wyjaśnieniu przedstawionych przez Panią okoliczności. Ustosunkowanie się do komentarza dotyczącego sytuacji nie jest możliwe do udzielenia w dniu dzisiejszym. W tej sprawie do dnia dzisiejszego pacjentka nie złożyła w naszej placówce żadnej formalnej skargi" - napisało Powiatowe Centrum Medyczne w Grójcu we wtorek.

W czwartek dowiedzieliśmy się, że została podjęta procedura wyjaśniająca sytuację, jednak w tym momencie szpital nie może udzielić żadnych dokładniejszych informacji. Będziemy  na bieżąco śledzić rozwój postępowania.
Stanowisko szpitala                       Jednocześnie pani Marika w czwartek złożyła oficjalną skargę do szpitala. - Wszędzie słychać o tym, że człowiek z atakiem cukrzycy wygląda jak człowiek pijany. Powinni mi pomóc, a tymczasem zostałam potraktowana gorzej niż zwierzę. Tomek jak mnie zobaczył, popłakał się. Byłam posikana, poobijana - opowiada. - Nawet gdybym była pijana, to nie powinno to tak wyglądać. Nikogo nie powinno się tak traktować - mówi.

Cukrzyk czy pijany?
Częstym problemem wśród osób chorych na cukrzycę jest to, że często myli się je z osobami pijanymi. Oobjawy hipoglikemii, czyli nadmiernego spadku cukru we krwi, są podobne do objawów upojenia. Cukrzyk w takiej sytuacji może bełkotać, zataczać się, mieć drżące ręce. Cechuje go również specyficznie pachnący oddech, przypominający zapach zgniłych jabłek, który spowodowany jest spalaniem tłuszczu i wytwarzaniem przez organizm acetonu w sytuacji, gdy brakuje mu glukozy. Oprócz tego osoba może odczuwać niepokój, zdezorientowanie, nadmiernie się pocić, być nienaturalnie blada.

Jak można pomóc? Jeśli podejrzewamy, że osoba doświadcza hipoglikemii, o ile jest przytomna, polećmy jej usiąść, dajmy jej coś do picia i jedzenia, aby podnieść poziom cukru we krwi. Jeśli jest nieprzytomna, ułóżmy ją w pozycji bocznej ustalonej i od razu wezwijmy karetkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz