Złapał jedna i zwraca się do kierowcy:
- szefuńcu na lipową 23 prosze
Na to kierowca do niego :
- spierdalaj pijaku bo jeszce mi tapicerke zabrudzisz
- coooooooooooo ? spierdala ????? o ja cie kurwa jeszcze załtwie złamasie- osparł nasz bohater
zapamietał numer boczny i postanowł się zemścić za prak szacunku wobec jego osoby.
mineło pare tygodni i jak to zwykle w kawałach bywa zobaczył swojego taksówkarza.
kierwoca stał prawie na koncu kolejki i czekał na swój kurs. Wiec gosc podchodzi do pierwszego pojazdu i mówi do kierowcy:
- szefie zabawimy się na ostro ? daje panu 200 zł i edziemy tutaj za róg i robi mi pan pałeczkę z połykiem :)
- spadaj zboku jebany ! won mi z wozu !!!
i tak chodził po kolei do wszystkich kierowców i reakcja była podobana. od jednego o mało nie dostał po pysku !!
Aż przyszł kolej na naszego taksówkarza.
- na lipową 23 bardzo prosze.
na to taksówkarz dumny, ze nie musi czekać w długiej kolejce powolutku wyjezdza spogladając z politowaniem na swoich kolegów.
a nasz bochater przez tylna szybe z kciukami podniesionym w geście OK pusza oko z radosną miną do wszystkich kierowców stojących w kolejce :)))))) Spotyka się trzech przedstawicieli różnych religii i próbują dowieść , czyj Bóg jest najlepszy. Jak wiadomo miarą wielkości Boga są dokonane cuda. Tak więc zaczyna katolik i opowiada:
- Jest pozar, pali się kościół, ogien sie rozprzestrzenia. Po straż zadzwonić nie można bo jest akurat strajk, woda w rzece wysłacha... więc co robić? Padam na kolana i zaczynam się modlić zarliwie. Bóg wysłuchał moich próśb, spadł deszcz i pożar został ugaszony...
- No tak - powiada muzułmanin - twój Bóg jest wielki ale mój jeszcze większy. Idziemy kiedyś przez pustynię. Susza, żar leje się z nieba. Zapasy wody dawno się skończyły. Mysle czas umierać... Padam na twarz i dalej modlić się z całego serca. I tu nagle cud. Za następną wydmą piekna cudowna oaza. Fontanny, strumienie, kobiety i wino...
- Wasi Bogowie są naprawdę wielcy - mówi żyd. Ale powiadam wam, mój jest nawiększy. Jest sobota, szabas, mnie nic brudnego nie wolno dotknąć... ide sobie patrzę w tu w rynsztoku lezy taaaka wielka kupa pieniędzy. Aj waj uś... co robić? Padam na kola, zamykam oczy i modlę się żarliwie jak nidgy w zyciu. Otwieram oczy - a tu prawdziwy cud!!!! Tam wszędzie sobota, a tylko w tym jednym miejscu środa..... W barłogu leży i śpi hipopotam. Obok bawi sie synek, mały hipcio. W pewnym momencie zaczyna biegać i szturchać śpiącego ojca.
- Tato, tato, kup mi rowerek, kup mi rowerek, będę jeździł z innymi dziećmi, bawił się , kup mi rowerek!
Na to stary hipopotam otworzył jedno oko i mruczy:
- No tak, weź teraz rzuć wszystko i idź mu kupić rowerek...
-puk.puk!
-kto tam?
-azaliż mogę wejść hrabino?
-wejdź Janie, a zaliż...
turniej rycerski.. już maja ku sobie ruszyć, zabrzmiały fanfary, kopie w dole, konie grzebia kopytem, gdy nagle jeden z rycerzy przykłada do ust rękawicę i woła ku drugiemu:
- Ty chuuujuuu!
na co drugi unosi przyłbicę i mówi:
- Przebóg! rozpoznał mnie.....
Zszedł Chrystus na ziemie, zobaczyc jak ludzie iżyja i trafił na dwóch kolesiów palących trawkę..
- co wy robicie? - zapytał
- jointa smażymy..
- to grzech zapewne..
-ale co ty, stary, machnij sobie, poczujesz sie bosko...
Chrystus dał się skusić, machnął.. po chwili popatrzył na kolesiów i pomyślał błogo: jakie fajne chłopaki, powiem im kim jestem!
- Chłopaki - mówi- bo ja to jestem Jezus Chrystus..
- I o to stary chodzi, nie mówiłem, że towar zajebisty!
Zestresowany biznesmen postanowił odreagować. nabył drogą kupna u dilera trawkę i zamknął się w łazience przed rodziną i tam zapalił. machnął raz. a tu ciemno widno! nieźle.. więc jeszcze raz, i znowu: ciemno - widno..ale fajnie, pomyślał i machnął jeszcze raz i znowu ciemno- widno.. wtem do łazienki raptownie zaczęła dobijać się żona:
-Stefan, co ty tam robisz?!
- jak to co? golę się..
- jak golę? trzy dni?? Była sobie bardzo biedna rodzinka. Matka mówi do syna:
- Masz synu 50 złotych i kup coś do jedzenia, bo to ostatnie pieniądze, a do pierwszego jeszcze 2 tygodnie zostały.
Synek poszedł do miasta i w sklepie na wystawie zobaczył takiego ładnego misia, akurat za 50 złotych, nie mógł oprzeć się pokusie no i go kupił. Wraca do domu z misiem pod pachą a matka biadoli:
- My teraz z głodu pomrzemy, coś ty zrobił. Nie ma już pieniędzy na jedzenie, idź szybko oddaj tego misia i zrób zakupy jak ci kazałam!!!
A że dzieciakowi nie chciało się iść do miasta z powrotem wparował po sąsiedzku do sąsiadki. Patrzy, a tam jakiś koleś goły leży w łóżku z sąsiadką, i taki zdziwiony już chciał zapytać czy nie kupi od niego misia ta sąsiadka gdy ktoś zapukał do drzwi. Sąsiadka przestraszyla się, bo to pukał jej mąż.
Szybko schowała chłopaka i tego gościa do szafy. Chłopaczek i ten koleś siedzą sobie w szafie, i chłopaczek mówi do gościa:
- Kup ode mnie misia za 50 złotych.
- Spadaj, nie jest wart tyle kasy.
- Kup bo będę krzyczał!!!
- No dobra masz już te 50 złotych i siedź cicho.
Za chwilę:
- Oddaj misia!!!
- Zgłupialeś? Przecież go kupiłem!!!
- Oddaj bo będę krzyczał!!!
- No dobra, masz z powrotem.
Za chwilę:
- Kup misia....
...i tak w kółko parę razy aż chłopak napelnił sobie kieszenie pieniędzmi. Kiedy sąsiadka ich wypuściła chłopiec pobiegł do sklepu, kupił jedzenie, owoce, słodycze, kawior i wszystko co najlepsze i obładowany torbami poszedł do domu.
Wchodzi z tymi zakupami (i oczywiscie z misiem pod pachą) i podaje matce zakupy. Matka:
- O rany co ty zrobileś najlepszego, skąd ty wziąłeś na to pieniądze? Ty chyba bank okradłeś!!! Ty grzeszysz synu, biegnij do kościoła się wyspowiadać.
No więc chłopaczek niepocieszony poleciał do kościoła, podchodzi i klęka przy konfesjonale i mówi:
- Pochwalony, ja w sprawie misia....
A tam glos:
- Spierdalaj już nie mam kasy!!!!! Idzie sobie chodnikiem jąkała i widzi na ulicy zdechłego
konia.
Wyjął komórkę i dzwoni na policję:
- Komisariat policji słucham
- Pro-ooszę paa-na t-tu na ulli-icy le-le-żży za-zabi-iity kko.
- A jaka to ulica?
- Mi-mi-mi
- Mickiewicza?
- Niee, mi-mi...
- Mikołaja?
- Niee!
- No to niechże pan zadzwoni za 10 minut jak pan będzie mógł
to powiedzieć!
Jąkała dzwoni za 10 minut
- No i wie Pan już na jakiej ten ko leży ulicy?
- Noo na mi-mi-mi...
- Mickiewicza?
- Niee, mi-mi...
- Mikołaja?
- Niee!
- To proszę zadzwonić później
Facet zadzwonił za pół godziny:
- Tten k-koo le-leży na ul-uliccy mi-mi.
- Mickiewicza!?
- Taak! Prze-przenioosłłem sk-kurr-wy-wysyynna! czy jest najlepszy? na pewno jeden z ostatnich który mi się bardzo spodobał...
Siedzi dwóch kolegów w kinie a przed nimi taki łysy gość, karczycho, drechol taki, łańcuch złoty na szyi, abs jak mawiają. A obok niego dziewczyna.
Jeden z kolegów mówi do drugiego:
- Założę się o 50 zł, że nie walniesz łysego w glacę!
A ten odpowiada: Hm..w sumie 50 zyla piechotą nie chodzi. Co mi zależy! I trach łysego w glacę.
Łysy się obraca taki wkurwiony, a ten co uderzył:
- Krzychu to Ty?!... O to nie Ty .. przepraszam.
- Nie jestem żaden Krzychu! Jak Ci zaraz jebnę to zobaczysz!- ale ostatecznie usiadł i dalej ogląda...
A tamten co poprzednio podpuszcza znowu kolegę i mówi:
- No jestem pod wrażeniem. Nieźle Ci to wyszło! Ale założę się tym razem o 200 zł, że drugi raz łysego w glacę nie walniesz?!
- Dwie stówy? W sumie co mi zależy.
I znowu walnął łysego w glacę!
Ten odwraca się maksymalnie wk... a gość woła:
- Krzychu no co Ty? Osiem lat podstawówki, pięć lat technikum...No nie pamiętasz mnie?
- Nie chodziłem do żadnej pierdolonej podstawówki!!! Tera to już Ci walnę! Ale dziewczyna łysego mówi do niego:
- Józek no co Ty film leci, będziesz tu jakiegoś cieniasa bił? Chodź pójdziemy do pierwszego rzędu. I poszli....
A prowokator znowu - z pewnym podziwem w głosie mówi do kolegi:
- No powiem nieźle to sobie wymyśliłeś. Ale założę się tym razem o 1000 zł, że trzeci raz łysego nie walniesz!
Hmm, tysiąc...A co mi zależy.Chodźmy do drugiego rzędu.
Poszli obaj, siadają za łysym i ten co zwykle trach łysego w glacę.
Łysy się obraca, chce prawie wyrwać gościa z krzesła a ten:
- Krzysiu, to ja tam z tyłu jakiegoś łysego w glacę napierdalam.
A Ty tu w pierwszym rzędzie siedzisz?!!!
A JA DZIS TAK MIALAM
zadzwonil moj kolega do mnie i gada gada ze mna dosc na chwile a potem mi gada musze Cie puscic Marys a ja sobie mysle przeciez On mnie nie trzymie:)))))))
zadzwonil moj kolega do mnie i gada gada ze mna dosc na chwile a potem mi gada musze Cie puscic Marys a ja sobie mysle przeciez On mnie nie trzymie:)))))))
Pokój 3 x 3 m. Mały lufcik, dziura w drzwiach na podawanie jedzenia i picia, ubikacja w środku. W celu zamknięty zjeb idiota. Dają mu jedzenie i picie przez ową dziurę w drzwiach, od 3 lat nikt się do niego nie odzywał. Pewnego dnia chodzi on po swoim pokoju w kółko aż nagle wyjrzał przez lufcik i zobaczył jakiegoś faceta, jak chodzi wśród grządek i wysypuje coś z reki.
- Panie, co pan tam robisz?
- Truskawki nawożę.
- Ooo!!!
Mija chwila, on dalej chodzi w kółku po pokoju. Ale coś go tknęło i podszedł do lufcika jeszcze raz.
- Panie, gdybyś pan mógł mi powiedzieć jeszcze raz, co pan tam robisz.
- No nawożę truskawki.
- Ooo!!!
Sytuacja się powtarza i, po dłuższej już chwili, znów podchodzi do okna.
- Panie, mnie tu zamknęli w tym pokoju. Od 3 lat nikt się do mnie nie odzywał. Gdybyś pna mógł mi powiedzieć jeszcze raz, co pan tam robisz, tylko tak, żebym zrozumiał.
- No posypuję te truskawki gównem.
- Ooo! Ja posypuję cukrem, ale ja jestem pierdolnięty...
I drugi:
2000 rok. Niebo. Bóg myśli sobie: od czasów Jezusa minęło już 2000 lat; wypadało sprawdzić, jak się sprawy na ziemi mają. Zejdę na ziemię, pochodzę i sam się przekonam. Jak pomyślał, tak zrobił i nic go szczególnie nie martwiło, aż nie wszedł do sklepu mięsnego i nie zobaczył cienkich parówek berlinek. Nie mając bladego pojęcia, co to takiego, pomyślał, że weźmie to do nieba i zapyta Maryi Matki, która w końcu raz już na ziemi była. I znów przeszedł od słów do czynów. Wrócił do nieba, poszedł do Maryj, pokazał parówkę i zapytał, co to takiego. Na co Maryja odpowiedziała:
- Panie, co pan tam robisz?
- Truskawki nawożę.
- Ooo!!!
Mija chwila, on dalej chodzi w kółku po pokoju. Ale coś go tknęło i podszedł do lufcika jeszcze raz.
- Panie, gdybyś pan mógł mi powiedzieć jeszcze raz, co pan tam robisz.
- No nawożę truskawki.
- Ooo!!!
Sytuacja się powtarza i, po dłuższej już chwili, znów podchodzi do okna.
- Panie, mnie tu zamknęli w tym pokoju. Od 3 lat nikt się do mnie nie odzywał. Gdybyś pna mógł mi powiedzieć jeszcze raz, co pan tam robisz, tylko tak, żebym zrozumiał.
- No posypuję te truskawki gównem.
- Ooo! Ja posypuję cukrem, ale ja jestem pierdolnięty...
I drugi:
2000 rok. Niebo. Bóg myśli sobie: od czasów Jezusa minęło już 2000 lat; wypadało sprawdzić, jak się sprawy na ziemi mają. Zejdę na ziemię, pochodzę i sam się przekonam. Jak pomyślał, tak zrobił i nic go szczególnie nie martwiło, aż nie wszedł do sklepu mięsnego i nie zobaczył cienkich parówek berlinek. Nie mając bladego pojęcia, co to takiego, pomyślał, że weźmie to do nieba i zapyta Maryi Matki, która w końcu raz już na ziemi była. I znów przeszedł od słów do czynów. Wrócił do nieba, poszedł do Maryj, pokazał parówkę i zapytał, co to takiego. Na co Maryja odpowiedziała:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz