"Jest przynajmniej ciepło, bo obok idzie pion grzewczy. Mogę tu spać w zamian za drobne roboty na podwórku, grabię liście, odśnieżam...
Najczęściej pomagam pani Zosi, tej 80-latce z trzeciego piętra. Odpłaca się talerzem zupy lub kanapką, o ile sama ma co jeść. Od kiedy osiedlowe sklepy pozamieniały się w te sieciówki, nikt już nie daje na kreskę. Ostał się tylko jeden, gdzie dostaję jeszcze na zeszyt.
Szczerze powiem, nie zawsze spłacam. Wtedy szef mi mówi, żebym coś tam zrobił dookoła, posprzątał i mi wykreśla dług. Takie głupstwa, że mógłby je sam ogarnąć, ale widzi, że nie piję, nie kradnę, to się lituje.
Chciałbym mieć własną małą lodówkę turystyczną - wstawiłbym ją sobie do komórki. I, ech – wstyd nawet mówić...
...coś do jej środka. Kilka konserw. Żeby było co jeść. O własny pokój z łóżkiem nie proszę, bo wiem, że to za dużo. Ale może jakiś koc i kapcie? Czułbym się tutaj bardziej jak w domu" - mówi Pan Stefan, jeden z mieszkańców Biedańska. KUZWA , ALE WSTYD DLA PANSTWA ! Sa istytucje ktore udzielaja pomocy takim osobom jak ten pan . To OPS. Oni sa od tego jak dupa od srania , zeby pomagac. Na pewno ludzie mowili o tym panu ale widac nikt sie z OPS nie interesowal. Bo i po co , dopoki nie padl z glodu ani nie zamarzl , dobrze jest .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz