2026/04/10

13-letnia Iza zginęła kilkaset metrów od domu. Ciało nastolatki odnalazła matka. Obława za sprawcą

 13-letnia Izabela Strzałkowska po odprowadzeniu znajomej na autobus wracała do swojego mieszkania. Zapowiedziała matce, że stawi się w domu przed 20:30, jednak ślad po niej zaginął. Zatrwożeni bliscy natychmiast rozpoczęli poszukiwania, które zakończyły się tragicznym odkryciem. Kobieta natrafiła najpierw na obuwie dziecka, a po chwili w pobliskich zaroślach ujrzała zmasakrowane zwłoki nastolatki. Od miejsca zamieszkania dzieliło ją zaledwie 300 metrów. Mimo upływu wielu lat morderca wciąż pozostaje nieuchwytny, a śledczy nieustannie próbują wpaść na jego trop.

Zabójstwo Izy z Gdyni. Nastolatka odprowadziła przyjaciółkę i ruszyła do domu

Izabela Strzałkowska miała niespełna 13 lat, gdy w czerwcu 2011 roku pożegnała mury szkoły podstawowej. Należała do grona bardzo dobrych uczennic, cieszyła się sympatią rówieśników i wiodła pogodne, ustabilizowane życie. Wyróżniała się bystrością umysłu, odwagą, a także wysoką, smukłą sylwetką. Jej wielką pasją był sport – z zaangażowaniem trenowała hokej na trawie oraz piłkę ręczną. Trwały właśnie jej ostatnie beztroskie wakacje, zanim miała rozpocząć edukację w ówczesnym gimnazjum. Letni wypoczynek mijał nastolatce wyjątkowo spokojnie i bez żadnych nadzwyczajnych incydentów. Sytuacja zmieniła się drastycznie tuż przed końcem przerwy wakacyjnej, 23 sierpnia, kiedy rozegrał się koszmar, którego absolutnie nikt nie potrafił przewidzieć.

Tego tragicznego popołudnia 13-letnia Iza umówiła się ze swoją bliską znajomą, Aleksandrą. Dziewczyny postanowiły spędzić ze sobą trochę czasu na tydzień przed inauguracją roku szkolnego. Ich wędrówka obejmowała tereny Dąbrowy – jednej z młodszych gdyńskich dzielnic, obfitującej w rozległe lasy i naturalne zbiorniki wodne. Właśnie na tym osiedlu na co dzień zamieszkiwała Iza. Północną krawędź tego obszaru wytycza koryto rzeki Kaczej. Rejon ten słynie z braku turystycznego tłoku, dominacji zabudowy jednorodzinnej i wszechobecnej zieleni. Miejscowi mieszkańcy uważali to miejsce za cichą przystań, idealną do ucieczki od śródmiejskiego hałasu – przynajmniej do momentu brutalnej zbrodni.


W trakcie spaceru nastolatki odwiedziły boisko lokalnej podstawówki, w której Izabela jeszcze kilka tygodni wcześniej odbierała świadectwo. Natknęły się tam na grupę swoich znajomych, z którymi spędziły dłuższą chwilę. Ponieważ Aleksandra mieszkała w Gdańsku, musiała zdążyć na autobus powrotny. Iza zaproponowała więc, że odprowadzi przyjaciółkę na miejski przystanek. Poinformowała swoją matkę, że zamelduje się w domu około 20:30. Pojazd miał planowo odjechać o 20:22, a wiata przystankowa stała stosunkowo blisko osiedla. Nastolatki odwiedziły jeszcze po drodze pobliski sklep, by ostatecznie pożegnać się przed wejściem do pojazdu. Aleksandra odjechała w kierunku Gdańska, natomiast 13-latka ruszyła wGdy wybiła 20:30, rodzice dziewczyny zachowywali jeszcze chłodny umysł, zakładając nieznaczne opóźnienie w kursowaniu komunikacji miejskiej. Z czasem jednak obawy zaczęły narastać. Iza przestała reagować na SMS-y, a po chwili jej telefon komórkowy przestał odpowiadać. Wtedy pani Małgorzata poczuła ogromny niepokój i wspólnie z mężem postanowili działać. Mężczyzna czuwał w budynku, na wypadek gdyby córka niespodziewanie wróciła, a zaniepokojona matka ruszyła ścieżką obok giełdy towarowej, próbując wypatrzyć nastolatkę. W relacjach prasowych opisywano, że dostrzegła w tamtym rejonie rozgrzebaną ziemię, lecz początkowo obwiniła o to leśne zwierzęta. Mimo to po pewnym czasie wróciła we wskazane miejsce. Punktualnie o 22:00 jej oczom ukazał się but należący do córki. Kiedy zajrzała głębiej w pobliskie krzaki, z przerażeniem odkryła nieruchome ciało swojego dziecka. Morderca porzucił je niedbale, bez żadnej próby maskowania. kierunku swojej posesji. Nigdy jednak nie dane jej było otworzyć drzwi wejściowych.Gdy wybiła 20:30, rodzice dziewczyny zachowywali jeszcze chłodny umysł, zakładając nieznaczne opóźnienie w kursowaniu komunikacji miejskiej. Z czasem jednak obawy zaczęły narastać. Iza przestała reagować na SMS-y, a po chwili jej telefon komórkowy przestał odpowiadać. Wtedy pani Małgorzata poczuła ogromny niepokój i wspólnie z mężem postanowili działać. Mężczyzna czuwał w budynku, na wypadek gdyby córka niespodziewanie wróciła, a zaniepokojona matka ruszyła ścieżką obok giełdy towarowej, próbując wypatrzyć nastolatkę. W relacjach prasowych opisywano, że dostrzegła w tamtym rejonie rozgrzebaną ziemię, lecz początkowo obwiniła o to leśne zwierzęta. Mimo to po pewnym czasie wróciła we wskazane miejsce. Punktualnie o 22:00 jej oczom ukazał się but należący do córki. Kiedy zajrzała głębiej w pobliskie krzaki, z przerażeniem odkryła nieruchome ciało swojego dziecka. Morderca porzucił je niedbale, bez żadnej próby maskowania.Zrozpaczona kobieta zadziałała niezwykle instynktownie, od razu rzucając się na ratunek swojemu dziecku. Rozpoczęła samodzielną resuscytację, lecz jej dramatyczne wysiłki nie przyniosły pożądanego skutku. Wezwana w trybie pilnym załoga pogotowia ratunkowego kontynuowała procedury medyczne, jednak medycy musieli w końcu stwierdzić śmierć 13-letniej ofiary. Jej ciało porzucono zaledwie trzysta metrów od rodzinnego domu. Ogrom tragedii potęgował fakt, że dziewczynka wyszła jedynie pożegnać koleżankę i pokonała już większą część swojej trasy, w sumie pięćset z ośmiuset metrów. Zgodnie z ustaleniami z sekcji zwłok, zgon nastąpił o godzinie 20:40 w wyniku brutalnego uduszenia. Sprawca użył olbrzymiej siły, pozostawiając na szyi nastolatki odciski własnych dłoni. Zsunięta bielizna Izy sugerowała atak o podłożu seksualnym. Choć szczegółowe testy medyczne nie wykazały samego aktu gwałtu, na ciele zabezpieczono materiał DNA mordercy. Dochodzeniowcy orzekli, że dziewczynka wściekle się broniła, a rozwścieczony oporem zbrodniarz pozbawił ją życia przed spełnieniem swoich dewiacyjnych chęci. Wskazywały na to porozrywane elementy garderoby oraz liczne otarcia i siniaki.Lokalne służby policyjne bezzwłocznie zainicjowały szeroko zakrojoną obławę, której celem było pochwycenie niebezpiecznego degenerata. W przeczesywanie okolicy zaangażowali się wstrząśnięci sąsiedzi i bliscy. Jeden z mężczyzn sprowadził na miejsce swojego psa myśliwskiego, lecz zwierzę nie potrafiło złapać żadnego śladu zapachowego. Niepowodzeniem zakończyła się także próba użycia specjalnie szkolonych psów policyjnych. Zbierając materiał dowodowy, kryminalni dotarli do grupy robotników pracujących na pobliskiej giełdzie, którzy około godziny 20:30 słyszeli z lasu przenikliwe krzyki. Z ich relacji wynikało, że zignorowali te odgłosy, uznając je za zwykłe krzyki bawiących się po zmroku nastolatków.Kluczowe światło na tę tajemniczą zbrodnię rzuciły zeznania samej matki, pani Małgorzaty. Kobieta wyjawiła śledczym, że tuż przed śmiercią córki minęła w lesie bardzo zagadkowego mężczyznę. Iza miała wprawdzie wyprowadzić czworonoga po swoim powrocie, ale matka postanowiła pójść z psem sama około 20:00. Idąc duktem leśnym, zauważyła idącego z naprzeciwka mężczyznę. Według jej opisu, przechodzień wydawał się wyraźnie zaniepokojony jej obecnością i próbował ukrywać swoją twarz. Mijając panią Małgorzatę, błyskawicznie przyspieszył krok, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce. Wedle policyjnych zapisów, charakteryzował się muskularną sylwetką, ciemnymi i gładko uczesanymi włosami opadającymi na ramiona, a ubrany był w czarne spodnie i jasną koszulkę. Śledczy analizowali hipotezę, według której ten mężczyzna patrolował ścieżkę i zaatakował Izę chwilę po minięciu jej matki. Mimo doskonałego rysopisu operacyjnego zbrodniarza nigdy nie ujęto.

Morderstwo Izabeli Strzałkowskiej. Rodzina widziała innego mężczyznę niż ten z portretu

Brak szybkich rezultatów śledztwa spowodował potężną falę lęku pośród lokalnej społeczności zamieszkującej dzielnicę Dąbrowa. Dziennikarze serwisu „Crime” podawali, że dorośli zaczęli bezwzględnie zakazywać nieletnim wychodzenia z domów w godzinach wieczornych, a w mieście zapanowała niebywała psychoza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz