Był czerwcowy poranek, gdy pan Krzysztof jechał rowerem do pracy. Kątem oka zobaczył, że przy drodze leży człowiek. Początkowo myślał, że to jakiś pijak uciął sobie drzemkę niedaleko lasu, ale gdy się zbliżył, zrozumiał, że był w błędzie. - Ta ręka była taka sina. Czułem, że to bardzo zły znak - powiedział w rozmowie z "Faktem". Dłoń, którą zoba
czył, należała do 16-letniej Samanty.Sobota wieczór, 11 czerwca 2011 roku, niewielki dom we wsi Jasień. Około godziny 23 pani Barbara wchodzi do pokoju córek i zauważa, że Samanta próbuje coś ukryć pod kołdrą. Sprawdza, co to takiego i odkrywa, że 16-latka ma telefon. Zaczynają się pytania. "Skąd to masz?", "Skąd miałaś na to pieniądze?". Wybucha awantura. Pani Barbara odbiera telefon córce, Samanta się denerwuje.Obiecałam, że dostanie telefon, ale pod warunkiem, że będę mogła wiedzieć, z kim rozmawia, bo bałam się o nią. Kiedy zobaczyłam, że ma komórkę bez mojej zgody, wpadłam we wściekłośćSamanta po chwili obojętnieje. Prosi siostrę, by ją kryła. Chce wyjść z domu, mówi, że tylko na pięć minut. Wychodzi na drogę przed domem i idzie kilkaset metrów. Puka do drzwi koleżanki, ale drzwi otwiera jej matka dziewczyny. Mówi, że ta już śpi, pyta, co to za nocne wizyty. Po krótkiej rozmowie Samanta się oddala. Mama jej koleżanki jest przedostatnią osobą, która widzi ją żywą. Ostatnią jest jej zabójca.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
"Większość z policjantów, jeżeli nie wszyscy, czegoś takiego w swojej karierze nie widziała"
Gdy pani Barbara zdała sobie sprawę, że Samanty nie ma, wybiegła przed dom, żeby jej szukać. Szybko zawiadomiła policję. Radiowóz jeździł po okolicy do drugiej w nocy. Kolejnego dnia w poszukiwania nastolatki zaangażowali się sąsiedzi i jej znajomi ze szkoły. Bez skutku.
Po dwóch dniach ciało Samanty znalazł drwal jadący rowerem do pracy. Zwłoki znajdowały się niedaleko lasu, przy drodze z Popielowa do Ładzy, w miejscu oddalonym o 35 kilometrów od domu 16-latki.
Jechałem rowerem i zobaczyłem, że ktoś leży. Najpierw pomyślałem, że może to ktoś pijany zasnął w lesie po prostu, ale kiedy popatrzyłem na dłoń wystającą spod bluzy, poczułem, że ta osoba nie żyje. Ta ręka była taka sina. Czułem, że to bardzo zły znak. Kiedy podszedłem bliżej, na policzku zobaczyłem krew. Dużo krwi
- wyznał pan Krzysztof w rozmowie z "Faktem".
Ciało Samanty leżało twarzą do ziemi, dziewczyna miała naciągnięty na głowę kaptur. Okazało się, że morderca poderżnął jej gardło. Rana była bardzo głęboka. Oprócz tego policjanci zobaczyli ranę ciętą policzka, naderwane ucho i dziurę w dłoni - świadectwo tego, że przed śmiercią 16-latka się broniła. Na to, że dziewczyna zginęła gdzie indziej, a sprawca podrzucił jej ciało do lasu, wskazywała mała liczba śladów.
Większość z policjantów, jeżeli nie wszyscy, czegoś takiego w swojej karierze nie widziałaopowiedział "Gazecie Wyborczej" były policjant znający szczegóły sprawy.
"Wiem tylko, że na krótko przed śmiercią postanowiła ostatecznie z nim zerwać"
Kto mógł zabić Samantę? Pierwsze podejrzenia padły na jej byłego chłopaka, 22-letniego Adriana. Matka 16-latki nawet nie wiedziała, że jej córka się z kimś spotykała. Odkryła to, gdy w jej telefonie znalazła kontakt o nazwie "Kochanie".
On był narkotykowym dilerem. Wiedziała o tym, ale obiecał jej, że niedługo z tym skończy. Zdarzało się, że robiła mu na tym tle jakieś wymówki. Nie wiem, czy jej w końcu posłuchał. Wiem tylko, że na krótko przed śmiercią postanowiła ostatecznie z nim zerwać
- powiedziała w rozmowie z portalem focus.pl jedna ze znajomych Samanty.
Policjanci uznali, że Adrian miał motyw - odrzucony przez 16-latkę mógł chcieć się na niej zemścić. Oprócz motywu miał jednak alibi. Noc, w czasie której zginęła Samanta, spędził u znajomych. Funkcjonariusze przesłuchali świadków, przeczesali dom, w którym przebywał Adrian, ale bez skutku. Nie znaleźli żadnych śladów.
To ruletka z małym prawdopodobieństwem sukcesu"
Nowe światło na sprawę okrutnego mordu rzuciła sekcja zwłok Samanty. Okazało się, że w chwili śmierci miała w organizmie 0,2 promila alkoholu. To jednak nie wszystko.
Biegli nie rozstrzygnęli tego, czy przed zabójstwem doszło do gwałtu. Obrażenia nie miały cech wskazujących na gwałt. Na pewno niedługo przed śmiercią dziewczyna odbyła stosunek
- poinformował Stanisław Bar z Prokuratury Okręgowej w Opolu, którego słowa cytuje TVN24.
Te ustalenia sugerują, że pierwszy kontakt Samanty z zabójcą mógł być pozytywny. Może go znała? Może wsiadła do jego samochodu, potem wypili trochę alkoholu, uprawiali seks, po czym miła noc zamieniła się w koszmar? Ze śladów biologicznych na ciele i ubraniu 16-latki wyodrębniono DNA dwóch mężczyzn. Funkcjonariusze przeszukali policyjną bazę, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów.
Fakt posiadania DNA był bardzo długo utrzymywany w tajemnicy, z nadzieją, że jeżeli sprawca nie ma takiej wiedzy, będzie mniej ostrożny i prędzej czy później gdzieś podobne DNA wypłynie. Najwyraźniej stracono na to nadzieję, teraz pozostaje tylko czekać, że rzeczywiście tak się stanie. To jednak ruletka z małym prawdopodobieństwem sukcesu
- powiedział "Wyborczej" były policjant.
Sprawa zabójstwa Samanty stała się dla lokalnej policji priorytetem. Kryminolodzy stworzyli portret psychologiczny sprawcy. Stwierdzili, że to osoba o zaburzeniach osobowości, która znała 16-latkę, a w chwili zabójstwa kierowała się silnymi emocjami. Niewykluczone, że osoba ta była skonfliktowana z Samantą. Istnieje też cień szansy, że dziewczyna spotkała na swojej drodze seryjnego mordercę.Policjanci przeszukali laptopa Samanty. Okazało się wówczas, że dziewczyna miała kontakt z wieloma mężczyznami z różnych części Polski. Wielu z nich miało 40-50 lat. Funkcjonariusze znaleźli także zdjęcie 16-latki, które ta umieściła w mediach społecznościowych kilka miesięcy przed śmiercią. Widać na nim dziewczynę leżącą na łóżku, która w ręce trzyma wielki rzeźnicki nóż.
"Każdy szef opolskiej policji zapowiadał, że znalezienie mordercy Samanty to sprawa priorytetowa"
Po roku od śmierci Samanty sprawę umorzono. Potem trafiła ona do opolskiego Archiwum X. Śledczy przesłuchali ponad 500 świadków, ale nie doprowadziło to do rozwiązania zagadki.
Właściwie od chwili znalezienia zwłok wszyscy zostali rzuceni do tej sprawy. Mniej więcej po tygodniu powołano specjalną grupę, która zajmowała się tylko morderstwem Samanty. Na pewno też na tym śledztwie nie oszczędzano. Badania różnych śladów zlecano laboratoriom na terenie całego kraju, wydając przy tym duże pieniądze. Każdy szef opolskiej policji zapowiadał, że znalezienie mordercy Samanty to sprawa priorytetowa. Tych komendantów już dawno w policji nie ma, a mordercy Samanty nadal nie znaleziono. Nie znaleziono nawet miejsca, w którym została zamordowana powiedział "Wyborczej" były policjant.
W 2018 roku media obiegł portret pamięciowy osoby, która według policji "może wiedzieć więcej" niż pozostali świadkowie przesłuchani w sprawie śmierci Samanty. Czy widać na nim mężczyznę, który dopuścił się brutalnego zabójstwa? Tego wciąż nie wiadomo.
"Wobec mordercy powinno się zastosować zasadę ze Starego Testamentu"
Po pogrzebie Samanty w jej rodzinnej miejscowości dało się wyczuć niepokój.
Ludzie uczulają swoje dzieci, by były ostrożne i unikały kontaktu z obcymi, ale nie trzymają ich panicznie w domu. Jednak wszyscy chcemy, by jak najszybciej wyjaśniono okoliczności śmierci Samanty. A wobec mordercy powinno się zastosować zasadę ze Starego Testamentu: oko za oko, ząb za ząb
- mówił w rozmowie z portalem polskieradio24.pl sołtys Jasienia Rajmund Kinder.
Pani Barbara nie może sobie darować, że 11 czerwca 2011 roku pokłóciła się z córką. Dziennikarzom portalu focus.pl pokazała kilka przedmiotów, które należały do Samanty. Z koperty wysypała cztery plastikowe koraliki, papierek po batonie, bawełnianą opaska na rękę i kolczyki - perły w srebrnej oprawie.Oto co zostało mi z tamtego dnia. Reszta jest w głowie. Nie potrafię przestać myśleć o córce. Ciarki mnie przechodzą, gdy dociera do mnie, co musiała przejść. Jak pies, pod tym drzewem…
..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz