2026/04/29

Przeżyła piekło na imprezie. Trzy kobiety brutalnie zgwałciły czwartą. Poznaliśmy akta sprawy

 Była bita, szarpana, poniżana i brutalnie zgwałcona przez trzy inne kobiety. Katarzyna L. przeżyła prawdziwe piekło na imprezie w jednym z mieszkań w Warszawie. Jej oprawczynie zostały już skazane. Onet dotarł do akt sądowych tej koszmarnej sprawy.Cała sprawa wyszła na jaw ponad dwa miesiące temu, kiedy w ręce policjantów z Woli wpadła 40-letnia kobieta, poszukiwana listem gończym za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej. Została zatrzymana w salonie kosmetycznym na warszawskim Mokotowie. Ma do odbycia karę 3,5 roku więzienia.

Biły, kopały, ciągnęły za włosy. Potem dwukrotnie zgwałciły

Jak ujawniliśmy na początku lutego w Onecie, kobieta została skazana przez sąd z art. 197 par. 3 Kodeksu karnego, a więc za gwałt w szczególnych okolicznościach. Z naszych ustaleń wynikało, że zatrzymana 40-latka, wraz z dwoma innymi koleżankami, dopuściły się zgwałcenia innej kobiety. Teraz poznaliśmy szczegóły tego przestępstwa. Są wstrząsające.Jak wynika z akt sprawy, które widział Onet, do zdarzenia doszło 11 lipca 2020 r. Wszystko zaczęło się od tego, że Katarzyna L.* spotkała się ze swoim kolegą przed jednym ze sklepów spożywczych na warszawskiej Woli i postanowili wspólnie wypić piwo. Po chwili dołączyła do nich znajoma mężczyzny, 35-letnia wówczas Aneta B. Po krótkiej rozmowie zaproponowała Katarzynie dołączenie do jej znajomych, którzy imprezowali już w jednym z mieszkań w tej dzielnicy. Ta zgodziła się.Kiedy dotarli do lokalu, to oprócz właściciela przebywali w nim inni uczestnicy imprezy, a wśród nich 34-letnia wówczas Joanna A. i 27-letnia Beata K. Wszyscy spożywali alkohol. Piła go również Aneta, mimo że była w widocznej ciąży. Imprezowicze poczęstowali Katarzynę piwem. Nie wypiła jednak nawet połowy, bo nagle źle się poczuła. Aneta zaproponowała, by położyła się na materacu w pomieszczeniu obok, oddzielonym zasłoną. Katarzyna przystała na to. Butelkę z niedopitym piwem postawiła obok materaca i zaczęła przysypiać.Jak wynika z akt sprawy, w pewnym momencie, po około 15 minutach, do pomieszczenia wpadły Aneta, Joanna i Beata. Zaczęły bić Katarzynę po twarzy, kopać ją po całym ciele, ciągnąć za włosy. Po chwili rozerwały jej bluzkę i rozebrały ją od pasa w dół, ściągając spodnie, majtki i buty, a następnie oblały ją piwem i zgwałciły ją, używając do tego pustej butelki. Kiedy jedna z nich to robiła — w toku procesu ustalono, że była to Beata K. — pozostałe przytrzymywały ofiarę.

"Jęczysz jak chomik, nikt ci nie pomoże"

Przerażona 20-latka zaczęła wzywać pomocy. Nie przyniosło to jednak rezultatu. Trzy napastniczki zaczęły na dodatek z niej drwić i jej ubliżać. Krzyczały m.in. że "nikt jej nie pomoże", że "jęczy jak chomik" i nazywały ją "szmatą" i "konfidentką". Skąd to ostatnie określenie?Jak się okazało, w ten koszmarny sposób kobiety postanowiły zemścić się na Katarzynie za to, że ich znajomy miał "przez nią" trafić do więzienia. Chodziło o to, że blisko dwa lata wcześniej ów mężczyzna, handlujący na Woli warzywami, miał próbować ją napastować seksualnie na ulicy, wykorzystując to, że była pod wpływem alkoholu. Jakaś inna kobieta usłyszała jej krzyki i zawiadomiła policję. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, który trafił na kilka miesięcy za kraty.Kobiety były przekonane, że to ona "wsypała" ich znajomego. Stąd nazywanie jej "konfidentką". Uważały, że zrobiła to bezpodstawnie. Tymczasem sama pokrzywdzona zapewniała, że nie składała na niego zawiadomienia na policję i nie zeznawała przeciwko niemu. Mimo to nie dane jej było uniknąć "zemsty".Horror Katarzyny trwał przynajmniej kilkadziesiąt minut. W pewnym momencie Beata K. ponownie użyła butelki. Wzięła do ręki również wieszak i groziła jej. Napastniczki przestały ją maltretować i zostawiły ją w spokoju dopiero wtedy, kiedy ich ofiara przestała krzyczeć.

Stwierdził, że musi ją przeszukać. Rozebrał do naga i robił zdjęcia

"Pokrzywdzona czuła upokorzenie i po ubraniu się, z płaczem wyszła z pomieszczenia. Tam była obrażana przez wszystkich uczestników libacji alkoholowej, "że śmierdzi", "że jest brudasem". Kiedy pokrzywdzona powiedziała, żeby zachowywali się ciszej, bo przyjedzie policja, to Joanna A. zrobiła "tulipana" z butelki i groziła jej. Biła też ją po twarzy. Pokrzywdzona czuła ból i dalej płakała, z czego wszyscy się śmiali. Prosiła, aby ją wypuścić" — czytamy w aktach.Okazało się, że to nie koniec koszmaru Katarzyny. Kiedy kobieta próbowała wyjść z mieszkania, uniemożliwił jej to Tomasz I., konkubent Beaty K. Stwierdził, że gdzieś zniknęły jego pieniądze, w związku z tym ją przeszuka. Zaczął ją bić po twarzy, kopać po całym ciele i ciągnąć po podłodze za włosy. Na koniec siłą ją rozebrał do naga, po czym miał robić jej zdjęcia telefonem komórkowym.Z kolei Mariusz B. — inny z uczestników imprezy — miał uderzył ją z dużą siłą w klatkę piersiową. Po tym zaczęła mieć trudności z oddychaniem. Czyny obydwu mężczyzn zostały potem wyłączone do odrębnego postępowania. Ten pierwszy został oskarżony o bezprawne pozbawienie wolności, naruszenie intymności seksualnej i nietykalności cielesnej, a ten drugi — o spowodowanie u pokrzywdzonej średniego uszczerbku na zdrowiu.
Katarzyna mogła uciec z mieszkania dopiero kilka minut po wyjściu jej oprawców. Wypuścił ją właściciel lokalu, który siedział w innym pokoju i nie brał udziału w maltretowaniu kobiety, ale też nie zareagował, by temu zapobiec. Przed wyjściem jej oprawcy zagrozili jej poważnymi konsekwencjami, jeżeli powiadomi o tym wszystkim policję.Pokrzywdzona poszła do swego znajomego, któremu zrelacjonowała wszystko, co zaszło. Pokazała mu też swoją porwaną, zakrwawioną bieliznę. "Z uwagi na to, że Katarzyna oświadczyła, że zamierza iść z tym na policję, ale nie dzisiaj, bo ze stresu dostanie padaczki, świadek kazał jej iść do swego mieszkania, gdzie spędziła kolejny dzień" — czytamy w aktach.
Kolejnego dnia przyjechał do niej tenże znajomy. Za jego namową i mimo obawy przed sprawcami, Katarzyna powiadomiła o wszystkim swego opiekuna z Ośrodka Pomocy Społecznej. To on zgłosił na policję, że doszło do pobicia i gwałtu. Mundurowi wezwali na miejsce pogotowie ratunkowe, które zabrało Katarzynę do szpitala. Lekarze stwierdzili na ciele kobiety liczne obrażenia: zasinienia, krwiaki, zadrapania, urazy klatki piersiowej, głowy, rąk i nóg, a także otarcia w drogach rodnych."Pokrzywdzona przejawiała lęk, przygnębienie, obawy przed wyjściem z domu po zdarzeniu. W snach wracały do niej sceny gwałtu" — czytamy w aktach.Ruszyło śledztwo, które ostatecznie, po kilku latach procesu, zakończyło się wyrokami dla oprawców pokrzywdzonej. Katarzyna rozpoznała wszystkie osoby podczas okazań. Jak się okazało, w trakcie felernej imprezy podały jej one fałszywe imiona, by utrudnić identyfikację. To może też świadczyć o tym, że ich "zemsta" była zaplanowana.

Sprawczynie to matki. Jedna z nich, gdy gwałciła ofiarę, była w trzeciej ciąży

Kobiety, które ją zgwałciły, zostały skazane za to na 3,5 roku bezwzględnego więzienia. Sąd Okręgowy w Warszawie, który wydał wyrok w tej sprawie, orzekł też po tysiąc zł nawiązki od każdej z nich na rzecz pokrzywdzonej."Wymierzone oskarżonym kary są surowe, oddają one jednak stopień ich winy oraz uwzględniają wysoki stopień szkodliwości społecznej ich czynu, którego na równi, wspólnie się dopuściły. Nie było przy tym zasadne różnicowanie wysokości wymierzonych kar, skoro — jak wskazano — działania oskarżonych cechował zamiar umyślny, współdziałały świadomie, nie tylko godziły się na doprowadzenie Katarzyny L. do obcowania płciowego, ale wyraźnie taki stan rzeczy akceptowały, co w konsekwencji pozwala przypisać każdej z nich na równi odpowiedzialność" — czytamy w uzasadnieniu Sądu Okręgowego w Warszawie.Kim są oprawczynie Katarzyny L.? To kobiety z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, bez wyuczonego zawodu. Dwie z nich to matki — Joanna A. ma dwójkę dzieci, a Aneta B. trójkę (w chwili dokonywania gwałtu na kobiecie, z najmłodszym z nich była w ciąży). W momencie rozpoczęcia procesu formalnie były bezrobotne, utrzymywały się z zasiłków i alimentów bądź dzięki swoim partnerom. Czasem imały się prac dorywczych — Aneta B. zajmowała się np. roznoszeniem ulotek, a Joanna A. pracowała jako kasjerka. Wszystkie miały już wcześniej konflikty z prawem.
Warto dodać, że obrońcy skazanych kobiet odwołali się od wyroku. Żądali jego uchylenia, uniewinnienia skazanych, a w jednym przypadku także zmiany kwalifikacji czynu. Jednak Sąd Apelacyjny orzeczeniem z 31 lipca 2025 r. odrzucił te wnioski i podtrzymał wyrok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz