Tego dnia był silny mróz, a mimo to ktoś zostawił psa w zamkniętym samochodzie. Zwierzęciem zajęli się strażnicy miejscy i policjanci. Do tej sytuacji doszło w czwartek 8 stycznia. Strażnicy miejscy przed południem otrzymali prośbę o interwencję. Zgłaszający alarmował, że w zaparkowanym przy ulicy Bartniczej samochodzie głośno ujada pies.Do tej sytuacji doszło w czwartek 8 stycznia. Strażnicy miejscy przed południem otrzymali prośbę o interwencję. Zgłaszający alarmował, że w zaparkowanym przy ulicy Bartniczej samochodzie głośno ujada pies.Po 15 minutach na miejsce dotarli funkcjonariusze, którzy zastali psa zamkniętego w samochodzie.
"Nie reagował na pukanie w szybę, ani na świecenie latarką"
"Zwierzę jednak nie ujadało, wręcz przeciwnie – zachowywało się apatycznie. Pies nie reagował ani na pukanie w szybę, ani na świecenie latarką. Ciałem zwierzęcia wstrząsały dreszcze, a szyby auta od wewnątrz pokryte były parą i zachodziły szronem" - wskazała straż miejska.Na miejsce przyjechali także policjanci. Z uwagi na niską temperaturę powietrza funkcjonariusze podjęli decyzję o wybiciu jednej z szyb i wydobyciu zwierzęcia. Pies został przeniesiony w celu ogrzania do radiowozu straży miejskiej.
"Po niedługim czasie, funkcjonariusze Ekopatrolu przejęli coraz żwawiej poruszającego się, rudego kundelka, który trafił do miejskiego Schroniska na Paluchu" - dodali strażnicy.
Ekopatrol straży miejskiej przypomina, by przy mrozie nie narażać zwierząt na długotrwałe przebywanie w zimnym samochodzie, im także grozi śmiertelne wychłodzenie.
Sprawą tego, kto zostawił psa w zamkniętym aucie na mrozie zajmuje się policja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz