W pociągu usłyszałam: "Z takim psem proszę nie siadać obok". Najbardziej zabolało to, co powiedziała później starsza pani.
Weszłam do wagonu z moim pitbullem, spokojnym jak zawsze, na krótkiej smyczy, w kagańcu - zgodnie z przepisami. Usiedliśmy przy oknie. On położył się przy moich nogach, nawet nie rozglądał się dokoła. Po dwóch stacjach dosiadła się kobieta w eleganckim płaszczu. Spojrzała, zesztywniała i od razu cofnęła torbę.
"Z takim psem proszę nie siadać obok" - powiedziała głośno, tak żeby słyszał cały przedział. "Ja nie zamierzam ryzykować zdrowia".
Poczułam, jak robi mi się gorąco. Kilka osób podniosło wzrok. Ktoś prychnął. Ktoś się uśmiechnął pod nosem. Zaczęłam tłumaczyć spokojnie, że pies jest zabezpieczony, że jest łagodny, że podróżujemy tak nie pierwszy raz. Nie słuchała. Kręciła głową, powtarzając: "To są niebezpieczne psy. Wystarczy poczytać".
Chciałam wstać i wyjść do innego wagonu, byle zniknąć z tych spojrzeń.
I wtedy odezwała się starsza pani siedząca naprzeciwko. Drobna, siwa, z laską opartą o kolano. Przez całą scenę milczała.
"Niech pani siada spokojnie" - powiedziała do mnie cicho. - "Ja wolę psa niż ludzi, którzy tak mówią".
Zapadła cisza.
Pochyliła się, wyciągnęła dłoń i pozwoliła mu ją powąchać. A potem dodała już normalnym głosem: "Wie pani, mnie kiedyś też ocenili po wyglądzie. To bardzo podobne uczucie".
Reszta drogi minęła spokojnie. A on spał, jak zawsze, z głową na moim bucie. Jak zagrożenie, które chrapie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz