2026/09/23

18 latek wlozyl sobie zarowke do odbytu !!!!!

 18-latek trafił do szpitala z żarówką w odbycie. I nie mówię tutaj o jakiejś małej lampce. Normalna, szklana żarówka. Cała. Nierozbita. I właśnie to było największym problemem, bo dopóki była cała, sytuacja wyglądała źle. Gdyby pękła, zrobiłoby się znacznie gorzej.

Mężczyzna zgłosił się do szpitala w ciągu kilkunastu godzin od zdarzenia. Lekarze podczas badania byli w stanie wyczuć szkło, ale nie mogli po prostu złapać żarówki i wyciągnąć jej na siłę. I trudno się dziwić. Wyciąganie szklanej żarówki z wnętrza człowieka metodą „ciągniemy mocniej” to raczej nie jest moment, w którym chcesz testować wytrzymałość produktu.
Zrobiono RTG i na zdjęciu było widać ją idealnie - kształt, bańkę, gwint, całą żarówkę siedzącą wewnątrz dupy.
Przeczytałem ten opis i tak samo jak Wy teraz w mojej głowie pojawiło się tysiąc kolejnych pytań a najważniesze z nich brzmialo - PO CO?!
No i dowiedziałem się - o tym później.
Lekarze próbowali znaleźć sposób, żeby wyjąć ją od dołu, ale się nie udało. I wtedy zapadła decyzja, której raczej nikt nie planował na początku dyżuru. Trzeba było otworzyć brzuch. Chirurdzy dostali się do jelita od góry, wykonali nacięcie i dopiero w ten sposób mogli bezpiecznie wydobyć żarówkę.
Całą. Bez rozbicia.
Żarówka ma kilka cech, które naprawdę powinny działać odstraszająco: jest szklana, jest krucha, jest szeroka z jednej strony, a po rozbiciu zamienia się w ogromną ilość bardzo ostrych fragmentów. Czyli pod względem wyboru przedmiotu to trochę jak zaznaczyć wszystkie pola w formularzu: „Jak bardzo chcesz utrudnić późniejsze wyjęcie?” i odpowiedzieć: „Tak.”
Dotarłem wreszcie do fragmentu odpowiadającego na moje najważniejsze pytanie - PO CO?!
Nie był to żaden eksperyment ani zakład. 18-latek powiedział lekarzom, że celowo zrobił to jako formę samookaleczenia.
Na szczęście w tym przypadku szkło nie pękło, a pacjent przeszedł operację bez opisanych katastrofalnych powikłań. Ale sam fakt, że kilku chirurgów musiało otwierać brzuch człowieka, żeby wydobyć z niego zwykłą żarówkę, już wystarcza.
Próbowałem sobie później wyobrazić moment, kiedy po wszystkim ktoś kładzie ją na stole.
Cała.
Nieuszkodzona.
Jedyną rzeczą, jakiej brakuje tej historii, jest ktoś pytający:
„A działa?”
HISTORIA PRAWDZIWA.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz