2026/10/22

Te zabawki słuchają Twojego dziecka. Eksperci ostrzegają przed jednym zagrożeniem

 Pluszowy miś, który pamięta imię dziecka, odpowiada na pytania i potrafi wymyślać bajki, brzmi jak wymarzony prezent. Problem zaczyna się wtedy, gdy zabawka staje się powiernikiem. Inteligentne urządzenia mogą przetwarzać nagrania głosu, zapisy rozmów, zainteresowania, a czasem także obrazy czy dane lokalizacyjne. Eksperci ostrzegają, że rodzice powinni traktować je podobnie jak inne urządzenia podłączone do internetu.

Zabawka może powiedzieć za dużo

Generatywna sztuczna inteligencja nie działa jak tradycyjna mówiąca lalka, która ma zapisanych kilkadziesiąt gotowych zdań. Odpowiedzi powstają na bieżąco, zależnie od tego, o co zapyta dziecko i jak potoczy się rozmowa. W testach Common Sense Media przeprowadzonych w 2026 roku sprawdzono trzy zabawki wykorzystujące AI: Grem, Bondu i Miko 3. Aż 27 proc. ocenianych odpowiedzi uznano za nieodpowiednie dla dzieci. Pojawiały się treści dotyczące tematów dla dorosłych, niebezpieczne porady, odniesienia do narkotyków i samookaleczeń. Zabawki potrafiły również podawać błędne informacje z dużą pewnością siebie.Nie oznacza to, że co czwarta odpowiedź każdej zabawki AI jest szkodliwa. Wynik dotyczył konkretnych testów trzech urządzeń. Pokazuje jednak, że nawet produkt zaprojektowany dla dzieci nie daje gwarancji, że każda jego odpowiedź będzie właściwa dla wieku użytkownika.

Największym problemem może być to, co dziecko powie zabawce

Inteligentna zabawka może zapamiętywać wcześniejsze rozmowy, zainteresowania i imię dziecka. Żeby to robić, musi przetwarzać informacje. W zależności od produktu mogą to być nagrania głosu, zapisy rozmów, wiek, zainteresowania, wzorce zachowań, a czasem także obrazy i dane lokalizacyjne. Część informacji może pozostać w urządzeniu, ale inne trafiają na zewnętrzne serwery lub są przetwarzane przez dodatkowe firmy dostarczające modele AI czy systemy rozpoznawania mowy.

- Największym zagrożeniem nie musi być to, co inteligentna zabawka powie dziecku, ale to, czego dziecko powie jej - podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń ESET. Ekspert zwraca uwagę, że kilkuletnie dziecko może opowiadać zabawce o rodzinie, szkole, codziennych zwyczajach czy problemach w domu, nie zdając sobie sprawy, że rozmowy mogą być zapisywane i przetwarzane poza samym urządzeniem.

Dziecko może potraktować AI jak prawdziwego przyjaciela

Inteligentne zabawki potrafią reagować na emocje, zwracać się do dziecka po imieniu i pamiętać poprzednie rozmowy. Mogą powiedzieć, że "tęskniły" albo odpowiedzieć ze współczuciem na powierzony sekret. Problem w tym, że dziecko może odbierać taką relację jak kontakt z prawdziwym przyjacielem i mówić urządzeniu o sprawach, których nie zdradziłoby obcej osobie. Co ciekawe, rodzice nie chcą, by AI pełniła właśnie taką rolę. W badaniu Common Sense Media tylko 22 proc. respondentów chciało, aby inteligentna zabawka była towarzyszem dziecka. 56 proc. nie życzyło sobie takiej funkcji.

Zabawka może być też celem cyberataku

Jeśli urządzenie ma Wi-Fi lub Bluetooth, mikrofon, kamerę, aplikację i konto rodzica, pod względem bezpieczeństwa zaczyna przypominać inne elementy inteligentnego domu. W przeszłości wykrywano już problemy z zabezpieczeniami inteligentnych zabawek. Podatności w Hello Barbie mogły umożliwiać dostęp do rozmów dzieci, a zabawkę My Friend Cayla można było zmanipulować tak, by odtwarzała nieodpowiednie treści. Z kolei incydenty związane z VTech i CloudPets doprowadziły do ujawnienia informacji dotyczących setek tysięcy dzieci i rodzin.

Co sprawdzić przed zakupem?

Przed dodaniem inteligentnej zabawki do koszyka warto ustalić, czy wymaga ona stałego dostępu do internetu, czy ma mikrofon lub kamerę oraz czy można je wyłączyć. Ważna jest również polityka prywatności. Rodzic powinien wiedzieć, czy producent zapisuje rozmowy, jak długo przechowuje dane, czy przekazuje je innym firmom i czy można je później usunąć.Jeśli zabawka jest już w domu, eksperci zalecają samodzielną konfigurację urządzenia, ustawienie silnego hasła, włączenie dodatkowego uwierzytelniania, jeśli jest dostępne, oraz wyłączenie niepotrzebnego zbierania danych. Najważniejsza pozostaje jednak rozmowa z dzieckiem. Powinno wiedzieć, że AI może się mylić i że zabawce nie należy podawać pełnego imienia i nazwiska, adresu, nazwy szkoły, haseł ani prywatnych informacji o rodzinie.

Fikcyjne dyżury w wojskowym szpitalu? Kierowniczka laboratorium usłyszała zarzuty

 Prokuratura bada nieprawidłowości w laboratorium wojskowego szpitala w Lublinie. Kierowniczka placówki miała fikcyjnie potwierdzać dyżury pracowników, a śledczy sprawdzają również wątek tysięcy badań wykonywanych bez pobierania opłat.

Nieprawidłowości w szpitalu wojskowym. Kierowniczka laboratorium z zarzutami

Dział ds. Wojskowych Prokuratury Rejonowej w Lublinie prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości w laboratorium Szpitala Wojskowego w Lublinie. Zarzuty usłyszała już kierowniczka laboratorium Ilona P., która miała wpisywać w grafiki dyżury, które w rzeczywistości się nie odbyły. W toku śledztwa ustalono, że zatrudniona na stanowisku kierownika zakładu analityki lekarskiej Ilona P. w okresie od lutego do grudnia 2025 roku wielokrotnie wprowadzała w błąd pracowników działu finansowo-księgowego placówki. Podejrzana poświadczała nieprawdę, wpisując rzekomą obecność podległych jej pracowników na dyżurach laboratoryjnych, podczas gdy te osoby fizycznie nie pełniły dyżurów i nie posiadały wymaganych do tego uprawnień - powiedział Radiu ZET rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak. 

Ilona P. nie przyznaje się do winy

W pisemnym wyjaśnieniu przesłanym do Radia ZET rzecznik dodaje, że Ilona P. miała „działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez inne ustalone osoby, jedenastokrotnie doprowadzić Skarb Państwa do niekorzystnego rozporządzania mieniem". Ilona P. miała poświadczyć obecność na dyżurach Agaty M., Edyty P. i Jolanty S. uzyskując dla nich w ten sposób nienależne wynagrodzenie w łącznej wysokości 7054,70 zł brutto. „Wobec podejrzanej zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji, zakazu kontaktowania się ze świadkami oraz zawieszenia w czynnościach służbowych" - informuje prokuratura. Ilona P. nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów.

Sprawa testów, za które pacjenci nie płacili

Prok. Marcin Kozak informuje też, że z akt postępowania przygotowawczego wyłączono materiały dowodowe do osobnego postępowania. To dotyczy okresu od 8 stycznia 2019 roku do 10 kwietnia 2026 r., w którym to w laboratorium wykonywano rzekomo testy, za które nie pobierano pieniędzy. W informacji przesłanej przez prokuraturę czytamy, że chodzi w sumie o 4920 badań laboratoryjnych. Testy miały być rzekomo prowadzone w celu przeprowadzenia wewnętrznej oceny jakości, nie były zgłaszane do NFZ, a od pacjentów nie pobierano opłaty za ich komercyjne wykonanie. Szpital na tym procederze miał stracić niemal 120 tys. zł.


Ukraińskie media: Polska wstrzymała pakiet pomocy wojskowej. W tle uchwała o UPA

 

Polska miała wstrzymać wysyłkę pakietu pomocy wojskowej dla Ukrainy po uchwale lwowskich radnych o UPA. To nieoficjalne doniesienia ukraińskich mediów.Według ukraińskich mediów Polska wstrzymała dostawę dużego pakietu pomocy wojskowej dla Ukrainy. Powodem ma być decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej o ogłoszeniu 2027 r. rokiem UPA, Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza. Źródło w ukraińskim rządzie, cytowane przez Europejską Prawdę, przekazało, że głosowanie radnych odbyło się w czasie, gdy w Polsce przygotowywano wysyłkę wsparcia.— Z powodu ich nieodpowiedzialnych działań dostawy tego pakietu zostały obecnie wstrzymane— podał rozmówca portalu.Według niego trwają intensywne zakulisowe działania, które mają doprowadzić do rozwiązania problemu.

Doniesienia podchwytują kolejne ukraińskie media. Na stanowisko polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej trzeba jeszcze poczekać. O komentarz poproszono rzecznika resortu Janusza Sejmeja.

Lwowscy radni zdecydowali o roku UPA. W Polsce sprzeciw

Uchwałę przyjęto we wtorek podczas posiedzenia Lwowskiej Rady Obwodowej, będącej odpowiednikiem polskiego sejmiku wojewódzkiego. Informację o decyzji opublikowano na oficjalnej stronie rady. Rok 2027 ma upamiętniać Ukraińską Powstańczą Armię, jej dowódcę Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Ołeha Olżycza. Deputowany Szeremeta, kierujący komisją zajmującą się m.in. kulturą i polityką informacyjną, uzasadniał uchwałę potrzebą uhonorowania postaci, które radni uznają za bohaterów.Decyzja wywołała oburzenie w Polsce. Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz już we wtorek ocenił ją jako nieakceptowalną.

Rzecznik Nawrockiego: „To pachnie rosyjską prowokacją”

W środę do sprawy odniósł się rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz. Nazwał decyzję „bulwersującą” i wskazał, że ukraińskie służby powinny zbadać jej kulisy.

— To pachnie rosyjską prowokacja

Apel z otoczenia Zełenskiego do lwowskich radnych

Głos zabrała także zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy Iryna Wereszczuk. W środę zaapelowała do lwowskich radnych, aby powstrzymali się od decyzji mogących zaszkodzić stosunkom z Polską. Podkreśliła, że na napięciach między oboma krajami korzysta tylko Rosja. Według nieoficjalnych relacji ukraińskich mediów właśnie zażegnaniu obecnego sporu mają służyć trwające rozmowy za kulisami.


 

Limity zarobków dla lekarzy. Poprawiona ustawa wraca do Sejmu

 Sejmowa komisja zdrowia odrzuciła większość poprawek zgłoszonych do najważniejszej ustawy z "pakietu naprawczego". Posłowie nie zgodzili się na zmiany dotyczące między innymi wycen dla szpitali powiatowych. Przyjęli za to poprawki związane z zasadami rozwiązywania umów oraz minimalnym wymiarem pracy. Dziś ostateczne głosowanie.We wtorek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. Wprowadza ona między innymi górny pułap stawki godzinowej dla medyków (240 zł brutto) czy maksymalne (320 godzin) i minimalne (80 godzin) obłożenie pracą w publicznej ochronie zdrowia. Poprawki do ustawy zgłosiła opozycja, ale też część koalicjantów.

Komisja zdrowia odrzuciła poprawki dotyczące szpitali powiatowych

Komisja zdrowia odrzuciła w środę wszystkie poprawki zgłaszane przez partię Razem. Dotyczyły one między innymi zwiększenia wycen, tak by szpitale podstawowe nie zadłużały się, realizując podstawowe zabezpieczenie zdrowotne.- Mówimy o internie, chirurgii ogólnej, SOR-ach, pediatrii, porodówkach. Chodzi o to, żeby te szpitale powiatowe nie upadły - tłumaczyła posłanka Marcelina Zawisza z ugrupowania zgłaszającego poprawkę.Partia razem postulowała również zapisy dotyczące rozdzielenia pracy w sektorze finansowanym z pieniędzy publicznych i prywatnym. Propozycja zmian dotyczyła też zmniejszenia maksymalnej stawki godzinowej do 180 złotych, ale z równoległym wprowadzeniem współczynników korygujących. Miałyby one pozwolić na podniesienie zarobków dla medyków z bogatszym doświadczeniem.Nie chcielibyśmy zabierać możliwości kształtowania wynagrodzeń i dodatków stażowych podmiotom i ich dyrektorom - mówił wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, negatywnie opiniując tę poprawkę.

Przyjęta została natomiast poprawka Koalicji Obywatelskiej, która zakładała możliwość przyznawania dodatkowego wynagrodzenia specjalistom transplantologii klinicznej - tylko w zakresie procedur przeszczepiania i pobierania narządów.

Prawa pracownicze medyków przedmiotem sporu w komisji

Partia Razem, podobnie jak Lewica i Koalicja Obywatelska, zaproponowała zmianę, która wyłączałaby wzbudzające kontrowersje zapisy, wyłączające ochronę praw pracowniczych w przypadku niezgodności umów personelu z nowymi przepisami.Zapis, który jest w tym momencie w ustawie, doprowadzi do sytuacji, w której nie tylko osoby wykraczające poza limit będą mogły mieć wypowiedziane umowy. Bez zachowania kodeksu pracy będzie można zwolnić kobiety w ciąży, osoby w ochronie przedemerytalnej, na urlopie macierzyńskim czy rodzicielskim - mówiła Marcelina Zawisza.Członkowie komisji zdrowia odrzucili jej poprawkę. Wykreślenie z projektu kontrowersyjnego ustępu było jednak wspólną poprawką KO i Lewicy, która została przez komisję przyjęta.

Wypowiadanie umów i minimalny czas pracy w przychodniach

Lewica, reagując na sygnały płynące od związków zawodowych, miała wątpliwości dotyczące ryzyka wypowiadania umów o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia w przypadku odmowy przyjęcia zaproponowanych warunków.Zapis w ustawie łamie kodeks prawa pracy i prawa pracownicze. Pracownik powinien mieć możliwość zachowania okresu wypowiedzenia, tak jak przewiduje to kodeks pracy - argumentowała Joanna Wicha.

Michał Misiura, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia tłumaczył, że nie można mówić o naruszeniu przepisów kodeksu pracy. Przepisy mają dotyczyć tylko sytuacji, w której w przypadku pracy w kilku miejscach dochodzi do przekroczenia limitu zarobków. Wówczas pracownik otrzymuje wypowiedzenie zmieniające, a rozwiązanie umowy bez okresu wypowiedzenia następuje dopiero po odrzuceniu przez niego warunków.Ta poprawka Lewicy została odrzucona, podobnie jak zaproponowana przez Polskie Stronnictwo Ludowe zmiana, polegająca na wyłączeniu wymogu zatrudnienia na minimum pół etatu.Wiemy, że lekarze, którzy przyjeżdżają do placówek ambulatoryjnej opieki specjalistycznej [AOS - red.] na kilka godzin w tygodniu nie wyrobią jednej trzeciej, jednej czwartej czy jakiegokolwiek procentu etatu, a co dopiero jego połowy. Chcemy to wyrzucić, żeby ci lekarze mogli w AOS-ach pracować - tłumaczył poseł PSL Radosław Lubczyk.

W miejsce odrzuconej poprawki ludowców przyjęta została jednak inna, zaproponowana przez KO.

- To doprecyzowanie, że wymóg minimalnego czasu pracy z zakresu AOS dotyczy poradni przyszpitalnych i wyłączenie z tego wymogu dla geriatrów patomorfologów lub psychiatrów - wyjaśniała Marta Golbik.Poprawiona ustawa wróci pod obrady Sejmu. Ma być rozpatrywana dzisiaj. Blok głosowań zaplanowany jest na godzinę 17.

 


2026/10/21

Tym politykom Polacy ufają najmocniej. Jest najnowszy sondaż CBOS

 

Karol Nawrocki otwiera październikowy ranking zaufania do polityków CBOS. Prezydentowi ufa 53 proc. ankietowanych. Drugie i trzecie miejsce zajmują Radosław Sikorski oraz Władysław Kosiniak-Kamysz. Osobne zestawienie pokazuje również wysoki poziom nieufności wobec Jarosława Kaczyńskiego.Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania CBOS. Sikorski i Kosiniak-Kamysz na podiumKarol Nawrocki utrzymał pozycję najbardziej zaufanego polityka w Polsce. W październikowym badaniu pozytywną opinię o prezydencie wyraziło 53 proc. respondentów, czyli dokładnie tyle samo co miesiąc wcześniej. Jednocześnie 34 proc. uczestników sondażu zadeklarowało wobec niego nieufność. Oznacza to spadek tego wskaźnika o jeden punkt procentowy w porównaniu z wrześniem. Obojętność wobec głowy państwa wyraziło natomiast 9 proc. ankietowanych.Drugie miejsce przypadło ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu. Zaufanie do szefa MSZ zadeklarowało 44 proc. badanych, co oznacza poprawę o jeden punkt procentowy. Jednocześnie zmniejszył się odsetek osób, które mu nie ufają. W październiku wyniósł on 32 proc., czyli o trzy punkty procentowe mniej niż we wrześniu. Obojętność wobec Sikorskiego wyraziło 12 proc. respondentów, a 8 proc. przyznało, że go nie zna.


Na trzeciej pozycji uplasował się minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego rezultat wyniósł 42 proc., jednak w przeciwieństwie do Sikorskiego szef MON odnotował pogorszenie notowań. Od września poziom zaufania do Kosiniaka-Kamysza spadł o trzy punkty procentowe. Równocześnie o dwa punkty wzrosła nieufność, którą obecnie deklaruje 32 proc. respondentów. Kolejne 14 proc. pozostaje wobec ministra obojętne, a 8 proc. go nie rozpoznaje.Wyniki pierwszej trójki pokazują różne kierunki zmian w ocenach polityków. Nawrocki zachował dotychczasowy poziom zaufania, Sikorski nieznacznie poprawił swój rezultat, natomiast Kosiniak-Kamysz stracił część pozytywnych wskazań. Prezydent wyprzedza szefa MSZ o dziewięć punktów procentowych, a ministra obrony o jedenaście. Różnica między politykami zajmującymi drugie i trzecie miejsce wynosi zaledwie dwa punkty procentowe.Donald Tusk i Rafał Trzaskowski poza podium. Tak wypadli pozostali politycy

Tuż za pierwszą trójką znalazł się premier Donald Tusk. Zaufanie do szefa rządu wyraziło 36 proc. badanych, o jeden punkt procentowy mniej niż we wrześniu. Nieufność wobec premiera zadeklarowało 51 proc. respondentów, a wynik ten nie zmienił się w porównaniu z poprzednim miesiącem. Obojętnych wobec Tuska było 9 proc. uczestników sondażu, natomiast 1 proc. wskazał, że go nie zna.Piąte miejsce przypadło prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu. Polityk uzyskał 35 proc. wskazań zaufania, co oznacza spadek aż o cztery punkty procentowe względem września. Poziom nieufności pozostał natomiast bez zmian i wyniósł 45 proc. Obojętność wobec Trzaskowskiego zadeklarowało 13 proc. badanych, a jego nieznajomość 2 proc.Kolejną pozycję zajął lider Konfederacji i wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. Ufa mu 34 proc. respondentów, czyli o trzy punkty procentowe mniej niż miesiąc wcześniej. Jednocześnie odsetek osób deklarujących nieufność wzrósł o jeden punkt i osiągnął 33 proc. Wobec Bosaka obojętnych pozostaje 16 proc. ankietowanych, natomiast 12 proc. przyznało, że go nie rozpoznaje. Różnica pomiędzy zaufaniem a nieufnością w jego przypadku wynosi tylko jeden punkt procentowy.


Po 29 proc. zaufania uzyskali minister sprawiedliwości Waldemar Żurek oraz marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Obaj zanotowali spadki względem września, odpowiednio o jeden i dwa punkty procentowe. Ich wyniki różnią się jednak pod względem negatywnych ocen. Żurkowi nie ufa 27 proc. respondentów, a Czarzastemu 37 proc. W obu przypadkach poziom nieufności zmalał, odpowiednio o jeden i dwa punkty procentowe.


Różnice między tymi politykami dotyczą również rozpoznawalności. Waldemara Żurka nie zna 28 proc. ankietowanych, podczas gdy w przypadku Włodzimierza Czarzastego taki brak znajomości deklaruje 16 proc. badanych. Obojętność wobec ministra sprawiedliwości wyraziło 11 proc. respondentów, a wobec marszałka Sejmu 13 proc.


Dalszą pozycję w zestawieniu zajmuje lider partii Razem Adrian Zandberg. Zaufanie do niego wzrosło o jeden punkt procentowy i obecnie wynosi 28 proc. Jednocześnie odsetek osób, które mu nie ufają, zmniejszył się o trzy punkty procentowe, do 26 proc. Obojętność zadeklarowało 17 proc. ankietowanych. Zandberga nie rozpoznaje natomiast 25 proc. uczestników badania.


Na poziomie 26 proc. znalazło się zaufanie do ministra-koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. Nieufność wobec niego wyraziło 22 proc. respondentów, a 13 proc. zadeklarowało obojętność. Polityka nie zna 34 proc. ankietowanych. W przypadku Siemoniaka nie przedstawiono zmiany względem września, ponieważ nie został uwzględniony w poprzednim badaniu.


Taki sam poziom zaufania, wynoszący 26 proc., uzyskała marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Jej wynik obniżył się o jeden punkt procentowy. Nieufność wobec polityczki deklaruje 32 proc. badanych, czyli tyle samo co we wrześniu. Obojętność wskazało 17 proc. respondentów, a 20 proc. nie rozpoznaje marszałek Senatu.Ranking nieufności CBOS. Jarosław Kaczyński na czele, duży spadek Mentzena

Jedną z wyraźniejszych zmian odnotował lider Konfederacji Sławomir Mentzen. W październiku zaufało mu 26 proc. ankietowanych, co oznacza spadek aż o pięć punktów procentowych w ciągu miesiąca. Równocześnie wzrosła liczba negatywnych ocen. Nieufność wobec Mentzena osiągnęła 48 proc., o cztery punkty procentowe więcej niż we wrześniu. Obojętność wobec polityka deklaruje 15 proc. respondentów, natomiast 7 proc. go nie zna.Również były premier i lider Rozwoju Plus Mateusz Morawiecki uzyskał 26 proc. wskazań zaufania. Jego rezultat pogorszył się o dwa punkty procentowe. Jednocześnie wzrosła nieufność wobec byłego szefa rządu, która wynosi obecnie 54 proc., o dwa punkty procentowe więcej niż miesiąc wcześniej. Obojętnych wobec Morawieckiego jest 15 proc. uczestników badania, a zaledwie 2 proc. deklaruje jego nieznajomość.


Osobne zestawienie polityków budzących największą nieufność otwiera Jarosław Kaczyński. Prezesowi PiS nie ufa 60 proc. badanych. Niewiele niższy wynik, wynoszący 59 proc., odnotował Grzegorz Braun. Na trzecim miejscu znalazł się Mateusz Morawiecki z wynikiem 54 proc. Kolejne pozycje przypadły Przemysławowi Czarnkowi, wobec którego nieufność deklaruje 52 proc. respondentów, oraz Donaldowi Tuskowi z wynikiem 51 proc.W pierwszej piątce zestawienia nieufności znaleźli się zatem zarówno przedstawiciele opozycji, jak i urzędujący premier. Morawiecki i Tusk zajmują w nim odpowiednio trzecie i piąte miejsce. Obaj mają także więcej wskazań nieufności niż zaufania. W przypadku byłego premiera różnica wynosi 28 punktów procentowych, natomiast w przypadku obecnego szefa rządu 15 punktów procentowych.


Październikowy sondaż CBOS przeprowadzono od 1 do 11 października na grupie 1028 osób. Największa część badania, obejmująca 60,7 proc. wywiadów, została zrealizowana metodą bezpośrednich rozmów z respondentami (CAPI). Wywiady telefoniczne (CATI) stanowiły 25,3 proc. wszystkich odpowiedzi, natomiast pozostałe 14 proc. zebrano za pośrednictwem internetu (CAWI).