2026/10/19

Straciła dziecko w 22. tygodniu ciąży. "Sprzęt mają tylko do chwalenia się, a nie do ratowania"

 – Skazali ją na śmierć, nie ratowali – tak zaczyna swoją dramatyczną historię pani Joanna, która reporterowi "Faktu" opowiedziała, jak straciła córkę, będąc w 22 tygodniu ciąży. Kobieta ma żal do lekarza, który według jej relacji, miał odmówić ratowania noworodka. Szpital nie dopatrzył się błędu w postępowaniu medyka, jednak sprawa śmierci Lilianny jest na wniosek rodziców badana przez prokuraturę.

Wspólnym marzeniem Joanny Przybylskiej (35 l.) i Michała Karpacza (36 l.) była pełna rodzina. Po dwóch latach prób zwrócili się do lekarzy o pomoc w jej powiększeniu. Zaproponowano metodę inseminacji i już pierwsza próba przyniosła skutek. 13 lipca 2025 r. test ciążowy potwierdził długo oczekiwaną nowinę.Od samego początku ciąży przyszli rodzice pozostawali pod opieką ginekologa. Wszystko było w porządku. 5 listopada 2025 r. lekarz potwierdził płeć dziecka: dziewczynka.19 listopada o godz. 2.30 panią Joannę obudził silny ból brzucha i krwotok. Jadąc do szpitala, kobieta prosiła ukochanego: — Jeśli coś mi się stanie, pamiętaj, daj jej na imię Liliana.Karetka przewiozła pacjentkę do szpitala miejskiego. Położna zabrała ją na salę. Jak mówi pani Joanna przybyły lekarz, Grzegorz Ch., miał wtedy stwierdzić: takich dzieci nie ratujemy. — To był 22. tydzień ciąży. Czytałam artykuł o dziecku, które urodziło się w 21. tygodniu. Mój świat runął — opowiada kobieta. — Dodatkowo lekarz przekazał pielęgniarkom, by go nie wołały w razie czego, bo zaraz kończy dyżur. — Przekazałam Michałowi, że nie chcą nam dziecka ratować — dodaje łamiącym się głosem.
— Wszędzie chwalą się nowoczesnym sprzętem, więc to tylko do chwalenia jest, czy też do ratowania życia? — pyta tata Liliany.

Koszmar ciężarnej pani Joanny. Kobieta straciła córeczkę

— Byłam podłączona do kroplówki, sama na sali. Jedynie położna co jakiś czas przychodziła. Nie było zrobione USG, KTG. Pobrano krew i okazało się, że CRP (badanie świadczące o infekcji organizmu) mam 115, a norma jest 5... — wspomina Joanna.O godz. 9.35 martwa Liliana przyszła na świat. — Gdyby nie partner i moja mama, umarłabym z nią — płacze kobieta. Po ponownym przewiezieniu na salę porodową zobaczyła córkę. — Któraś ze studentek zawinęła ją w rożek, założyła czapeczkę i zrobiła nam odciski stópek i rączek. Nie wiemy, kiedy zmarła. Skazali ją na śmierć, nie ratowali. Kiedy mi ją podali, była jeszcze ciepła. Położna, która przyjęła Lilcię, pomogła ochrzcić córkę. Byliśmy z nią kilka godzin. Moi rodzice też pożegnali się z wnuczką. Dziadek wybiegł z oddziału. Podano mu leki uspokajające. Nie mogłam patrzeć, jak naszą córkę wkładają do worka. Wypisałam się na własne żądanie. Pojechaliśmy do urzędu zarejestrować córkę, aby ją pochować.

Pani Joanna straciła dziecko. W szpitalu była kilka dni wcześniej

Cztery dni wcześniej pani Joanna była w szpitalu po raz pierwszy. Już wtedy źle się czuła i pojechała na SOR. — Pan doktor mnie zbadał, powiedział, że szyjka ma 4 cm, że wody płodowe ok i potwierdził, że to córeczka. Zapytałam o skurcze. Potwierdził, że to normalne skurcze przepowiadające. Pytany, czy powinnam zostać w szpitalu, stwierdził, że jeśli chcę, mogę zostać, ale podadzą mi tylko leki rozkurczowe i jutro i tak wyjdę. Zalecił, że mam się oszczędzać i dużo wypoczywać, najlepiej leżąc. Nie czekaliśmy na wypis. Miał być najwcześniej za ponad godzinę.Już po urodzeniu Lilianki pani Joanna sprawdziła ten wypis w serwisie pacjenta. — W rozpoznaniu wpisano zagrożenie poronieniem. Wtedy serce mi pękło. Dlaczego lekarz nic o tym nie wspomniał? Dlaczego? — pyta z rozpaczą.

Urodziła martwą córeczkę. Poskarżyła się na szpital i złożyła doniesienie do prokuratury

Po pogrzebie pani Joanna i jej partner napisali skargę do szpitala i zgłosili sprawę do prokuratury. "Fakt" również zadał pytania placówce. Otrzymaliśmy odpowiedź. "Mamy świadomość, że sytuacja związana z utratą ciąży była dla Pacjentki trudnym i bolesnym doświadczeniem. Na podstawie analizy dokumentacji medycznej oraz wyjaśnień złożonych przez lekarza, nie stwierdziliśmy niewłaściwego postępowania związanego z udzielaniem świadczeń zdrowotnych. Podczas wizyty 16 listopada 2025 r. w Ginekologiczno-Położniczej Izbie Przyjęć lekarz dyżurny przeprowadził niezbędne badania oraz ocenę stanu zdrowia w oparciu o zgłaszane tego dnia objawy. W odpowiedzi na złożoną skargę szczegółowe stanowisko Szpitala w tej sprawie zostało przekazane Pacjentce. Współpracujemy również na bieżąco z Prokuraturą Rejonową Bydgoszcz-Południe, która prowadzi postępowanie dotyczące zdarzenia. Do czasu jego zakończenia nie będziemy udzielać szerszego komentarza" — napisał Marcin Janczylik, rzecznik prasowy Szpitala Klinicznego Politechniki Bydgoskiej.Rodzice zmarłej Liliany czekają na informacje o postępach śledztwa. Prok. Marcin Stachowiak z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe potwierdza, że prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie, ale tymczasowo zawiesiła je do czasu wydania opinii biegłego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz