Dodano: 25.08.2015 [14:06]
Przez media przetoczyła się żywiołowa dyskusja ws. akredytacji dziennikarskich na lot z prezydentem Andrzejem Dudą w związku z jego wizytami w Estonii i Berlinie. Dziennikarze „Newsweeka” i „Gazety Wyborczej” lamentują, że nie zostali wpuszczeni na pokład. Powstała już nawet teoria, zakładająca, że „z Dudą latają tylko ci dziennikarze, którzy dobrze o nim piszą”. Tymczasem okazuje się, że na pokładzie był dziennikarz „Gazety Wyborczej”.
Jak informował portal WirtualneMedia.pl w prezydenckim samolocie lecącym na wizytę Andrzeja Dudy w Berlinie zabrakło miejsca dla dziennikarzy m.in.:. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka” i TOK FM. W środowisku dziennikarskim od razu rozgorzała dyskusja na ten temat i zaczęły pojawiać się różne teorie, mające tłumaczyć brak akredytacji.
Bardzo niezadowolony z powodu braku miejsca w samolocie okazał się Jacek Pawlicki , szef działu świat tygodnika „Newsweek”.
Jak informował portal WirtualneMedia.pl w prezydenckim samolocie lecącym na wizytę Andrzeja Dudy w Berlinie zabrakło miejsca dla dziennikarzy m.in.:. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka” i TOK FM. W
Bardzo niezadowolony z powodu braku miejsca w samolocie okazał się Jacek Pawlicki , szef działu świat tygodnika „Newsweek”.
Jako dziennikarz byłem bardzo ciekawy, jak prezydent wypadnie w Berlinie, dlatego złożyłem wniosek o akredytację na wyjazd z Andrzejem Dudą. Dostałem odmowną odpowiedź, podobnie jak koledzy z "Gazety Wyborczej". Najwyraźniej zarówno Lech Kaczyński, jak i Anna Fotyga, z którymi podróżowałem, kierowali się innymi przesłankami niż prezydent Duda i jego otoczenie – żali się na łamach „Newsweeka” Jacek Pawlicki .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz