Nie zamierzam oceniać całego wystąpienia Mateusza Morawieckiego w Kanale Zero. Chciałbym odnieść się jedynie do fragmentu dotyczącego Jacka Kurskiego, ponieważ był on wyjątkowo słaby. Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę możliwości intelektualne Mateusza Morawieckiego, spodziewałem się czegoś znacznie bardziej wyrafinowanego. Porównanie Jacka Kurskiego do Jacka Murańskiego jest efektownym bon motem, ale niewiele wnosi do poważnej debaty. Jest przede wszystkim niesmaczne i zupełnie nie przystaje do zapowiadanej „nowej jakości”. Warto też przypomnieć jedną rzecz. Jacek Kurski odegrał decydującą rolę w zwycięskiej kampanii Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku. Był jednym z jej głównych strategów. Wszyscy wiedzą, o czym mówię. W tamtym czasie największym politycznym osiągnięciem Mateusza Morawieckiego było zdobycie mandatu radnego Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. W krajowej polityce wówczas nie istniał. Skoro wypowiedź Jacka Kurskiego w Telewizji Republika wywołała aż tak gwałtowną reakcję zarówno samego Mateusza Morawieckiego, jak i jego zwolenników, to trudno oprzeć się wrażeniu, że trafiła w czuły punkt. Tak silne emocje rzadko biorą się z niczego. Zdziwiło mnie również, że Mateusz Morawiecki mówi o PiS w trzeciej osobie, sugerując, że „PiS bierze na sztandary” Jacka Kurskiego. O ile niczego nie przeoczyłem, w chwili wypowiadania tych słów nadal był zarówno członkiem, jak i wiceprezesem tej partii. To również wiele mówi o charakterze obecnego rozłamu i każe postawić pytanie, czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z wypchnięciem, jak twierdzą zwolennicy Mateusza Morawieckiego, czy raczej ze skrupulatnie przygotowywanym od wielu miesięcy planem rozłamu i stworzenia nowej formacji politycznej. Dzisiaj, kiedy panowie formalnie nadal są w tej samej partii, publiczne okładanie się takimi porównaniami trudno uznać za zapowiadaną „nową jakość”. Miała być nowoczesna, merytoryczna i ambitna oferta dla bardziej świadomych i bardziej wymagających wyborców. Tymczasem zarówno wypowiedzi Mateusza Morawieckiego, jak i jego zwolenników nie wskazują na narodziny nowego standardu debaty. Wręcz przeciwnie, coraz częściej sprawiają wrażenie kopiowania metod, retoryki i politycznych chwytów, którymi od lat posługują się Koalicja Obywatelska i jej koalicjanci. Trudno oprzeć się również wrażeniu, że protekcjonalny ton wobec PiS i jego wyborców ma sprowadzić tę formację do roli obiektu politycznych kpin. Znamy już ugrupowanie, które obrało podobny kierunek. Wiemy również, jak się to skończyło. Po tej wypowiedzi odnoszę wrażenie, że z zapowiedzi „Rozwoju Plus” zostało niewiele. To bardziej polityczna uszczypliwość na poziomie Witolda Zembaczyńskiego niż nowy standard debaty. Słabe. Myślę, że Joński i Szczerba pewnie z uznaniem kiwają głowami. Jak mawiał swego czasu klasyk, istnieją „plusy dodatnie” i „plusy ujemne”. Im dłużej obserwuję stowarzyszenie Rozwój Plus, tym bardziej dochodzę do przekonania, że jedynym jego plusem pozostaje znak „+” w nazwie.
Wyświetl mniej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz