2015/09/01

Krwawy Księżyc i Superksiężyc już 28 września - co się wtedy stanie?

Krwawy Księżyc i superksiężyc już 28 września - co się wtedy stanie?Foto: Shutterstock
Wrześniowa pełnia księżyca ma być wyjątkowym zjawiskiem. Okrągły księżyc pojawi się na niebie już 27 dnia miesiąca, jednak dopiero dzień później nastąpi pełnia. Tego dnia księżyc znajdzie się w perygeum, a więc będzie bliżej Ziemi niż zazwyczaj. W tym położeniu, dla ziemskich obserwatorów, jest on o ok. 14% większy i o 30% jaśniejszy niż zwykle. We wrześniu zjawisko Superksiężyca nałoży się na inne, dość częste, lecz niepokojące – Krwawy Księżyc. Księżyc zabarwia się na czerwono w wyniku całkowitego zaćmienia, co nie jest wydarzeniem niezwykłym. W przypadku wrześniowego Krwawego Księżyca mamy jednak do czynienia z zamknięciem tetrady – serii czterech całkowitych zaćmień księżyca. Pierwsze miało miejsce 15 kwietnia 2014, drugie 8 października 2014, trzecie zaś 4 kwietnia 2015.
W Biblii można odnaleźć informacje o księżycu, który zabarwia się na czerwono, co zwiastować ma dramatyczne dla ludzkości wydarzenia, a nawet koniec świata. Współcześnie o apokalipsie poprzedzonej krwawą tetradą mówi amerykański pastor – John Hagee. Jego wnioski opierają się na przepowiedniach biblijnych. Wzmianki o Krwawym Księżycu znajdują się zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie.
Czy 28 września czeka nas coś złego? Przekonamy się już wkrótce. Pewne jest, że księżyc tego wieczoru będzie wyglądał spektakularnie, osoby zaś podatne na jego wpływ mogą cierpieć na bezsenność.

„Cham, chamstwo, lump polityczny, chuligan” – do kogo taką „miłością” zapałał Niesiołowski?

Dodano: 01.09.2015 [10:23]
„Cham, chamstwo, lump polityczny, chuligan” – do kogo taką „miłością” zapałał Niesiołowski? - niezalezna.pl
foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
– Chamstwo, to chamstwo, to cham po prostu, tak mówić, żeby o premier rządu mówił, to lump polityczny, wiedziałem o tym psychologu, ale że jeszcze prosić, jak można, cham, polityczny cham, chuligan – pokrzykiwał w Radiu Zet Stefan Niesiołowski. Poseł PO wściekł się po tym, jak Monika Olejnik zacytowała wypowiedź szefa „Solidarności” o Ewie Kopacz.

Stefan Niesiołowski był gościem Moniki Olejnik w Radiu Zet. Rozmowa dotyczyła m.in. obchodów 35. rocznicy powstania NSZZ „Solidarność” i tego, że Ewa Kopacz nie otrzymała zaproszenia na uroczystości. Prowadząca przypomniała w tym kontekście słowa Piotra Dudy, który mówił: „Prosi się jednego Dudę, czyli prezydenta, żeby ją zaprosił na radę gabinetową, drugiego Dudę prosi, żeby ją zaprosił na obchody, ona ma jakiś problem, niech się uda do psychologa”.

Cytat podziałał na Niesiołowskiego jak woda na młyn i rozsierdzony poseł Platformy Obywatelskiej popisał się swoim słynnym słowotokiem. – Chamstwo, to chamstwo, to cham po prostu, tak mówić, żeby o premier rządu mówił, to lump polityczny, wiedziałem o tym psychologu, ale że jeszcze prosić, jak można, cham, polityczny cham, chuligan – nakręcał się parlamentarzysta.

Monika Olejnik, widząc że Niesiołowski jest w swojej najlepszej formie, postanowiła jeszcze atmosferę podkręcić, mówiąc, iż w czasie swojego wczorajszego wystąpienia prezydent Andrzej Duda nie wspomniał Lecha Wałęsy. Co usłyszeli słuchacze rozgłośni, można się łatwo domyślić.
 
(…) pan Duda jest pisowskim prezydentem, pan Duda realizuje strategię PiS, bierze udział w pisowskiej kampanii, działa na rzecz obstalunków, nie wiem czy Jarosława Kaczyńskiego, czy Macierewicza, czy Mariusza Kamińskiego, tego już nie wiem. Pan Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków tylko PiS i realizuje taką strategię, która wydaje mu się, że będzie skuteczna
– wypalił „rozgrzany” już Niesiołowski. Było też o tym, że „pan Duda wzorem komunistów, swoich nauczycieli mentalnych, politycznych, komunistów, fałszerzy historii robi to samo, to robi PiS, który tworzy jakąś mityczną strategię”. Na koniec poseł PO zakomunikował, że nie ma do prezydenta szacunku.

Niesiołowski zaatakował też śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, stwierdzając, że w czasach pierwszej „Solidarności” był „trzeciorzędnym działaczem, zupełnie marginalnym”.
 
(…) w nowej wersji historii porozumień gdańskich i strajków sierpniowych wyrasta na głównego bohatera tego, pomniejsza się, pomija się Lecha Wałęsę, a eksponuje się Lecha Kaczyńskiego. To fałszowanie historii, pisanie historii od nowa z pomijaniem autentycznych bohaterów, a wstawianiem na to miejsce bohaterów fikcyjnych, to robili komuniści i to dzisiaj robi PiS i to robi organizacja Solidarność pana Dudy, Piotra Dudy, która nie ma nic wspólnego z tą „Solidarnością”, której znaczek z dumą nosiłem i za którą spędziłem sporo czasu w więzieniu

Żołnierze wyklęci ujebali papieża

numer 35/2015

Jan Paweł II nie jest już dość dobry, żeby patronować polskim szkołom.

Wprawdzie szkoła to nie pies, ale utarło się, że powinna mieć imię. Najchętniej na patrona bierze się Jana Pawła II, choć kardynał Stanisław Dziwisz też może być. Żeby odciążyć mentora, który figuruje na pieczęciach i sztandarach 1537 polskich szkół, krakowski arcybiskup jeszcze za życia zgodził się patronować Zespołowi Szkół w Kazanicach.
Przegrać
Patrona szkoły wybiera się w demokratycznych wyborach. Decydują uczniowie, rodzice i nauczyciele. Potem rada gminy podejmuje stosowną uchwałę. Gdy startował Jan Paweł II albo kardynał Dziwisz, sprawa była z góry przesądzona. Aż na Mazurach wydarzyła się rzecz bez precedensu. Papież Polak przegrał z miejscową bibliotekarką Jadwigą Tressenberg i w Pozezdrzu nazwano Zespół Szkół imieniem tej właśnie bajarki. Bo po godzinach urzędowania nowa patronka spisywała stare mazurskie legendy.
Ostatnio święty przegrał z Krzysztofem Kolbergerem. Tak, chodzi o aktora, co rozwiódł się z żoną, a grającego amantów. Mimo takiej plamy w życiorysie Kolberger został patronem IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku.
To są rodzynki, ale tak niebezpieczne, że czarni rzucili w bój nie znoszonych patronów mniejszego kalibru. Jeśli nawet przegrają, jest mniejszy obciach.
Ostatnio robi furorę Danuta Siedzikówna z Narewki, szerzej znana jako sanitariuszka „Inka”. Współpracowała z jednym ze szwadronów „Łupaszki”. Wpadła w lokalu kontaktowym, została zastrzelona przez pluton egzekucyjny w gdańskim więzieniu 28 sierpnia 1946 r. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Niech żyje Polska! Niech żyje Łupaszka!”.
„Łupaszka” chciał wolnej Polski, ale tylko dla Polaków. Tomasz Sulima przypomniał na swoim blogu fakty z przeszłości „Inki”. Była w oddziale „Konusa”, który napadł na jej rodzinną Narewkę. Celem ataku stała się białoruska rodzina Skiepków, która szykowała wesele. Zrabowano wódkę i żywność. Wyprowadzono do lasu i zamordowano ppor. Władysława Trusiewicza, jego matkę pobito. Zostawiono Białorusinom kartki, żeby się wynosili. Tutaj, w Polsce nie ma dla nich miejsca.
Może „Inka” opatrywała Trusiewiczową, może nawet pocieszała ją po stracie syna – historia milczy na ten temat. Jednak przyszła z napastnikami.
„Inka” wyniesiona na patronkę to dla młodzieży jednoznaczny przekaz: warto umrzeć za Polskę tylko dla Polaków, bo to największy patriotyzm.
Dać dupy
I Liceum Ogólnokształcące we Wrocławiu to szkoła z 70-letnią tradycją. Na patronów zaproponowano „Inkę”, Marię Skłodowską-Curie oraz Stanisława Lema. Niech sobie młodzież wybierze.
Z punktu widzenia Kościoła nie było wyboru. Co z tego, że Skłodowska 2 razy dostała Nobla i była pierwszym profesorem-kobietą na Sorbonie, skoro wzięła ślub bez księdza, a potem żyła z kochankiem? Lem jeszcze gorszy, bo zatwardziały ateista. Co innego „Inka”. Nawet nagrzeszyć nie zdążyła, bo zginęła w wieku 17 lat. A że przyglądała się rezaniu innowierców, to tylko lepiej.
„Inka” – indoktrynowana młodzież postawiła na rówieśniczkę.
– Bardziej identyfikują się z postacią bohaterskiej sanitariuszki, która jest dla nich czytelniejsza – dyrektorka szkoły przyjęła decyzję z godnością.
Wrocław to takie miasto, w którym po wojnie osiedliło się wielu repatriantów zza Buga, niechętnych bohaterom, którzy wymordowali ich rodziców czy sąsiadów.
– „Inka” to postać kontrowersyjna. Patron szkoły powinien łączyć, nie dzielić – zagadali i proces nadawania szkole patrona zawieszono.
– Może Edyta Stein, wrocławianka, absolwentka naszej szkoły? – zaproponowali absolwenci. Stein jest szerzej znana jako św. Teresa Benedykta od Krzyża; J.P.2 osobiście ją kanonizował. Ale to była żydowska Niemka, którą rodacy zagazowali w Auschwitz, została więc patronką Europy. Żadna konkurencja dla „Inki”, Polki z krwi i kości.
„Skandal we wrocławskim liceum. Nie chcą bohaterki na patronkę szkoły” – to akurat tytuł z „Faktu”, ale w podobnym tonie wypowiedziała się większość mediów. Zarząd Regionu Jeleniogórskiego NSZZ „Solidarność”, PiS i byli opozycjoniści ruszyli z odsieczą dla Siedzikówny.
– To nie my – rozłożyli ręce radni rządzącej koalicji prezydenta Dutkiewicza. – To szkoła, której wybór w pełni szanujemy.
Znów podniósł się krzyk tzw. środowisk patriotycznych. Tłumaczono dyrektorce szkoły: – Mamy nadzieję, że pani asekuranctwo wynika z niewiedzy. Gorzej, jeśli z pełną premedytacją neguje pani dokonania tej wspaniałej odważnej dziewczyny, a szczególnie niesione przez Nią Wartości, które powinny być przykładem dla kolejnych pokoleń…
Trzeba oddać dyrektor Irenie Podgórskiej, że ciała nie dała. Prezydent Rafał Dutkiewicz wystawił własne. TVN 24 zainteresowała się, komu przeszkadza „Inka”?! Wtedy prezydent obwieścił na Twitterze: „Patronką szkoły, zgodnie z wyborem uczniów, będzie legendarna sanitariuszka”. O czym zdumiona, wciąż siedząca okrakiem na barykadzie dyrektorka szkoły dowiedziała się od red. Michała Dzierżaka z „Wirtualnej Polski”. Tak w każdym razie wynika z jego relacji.
Umierać
Po Wrocławiu było z górki. Uroczystość nadania imienia Siedzikówny Zespołowi Szkół Handlowych w Sopocie rozpoczęła się w kościele i prowadził ją abp Sławoj Leszek Głódź.
– Nadając imię Danuty Siedzikówny „Inki” Waszej szkole, uznajecie autorytet wychowawczy tej młodej, bohaterskiej dziewczyny. Danusia jest symbolem czystej ofiary. Jej postawa życiowa powinna być przykładem i inspiracją – zagadał.
I nikt nie gwizdał, choć z wywodu wynikało, że wysiłek wychowawczy kadry pedagogicznej nie powinien skupiać się na tym, aby uczniowie skrupulatnie wydawali resztę i nie zawyżali rachunków, ale walczyli i umierali, gdy Kościół powie: „Bierz!”
W ostatnich miesiącach Siedzikówna została patronem „garów”, czyli Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego w Kielcach. Też nikt nie napomknął, że sensem istnienia placówki jest produkcja zdrowej żywności i warto się na tym skupić. „Inkę” wzięła na sztandar również Szkoła Podstawowa w Podjazdach w powiecie kartuskim. A także Gimnazjum nr 2 w Ostrołęce. To wszystko wydarzyło się w ciągu ostatnich miesięcy, zatem jeśli jak dobra passa się utrzyma, dziewczyna z Narewki dorówna Janowi Pawłowi II.
Inni patroni, których imiona przyjmują polskie szkoły najchętniej, też na ogół skończyli marnie z powodów nie do końca jednoznacznych. Jest już pierwsza szkoła im. Żołnierzy Wyklętych.
Takiego patrona wybrało gimnazjum w Białej. To wieś na Podlasiu, w którym wciąż mieszkają prawosławni, pamiętający rzezie urządzone przez III Wileńską Brygadę na prawosławnej ludności cywilnej, np. rzeź furmanów. Spośród kilkudziesięciu chłopów wypuszczono tych, którzy zapewnili, że są katolikami narodowości polskiej.
Szkoły nie głupieją same z siebie. Inicjatorem nadania imienia gimnazjum w Białej był senator PiS Grzegorz Bierecki. Współtwórca Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Jeden z fundatorów i współzałożycieli fundacji Sursum corda, która planuje stworzyć doktrynę prawną służącą lepszej obronie uczuć religijnych i dobrego imienia chrześcijan. Jego fundacja obiecała zapłacić za mural poświęcony martwym patronom, a także ufundować sztandar.
Naprawdę szkoda, że ani wójt gminy Radzyń Podlaski, w której znajduje się szkoła, ani lubelskie kuratorium oświaty nie zaproponowali darczyńcy: kup pan lepiej piłki.
Mnóstwo jest w Polsce szkół im. Armii Krajowej. Jeszcze więcej placówek oświatowych nosi imię zmarłych bohaterów zakończonych klęską powstań. Najchętniej bohaterów powstania warszawskiego. Rozumiem, że ktoś z Warszawy ma sentyment do tamtych dni, bo spowodowały, że stołeczna starówka wciąż jest na gwarancji. Ale w tym szaleństwie nie ma ograniczeń terytorialnych. Dzieciom z Brzeźnicy Bychawskiej (województwo lubelskie) nie znaleziono bliżej żadnego fajniejszego wzoru do naśladowania niż młodzi ludzie, których wysłano na pewną śmierć.
Myśleć
A gdyby tak z życiorysów patronów polskich szkół wynikało inne przesłanie? Bądź sobą. Rozwijaj się. Płać podatki. Pomagaj, jeśli możesz pomóc. Myśl. W przypadku śmiertelnego zagrożenia, któremu nie jesteś w stanie sprostać, najpierw się schowaj. Potem pomyśl, jak schować się lepiej. Przetrwaj, bo z trupa pożytek ma jedynie ksiądz.

WCA, RANNYCH 13 OSÓB

Bus roztrzaskał się na drzewie! Śmierć i ból po tragedii Pod Kazanowem

Wypadek busa pod Wrocławiem
Grzegorz Niewiadomski / newspix.pl
Do wypadku doszło po godzinie 4 rano na drodze wojewódzkiej 395. Jedna osoba zginęła 13 zostało rannych
Tragiczny wypadek na drodze wojewódzkiej numer 395 niedaleko Kazanowa (woj. dolnośląskie). Wcześnie rano bus, którym podróżowało 19 osób wypadł z drogi. Zginął kierowca pojazdu, 13 osób jest rannych.
Do wypadku doszło po godzinie 4 rano. Z nieznanych dotąd przyczyn bus wiozący ludzi dopracy zjechał z drogi i uderzył w drzewo. 
Kierowca, został zakleszczony w samochodzie. Niestety mimo reanimacji nie udało się go uratować. Rannych w wypadku zostało 13 osób, które trafiły do szpitala.

Na razie droga w miejscu wypadku jest zablokowana, a ruch poprowadzono objazdem przez miejscowość Dankowice.
mężczyzna trzymający rękę pod biurkiem
JEST SIĘ CZEGO BAĆ?

"Nie mogę przestać się masturbować! Co się ze mną dzieje?!"

Słowa kluczowe: 
W masturbacji nie ma nic złego, a wręcz przeciwnie! Dopóki stanowi urozmaicenie życia erotycznego nie ma się o co martwić, gorzej jeśli tylko taka forma daje satysfakcję. Co robić w takiej sytuacji?
Mimo że od masturbacji nie traci się wzroki, ani władzy w rękach może przysporzyć kłopotów.
Robię to zbyt często. Powinno być raz w tygodniu, żeby zaspokoić potrzeby, ale ja się masturbuje 3 – 4 razy dziennie! - pisze jeden z mężczyzn na forum. - Mój mąż robi to samo ale 2 razy dziennie jak się obudzi i w nocy jak śpię. Tak naprawdę to wykorzystuje każdą wolną chwilę,kiedy nie ma mnie w domu, żeby się masturbować. kupuje gazety i chowie pod wycieraczki w aucie – pisze jedna z użytkowniczek forum.
Kto się masturbuje?
Wszyscy. Zdaniem badaczy takie doświadczenia mamy już od niemowlęctwa do późnej starości, ale najbardziej intensywne są w okresie dojrzewania. Szacuje się, że masturbację praktykuje ok. 90 proc. chłopców i 60 proc. dziewcząt. W początkowej fazie onanizm wiąże się przede wszystkim z odkrywaniem przyjemności przy dotykaniu obszarów genitalnych, z czasem i w niektórych przypadkach zastępują „prawdziwy” seks.
Czy to choroba?
Mam chłopaka, jest mi z nim bardzo dobrze. Uprawiamy seks 1-2 razy w tygodniu. Od przeszło 4-5 lat masturbuję się. Robię to 5-6 razy w tygodniu. Zanim poznałam mojego obecnego chłopaka myślałam, że dojrzewam, że to nic złego i minie. Tak się nie stało. Jesteśmy ze sobą już prawie rok i wciąż nie przestałam tego robić. Kładę się wieczorem spać i nie mogę bez tego zasnąć – pisze jedna z forumowiczek.
Gdzie jest granica między niewinną zabawą a nałogiem? Badacze zgodnie podkreślają, że uzależnienie od masturbacji zdarza się niezwykle rzadko. Kłopoty zaczynają się w sytuacji gdy masturbacja:
- staje się mimowolnym nawykiem
- jest coraz częstsza i pojawia się w regularnych odstępach, do tego zaczyna zabierać coraz więcej czasu
- zaczyna oddziaływać na normalne życie (tj. generuje problemy małżeńskie, finansowe, zawodowe)
- powoli zaczynamy tracić nad nią kontrolę, potrzeba jest tak silna, że nie sposób jej się oprzeć.
Jestem uzależniony?
Bardzo częsta masturbacja może być jednym z objawów uzależnienia seksualnego w niektórych przypadkach zastępuje chorym „normalny” stosunek seksualny. Leczenie zaburzeń wymaga czasu i sporo cierpliwości, bez pomocy specjalisty wyjście z "nałogu" nie jest możliwe.

Symboliczne podsumowanie prezydentury. Usechł dąb posadzony przez Komorowskiego


Dodano: 01.09.2015 [09:11]
Symboliczne podsumowanie prezydentury. Usechł dąb posadzony przez Komorowskiego - niezalezna.pl
foto: arch.
W czasie uroczystości otwarcia zmodernizowanego Muzeum Pałacu w Rogalinie – które odbyły się 30 maja tego roku – ówczesny prezydent Bronisław Komorowski posadził dąb. Żołędzi z niego jednak się nie doczekamy, bo drzewo – po zaledwie trzech miesiącach od posadzenia – uschło.

Pan Bronisław Komorowski, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, dnia 30 maja 2015 roku posadził podczas wizyty wieńczącej zakończenie rewaloryzacji i modernizacji Zespołu Pałacowo-Parkowego w Rogalinie dąb szypułkowy Quercus robur L., wyhodowany z żołędzi zebranych z jednego z Dębów Rogalińskich o imieniu Lech” – głosi napis na tabliczce umieszczonej przy drzewie.

Jednak z tego dębu żołędzi nie będzie, bo drzewo – jak widać na zamieszczonych zdjęciach – uschło.




To zresztą nie pierwszy taki przypadek. Jak informowało w sierpniu ubiegłego roku Radio Gdańsk – Dąb Wolności, zasadzony dwa miesiące wcześniej przez Komorowskiego w Sopocie również usechł.

W tym kontekście dość symbolicznie brzmią słowa Bronisława Komorowskiego, który podczas sadzenia dębu w Sopocie powiedział: „Nie podlewajmy Dębu Wolności trucizną, jaką jest polityczna hipokryzja”...

Bolesne wyznanie Komarenki: Gdyby nie mama mój brat już by nie żył



Iwan Komarenko martwi się o brata
Iwan Komarenko z bratem i matką
Iwan Komarenko
Siergiej, Iwan i ich mama
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko z bratem i matką
Iwan Komarenko
Siergiej, Iwan i ich mama
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko z bratem i matką
Iwan Komarenko
Siergiej, Iwan i ich mama
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko
Iwan Komarenko
Brat znanego piosenkarza jest uzależniony od narkotyków. Najgorsze jest jednak to, że nie chce się leczyć. Choć Iwan Komarenko (39 l.) całe dorosłe życie spędził w Polsce, to nie zapomina o rodzinie, którą zostawił w Rosji. – Nie jest mi obojętne, co się dzieje w domu i w mojej ojczyźnie – mówi gwiazdor.
We wtorek Iwan Komarenko poleciał do Moskwy, gdzie z zespołem No Logo będzie kręcił antywojenny teledysk „Chociaż ptaki odleciały”.
– Będę w Rosji, ale nie pojadę do rodziców, bo nie będę miał czasu. Moi bliscy mieszkają aż w Lipecku – tłumaczy w rozmowie z Faktem Komarenko. Dodaje, że niedawno jego mama była u niego w Warszawie i stąd wie, co dzieje się z jego młodszym bratem Siergiejem.

– Jest uzależniony od kilku dobrych lat, od czasów wojska. Siergiej pracuje na zmiany. Po dniu pracy ma dwa dni wolne. Wtedy bierze narkotyki – opowiada piosenkarz. Dodaje, że jak brat nie ma pieniędzy na inne narkotyki, to bierze spice – tani narkotyk z Chin, który wygląda jak marihuana, a jego zażycie prowadzi do zatrucia i niewydolności oddechowej. Kilkadziesiąt osób zmarło po tym specyfiku.
– Po tym środku brat ma halucynacje. Ostatnio wyciągali go z rzeki, bo wydawało mu się, że nasza mama się topi i on tam skoczył, by ją ratować – mówi nam Iwan.
Martwi się o mamę, która na co dzień opiekuje się bratem i stara się go pilnować, żeby do pracy chodził świeży, zadbany. – Gdyby nie ona, brat na pewno by już nie żył. A mama jest już po „60” i sama miała ciężkie życie, a teraz, zamiast się nim cieszyć, musi pilnować brata – mówi piosenkarz.
Bardzo chciałby, aby brat się leczył. Załatwił mu nawet terapię w Polsce u jednego z księży w Małopolsce, jednak Siergiej odmówił. Komarenko jest załamany. Nie wie, co ma robić. –Jeżeli on sam nie zechce, to nikt go nie zmusi do leczenia – przyznaje ze smutkiem gwiazdor.