Lekarz stwierdził zgon 91-letniej Janiny Kołkiewicz z Ostrowa Lubelskiego. Ciało seniorki trafiło do kostnicy. Po kilku godzinach, gdy grabarz otworzył worek, zauważył, że kobieta porusza oczami i ręką. Na miejsce ponownie wezwano lekarkę, która potwierdziła, że pani Janina żyje. Nie stwierdzono potrzeby hospitalizacji, dlatego... została odwieziona do domu. Następnego dnia czuła się dobrze i - jak mówiła - niczego nie pamiętała.Zjawisko to określa się mianem syndromu Łazarza, nawiązując do biblijnego Łazarza, którego Jezus wskrzesił cztery dni po śmierci. Termin ten opisuje spontaniczny powrót krążenia po nieudanej reanimacji. W 2007 roku w czasopiśmie "Journal of the Royal Society of Medicine" opublikowano analizę 38 takich przypadków odnotowanych w latach 1982-2007. W 82 proc. z nich krążenie powracało w ciągu 10 minut od zakończenia reanimacji, a prawie połowa pacjentów nie doznała poważnych uszkodzeń neurologicznych.Przyczyny tego zjawiska nie są w pełni poznane. Lekarze wskazują kilka możliwych mechanizmów. Jednym z nich jest błędne stwierdzenie zgonu u pacjentów wychłodzonych lub z bardzo spowolnionymi funkcjami życiowymi. Inna teoria zakłada, że po zakończeniu reanimacji następuje opóźnione działanie leków, zwłaszcza adrenaliny. U niektórych osób powrót krążenia może być skutkiem spadku ciśnienia w klatce piersiowej po zaprzestaniu uciskania serca, co umożliwia przepływ krwi.
Choć medycyna zna coraz więcej podobnych przypadków, syndrom Łazarza pozostaje zjawiskiem rzadkim i trudnym do wyjaśnienia. Przypadek pani Janiny Kołkiewicz jest jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów tego fenomenu w Polsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz