Ta historia wstrząsnęła mieszkańcami jednej z podlaskich wsi. Według ustaleń Wirtualnej Polski rodzeństwo przez 30 lat miało nie opuszczać rodzinnego domu. Sprawą zajęła się prokuratura.
Rodzeństwo trzymane w izolacji pod Suwałkami
Dramat rodzeństwa rozegrał się w jednej ze wsi pod Suwałkami. Jak ustaliła WP, 47-letnie dziś rodzeństwo przez lata mogło przebywać w izolacji. Sąsiedzi nic nie podejrzewali. Wersja, jaką im przedstawiano, była taka, że wyjechali. Marzena miała udać się do klasztoru, a jej bliźniak Janusz - do pracy za granicę. W rzeczywistości prawdopodobnie nie opuścili nawet własnego domu. Przez nawet 30 lat.- Janusza widziałem na własne oczy, jechał z ojcem na traktorze. Lata temu mógł mieć kilkanaście, może dwadzieścia lat. Dziewczynę pamiętam z tutejszego wesela. Ładna, bawiła się na całego. Potem słyszało się, że wyjechali do miasta, uczyć się, do pracy, czy coś... - powiedział w rozmowie z WP jeden z sąsiadów. - W życiu nie będę już spokojny... Bo my tutaj żyliśmy sobie normalnie, a tam, w tym domu, ktoś mógł wyć o pomoc - dodał.
Sprawa wyszła na jaw po pogrzebie ojca
Podejrzenia pojawiły się na początku roku, kiedy zmarł 79-letni ojciec rodzeństwa. Wtedy sąsiedzi zaczęli dopytywać, dlaczego dzieci nie przyjechały na pogrzeb. - Na pogrzebie Jana, kiedy nikt nie widział dzieci, zaczęto o tym plotkować. Wdowa po Janie, Jadwiga, coś tu pokręciła. Jednym mówiła, że dzieci nie dostały wolnego z pracy albo że nie wróciły z zagranicy. Jeszcze innym powiedziała, że dzieci były na różańcu w kaplicy, ale nikt z uczestników modlitwy ich nie widział - opowiadała jedna z mieszkanek wsi.
Po tej sytuacji policja miała otrzymać anonimowe zgłoszenie. Mundurowi pojawili się na posesji. - Pierwszy raz coś takiego widzę. Ta brama zawsze była zamknięta, a po podwórku biegało osiem albo dziesięć psów. Nikt obcy nie miał szans tam wejść, ani listonosz, ani urzędnik, nawet ksiądz po kolędzie - mówiła WP jedna z mieszkanek.
Prokuratura bada sprawę
Po interwencji policji rodzeństwo trafiło do szpitala. To stamtąd przyszło pierwsze zawiadomienie do prokuratury. - Postępowanie jest na wczesnym etapie. Nikomu nie przedstawiono zarzutów. Weryfikujemy wszystkie informacje, które do nas docierają - powiedziała w rozmowie z WP prok. Katarzyna Bojarska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Suwałkach, która nie chciała zdradzać szczegółów sprawy. Obecnie Rodzeństwo przebywa w placówce psychiatrycznej.
W sprawie pojawia się też wątek siostry bliźniaków, nauczycielki w okolicznej szkole, która - jak twierdzą mieszkańcy wsi - normalnie funkcjonowała w społeczeństwie. Sąsiedzi obwiniają się, że przez lata nie zauważyli niczego podejrzanego. Spekulują, że powodem izolacji Marzeny i Janusza miała być ich rzekoma niepełnosprawność. Nikt jednak nie miał wstępu za bramę posesji, za którą przez lata rozgrywał się dramat rodzeństwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz