2026/06/15

 

Donald Tusk i jego współpracownicy zawsze chwalili się tym, jak to są szanowani i poważani w UE. Tyle, że brutalna prawda jest zupełnie inna. Szefowa unijnej dyplomacji, Kaja Kallas, ogłosiła listę nominacji dla 33 ambasadorów Unii Europejskiej oraz siedmiu zastępców szefów misji. Wynik dla naszego kraju? Okrągłe zero.
Na tej kluczowej liście nie znalazł się ani jeden przedstawiciel Polski, co oznacza całkowity brak naszej reprezentacji w niezwykle ważnym pakiecie stanowisk Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ). Mówimy o strukturach unijnej dyplomacji, która bezpośrednio odpowiada za delegatury UE oraz strategiczne kontakty z państwami trzecimi.
Podczas gdy polski rząd bezustannie karmił nas nadętą retoryką o powrocie do „współdecydowania” o losach Europy, rzeczywistość okazała się bezlitosna. Swoje pozycje w strukturach ESDZ koncertowo wzmacniają m.in. Niemcy, Francuzi, Włosi, Hiszpanie oraz Portugalczycy. Polska, mimo hucznie deklarowanych wpływów obecnej władzy w Brukseli, została całkowicie zmarginalizowana i nie uzyskała ani jednej nominacji.
Ten chwiejący się od dłuższego czasu mit o wyjątkowej skuteczności międzynarodowej Donalda Tuska właśnie ostatecznie upadł, obnażając głęboką słabość i polityczną bezradność tego rządu na arenie międzynarodowej. Okazuje się, że za uśmiechami do kamer i poklepywaniem po plecach nie idą żadne realne korzyści dla Polski.

Zamiast twardo walczyć o nasze interesy i obsadzać kluczowe stanowiska polskimi dyplomatami, obecna ekipa potrafi głównie potulnie przyjmować instrukcje z Brukseli. Tyle są właśnie warte hasła o tym, jak to Polska jest ważnym i szanowanym członkiem Unii Europejskiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz