2026/06/21

Tusk o skandalu w szpitalu: „Jest zło, głowy muszą polecieć”

 

„Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna” – stwierdził premier Donald Tusk. Zapowiedział konsekwencje dla tych, którzy przyzwalali lub korzystali w warszawskim szpitalu z „saloniku VIP” dla polityków KO.

Co się wydarzyło?

Rząd w trybie ekspresowym przyjął projekt ustawy, która pozwoli zbierać dane o wszystkich wynagrodzeniach konkretnych medyków w różnych placówkach za pomocą numer PESEL danego medyka. Choć trudno w to uwierzyć, to do tej pory nie było to możliwe. Dziś bowiem Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymuje ze szpitali i przychodni informacje o wynagrodzeniach pracowników, ale zanonimizowane. Dlatego nie sposób przypisać kontraktów do jednej osoby i ustalić łączną wysokość wynagrodzenia przypadającego na konkretnego medyka.

Projekt ustawy we wtorek został przyjęty przez rząd i jak zapewnił w środę premier Donald Tusk na spontanicznie zwołanej konferencji prasowej, ogłosił, iż „marszałek Włodzimierz Czarzasty zapewnił, że ustawę uda się przyjąć w trybie absolutnie ekspresowym”.

Projekt nie jest wpisany w harmonogram obecnego posiedzenia Sejmu, który rozpoczął się w środę i potrwa do piątku — ale nie jest wykluczone, że pojawi się tam ad hoc.

Szpital Południowy niczym ośmiorniczki

Ekspresowe przyjęcie przez rząd projektu ustawy, o której w środowisku lekarskim mówi się od kilku miesięcy, jest efektem skandalu, jaki upublicznił portal Zero.pl.

Chodzi bowiem o młodego lekarza-rezydenta Dawida Kacprzyka, który zarabiał horrendalne sumy na abstrakcyjnych i fałszywych dyżurach na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, którym kierował, trwających nawet 96 godzin ciągiem.

Kacprzyk był radnym dzielnicowym i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Został już usunięty ze struktur KO, ale afera ma drugie dno — w środę Patryk Słowik na łamach Zero.pl poinformował, że młody działacz partii stworzył nieformalną sieć dla kolegów z partii pozwalającą na omijanie kolejek w służbie zdrowia.

„Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin” – poinformował 17 czerwca na portalu Zero.pl Patryk Słowik.

Wykorzystywanie znajomości i politycznych konszachtów jest sporym problemem dla Koalicji Obywatelskiej — zwłaszcza że rządowa większość i tak boryka się ze spadkiem poparcia w sondażach i póki co przegrywa walkę o większość parlamentarną w nadchodzących w 2027 roku wyborach do Sejmu i Senatu.

Polecą głowy. Ale Kierwińskiego Tusk ocali

Donald Tusk ogłosił politykę zero tolerancji. Przekazał, że:

  • polecił kontrolę w Szpitalu Południowym i w zależności od jej wyników nie wyklucza zawiadomienia prokuratury
  • poprosił Najwyższą Izbę Kontroli o kontrolę we wszystkich placówkach w Polsce i zapowiedział konsekwencje polityczno-kadrowe

Wiadomo jedno — dojdzie do zmian w warszawskich strukturach KO. Nazwiska polityków, którzy korzystali z „saloników VIP” zna już Narodowy Fundusz Zdrowia. Tusk twierdzi, że pozna je również opinia publiczna.

„Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć się, jak było naprawdę. Chcę to wyjaśnić do samego spodu” – ogłosił Tusk. I zapewnił:

 Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna.

Premier i szef Koalicji Obywatelskiej jasno podkreślił, że chce, by za ten polityczno-obyczajowy skandal odpowiedzieli konkretni politycy z Warszawy, pod których auspicjami działa szpital.

„Jeśli saloniki VIP rzeczywiście miały miejsce, to muszą polecieć głowy” – ogłosił premier. I dodał, że jego ludzie kontaktowali się z warszawskim samorządem z pytaniem, jakie działania podjęto m.in. wobec dyrekcji szpitala.

Na pytanie, czy zdymisjonowany zostanie Marcin Kierwiński, który kieruje warszawskimi strukturami Koalicji Obywatelskiej, Tusk odpowiedział jednym słowem: „Nie”.

„Szpitali jest za dużo”

„System jest do zmiany, do radykalnej zmiany” – ogłosił premier. Zaapelował, by historia o nadużyciach, jakich dopuścił się Kacprzyk, nie stała się podwaliną do konfliktów między pacjentami a medykami, a punktem wyjścia do zmian w systemie publicznej opieki zdrowotnej.

„Nie ma żadnego powodu, by udawać, że można dalej tak jechać„ – mówił premier. Po poznaniu skali nieprawidłowości (dane te miałby dostarczyć NIK), Tusk zapowiada plan szerokich zmian systemowych. Wśród nich m.in. stworzenie górnego pułapu zarobków, czyli maksymalnej pensji, jaką miałby zarabiać medyk, zakaz łączenia praktyk prywatnych i tych w publicznym sektorze czy ograniczenie liczby szpitali, których zdaniem premiera w Polsce” jest za dużo”.

Czy to się uda? „Zanim wprowadzę te zmiany, muszę wiedzieć, że nie będzie to oznaczało radykalnego wydłużenia kolejek. Muszę znaleźć taki sposób, by lekarze nie pracowali mniej, ale nie drenowali przy tym systemu i nie wykorzystywali go” – ogłosił premier.

Polityczne tarapaty Platformy

Skandal w Warszawie z jednej strony stawia pytania o błędy w sektorze zdrowotnym i dziury systemowe. Z drugiej — jest pożarem, i to kolejnym, który wybuchł wewnątrz partii.

Tusk dopiero co wyciągał polityczną gaśnicę w Krakowie, gdzie odwołano prezydenta i byłego posła KO, Aleksandra Miszalskiego, po zaledwie dwóch latach rządów. W Krakowie trwa polityczna kampania prezydencka, a osobiście wskazana przez Donalda Tuska kandydatka, senatorka Monika Piątkowska, jest szeroko krytykowana.

We Wrocławiu Jacek Sutryk walczy z prokuratorskimi zarzutami dotyczącymi kupienia dyplomu w Collegium Humanum i wręczanymi w tym celu łapówkom. W Poznaniu z kolei dochodzi do personalnych zatargów w obrębie KO, czego symbolem są rezygnacje wiceprezydentów Poznania i wybory ich następców, które wywołały burze w wielkopolskiej KO — na tyle poważne, iż przegłosowanie wotum zaufania dla prezydenta stało pod znakiem zapytania. We wtorek Jacek Jaśkowiak został obrzucony tortem przez jednego z mieszkańców, a poziom społecznego niezadowolenia Poznaniaków rośnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz