W Warszawskim Szpitalu Południowym zmarł pacjent, którego ciało odnaleziono w toalecie dopiero po kilku godzinach. Portal Zero dotarł do nagrań z prosektorium, które mają wskazywać na próby ukrycia okoliczności śmierci przed prokuraturą i rodziną. Sprawą zajmuje się już prokuratura.Do zdarzenia doszło w sierpniu 2025 roku. Do Warszawskiego Szpitala Południowego trafił starszy mężczyzna z objawami ostrej biegunki, a lekarze zdecydowali o hospitalizacji, żeby nawodnić jego organizm. Około północy pacjent poszedł do łazienki. Personel znalazł go martwego dopiero o czwartej nad ranem. Badanie wykazało stężenie pośmiertne, co oznacza, że mężczyzna nie żył już od kilku godzin.
Sprawę nagłośnił były ordynator chirurgii tej placówki, doktor Emil Jędrzejewski. Z ujawnionych taśm wynika, że personel oddziału nie dopełnił obowiązków. „Powinni chociaż, kur*a, przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów. Oni poszli spać" – mówił na nagraniach koordynator prosektorium, opisując realia opieki w szpitalu.Dyrekcja zarządziła wewnętrzną sekcję zwłok
Zamiast powiadomić organy ścigania o nietypowym zgonie, kierownictwo placówki zdecydowało o przeprowadzeniu wewnętrznej sekcji zwłok. Zgodnie z procedurami decyzję o sekcji podjęła dyrekcja, choć — jak podkreśla jeden z uczestników — jej ostateczne przeprowadzenie zależało od patomorfologa, który mógł odmówić. Ówczesny koordynator prosektorium, Artur Habowski, przyznał w rozmowie z portalem Zero, że taka sytuacja mocno go zdziwiła.
„Faktycznie sytuacja, w której pacjent umiera w toalecie i zostaje znaleziony po wielu godzinach, jest niecodzienna. Byłem zdziwiony, że dyrekcja nie podjęła decyzji o przekazaniu sprawy do prokuratury" − mówił. Sam Habowski został później zwolniony, ale z powodu innych zarzutów, dotyczących nielegalnego promowania konkretnego zakładu pogrzebowego.Ukryte nagrania i rozmowy o tuszowaniu sprawy
Dziennikarze portalu Zero dotarli do nagrań, które w prosektorium potajemnie zarejestrował pomocnik sekcyjny, w tym czasie skonfliktowany już ze swoim przełożonym. Podczas sekcji obecni byli patomorfolog, koordynator Artur Habowski oraz właśnie pomocnik. To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było" — mówił Habowski do lekarza.
Ten odpowiedział krótko:
„Okej, no dobra".
Z zarejestrowanych rozmów wynika, że oględziny ciała rozpoczęto jeszcze przed wystawieniem formalnego zlecenia, a ich uczestnicy obawiali się wkroczenia śledczych. Koordynator mówił na nagraniu wprost, że chodziło o to, by prokurator nie zainteresował się tym, co wydarzyło się w szpitalu. Pytany później o te słowa tłumaczył, że z perspektywy czasu brzmią one źle, ale chodziło mu jedynie o poradzenie sobie z trudną sprawą.Rodzina nie poznała prawdziwych okoliczności śmierci
Dzień po sekcji kierownictwo prosektorium przekonywało bliskich, że mężczyzna zmarł wyłącznie z powodu zaawansowanej choroby serca i zaburzeń elektrolitowych wywołanych biegunką.
„Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca" — mówił rodzinie Habowski, przemilczając, że pacjent zmarł samotnie w toalecie.
Dziś Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów nadzoruje dochodzenie w sprawie nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia, a postępowanie jest w fazie in rem. Pełnomocnik autora nagrań, adwokat Maciej Zaborowski, zarzuca jednak śledczym opieszałość.„Pomimo złożenia wniosku o pilne przesłuchanie do dzisiaj prokuratura nie zainteresowała się sprawą. Moi klienci w każdym momencie gotowi są przekazać wszelkie nagrania" — mówi.
Władze Szpitala Południowego odmówiły komentarza. Była prezes zarządu placówki Anna Łukasik, odwołana po wybuchu afery, nie odpowiedziała na próby kontaktu, a spotkania odmówiła również minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz