Jak podaje włoska gazeta "Corriere Della Sera", w podróż razem z rodziną wybrał się ordynator placówki w Mediolanie, który miał czuwać nad bezpieczeństwem dziewczynki. Dziecko przez całą podróż miało oddychać dzięki butli tlenowej. Niestety już na samym początku pojawiły się problemy. Lot był opóźniony aż o kilka godzin. W pewnym momencie zaczęło brakować tlenu. Udało się znaleźć dwie zapasowe butle, ale one mogły starczyć jedynie na 90 minut, lot natomiast miał trwać 100 minut. W związku z tym lekarz poprosił pilota o przyspieszenie. Później okazało się, że temperatura dziecka zaczęła spadać, co mogło spowodować zatrzymanie akcji i tak słabego już serca.
Zdecydowano się na podwyższenie temperatury do maksimum. Lekarz wyjaśnił pasażerom, że to koniecznie. Mimo że wszyscy byli zgrzani, nikt nie protestował.
Na lotnisko Malpensa w Mediolanie udało się dotrzeć w 85 minut. Po wylądowaniu dziecko zostało zabrane przez pogotowie, a na drugi dzień zoperowane. Operacja się udała i cała trójka wróciła do Tunezji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz