2018/03/27

Tak policja wrabiała Tomasza Komendę. Mieli mordercę i wypuścili go na wolność

No cóż tak właśnie  wygląda  nasze  prawo .  Chcecie winnego to go dostaniecie , a czy naprawdę jest winny co to kogo obchodzi ?? Opinia publiczna żąda  ukarania sprawcy to go ukarzemy . No  i ukaraliśmy , a że niewinnego co to kogo obchodzi ???? Jednakże po 18 latach kogoś   zaczęło  obchodzić !!! Ale to nie zwróci 18 lat  Gehenny jakie przeżył niewinny   człowiek   za  kratami !!!!!                                                                                                                                                                                                                                           Po ponad 20 latach od tragicznej śmierci Małgosi Kwiatkowskiej jest jasne, że to przez nieudolność policjantów i prokuratorów jej oprawcy do dziś nie usłyszeli wyroków. Choć jeden z morderców składał zeznania już 4 dni po zbrodni, nie trafił do aresztu! Od pierwszego dnia dochodzenia wiadomo było, że oprawców było dwóch. Jeden – jak zeznali znajomi Małgosi – miał na imię Irek.
                                                                                                                                                                            Podejrzenia natychmiast padły na Ireneusza M. (43 l.) z sąsiedniej wioski, który był na tej samej imprezie. 4 stycznia 1997 roku zwyrodnialec szczegółowo opisał policjantowi, jak Małgosia była ubrana. – Jej skarpetki, które miała pod czarnymi rajstopami, były w czerwony wzór – zanotował sierż. sztab. Wiesław W. i nie skojarzył, że skarpetki Małgosi mógł widzieć tylko gwałciciel, który ją rozbierał!Ireneusz M. zeznał także, że feralnej nocy był ubrany w kurtkę 3/4. Świadkowie, którzy widzieli Małgosię pod dyskoteką w towarzystwie dwóch mężczyzn, zapamiętali, że jeden z nich miał właśnie taką kurtkę. Ireneusz M. przekonywał, że z podwórka, na którym odnaleziono martwą i nagą Małgosię, odjechał rowerem. Kłamał, bo policja nie odnalazła śladów kół na śniegu.
Mimo że z jego zeznań wynikało, że musiał mieć związek z zabójstwem, po przesłuchaniu policjanci go zwolnili. Trzy lata później policja i prokuratura o zbrodnię oskarżyły przypadkowego człowieka – Tomasza Komendę (42 l.). Sąd posłał go za kraty na 25 lat. Na początku 2017 roku specjalna grupa śledczych jeszcze raz przeanalizowała dowody i zeznania świadków.
Ireneusz M. usłyszał w końcu zarzut gwałtu ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa. Przed oblicze prokuratora trafił z więzienia, gdzie siedzi za inne gwałty. Wtedy ekshumowano także ciało Małgosi. Badania potwierdziły, że Ireneusz M. w noc jej śmierci był na miejscu zbrodni. Te same ekspertyzy doprowadziły do uwolnienia Komendy. 

                                                                                                                                                                                                                                                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz