25.11.2015 09:00
Wystawa zdjęć przedstawiających Tadeusza Mazowieckiego i polityków, z którymi współpracował, wywołała taką falę agresji, że zlikwidowano ją tydzień wcześniej.
Ekspozycja pt. "Ale nam się wydarzyło!" składa się z blisko 30 plansz ze zdjęciami autorstwa Zdzisława Walczuka. W latach 80. brał on udział w drukowaniu i kolportowaniu podziemnych wydawnictw. Jest członkiem Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Fotografuje od kilkunastu lat. Rejestruje wydarzenia polityczne. Ostatnią wystawę poświęcił pierwszemu premierowi III RP Tadeuszowi Mazowieckiemu i innym politykom, których nazwał "twórcami i bohaterami 'Solidarności'". Są to jednak głównie osoby związane dawniej z Unią Wolności, potem z Platformą Obywatelską, m.in. Donald Tusk, Bronisław Komorowski,Hanna Gronkiewicz-Waltz i prof. Władysław Bartoszewski.
- Robiłem też zdjęcia polityków z innych partii - Lecha Kaczyńskiego czy Aleksandra Kwaśniewskiego, ale tu pokazałem ludzi ze środowiska Tadeusza Mazowieckiego - tłumaczy Zdzisław Walczuk, gdy go pytamy o dobór bohaterów.
Wystawę od początku listopada można było oglądać w holu Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście przy ul. Świętojańskiej 5. Zapowiadały ją trzy umieszczone w oknach zdjęcia Tadeusza Mazowieckiego: z rodziną, z prof. Bartoszewskim i Krzysztofem Skubiszewskim.
Sprzeciw po raz pierwszy
- Wystawy o premierze Mazowieckim i prof. Bartoszewskim urządzałem jeszcze za ich życia. O Tadeuszu Mazowieckim była w 2011 roku w Centrum Jana Nowaka-Jeziorańskiego. O Władysławie Bartoszewskim w jego ostatnie urodziny, w lutym 2015 roku, w Centralnej Bibliotece Rolniczej. W październiku przeniosłem ją do Biblioteki Publicznej przy Świętojańskiej. Nikt przeciw nim nie protestował - mówi Zdzisław Walczuk.
Dopiero wystawa przy Świętojańskiej napotkała sprzeciw. Miała być czynna do końca listopada. Ale wkrótce po jej otwarciu do biblioteki zaczęły przychodzić osoby mówiące, że nie życzą sobie tej ekspozycji.
- Mówiły, że nie podoba im się pokazywanie premiera Mazowieckiego, prezydenta Komorowskiego czy prezydent Gronkiewicz-Waltz. Pani kierownik biblioteki przyjęła kilkadziesiąt skarg. Nie chcę ich powtarzać, bo były pełne obelg wobec osób na zdjęciach - opowiada Maria Wysocka, wicedyrektorka Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście.
Zniszczone zdjęcia
Bibliotekarze odbierali też telefony z protestami. Kilka dni temu ktoś przysłał e-mail: "Gdzie jak gdzie, ale w ośrodku oświaty i edukacji historycznej, bibliotece, nie można pozwolić na gloryfikowanie kłamstwa, chyba, że jest się tak głęboko nieświadomym i nie wie się skąd pochodzą te elyty, często przestępcze i antypolsko-kosmopolityczni pogrobowcy KC PZPR" [pisownia oryginalna].
Na krytyce się nie skończyło. Niektóre zdjęcia zostały zniszczone. Ktoś porysował je ostrym narzędziem. Największą wściekłość wyładował na fotografii Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Władysława Bartoszewskiego z logo PO za plecami. Na zdjęciu komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich 2010 roku porysowana została twarz Hanny Gronkiewicz-Waltz. Porządku w holu pilnuje szatniarz, ale siedzi w sąsiednim pomieszczeniu i nie zauważył wandali.
- Mieliśmy wiele wystaw, ale takie rzeczy nigdy nam się nie zdarzały. Żeby tego uniknąć, musielibyśmy zatrudnić strażnika - mówi wicedyrektorka Wyszyńska.
"Nie chciałem narażać biblioteki"
Słowny i fizyczny atak na wystawę skłonił bibliotekarzy do zdjęcia części plansz. Zniknęły z okien. Gdy w poniedziałek zobaczył to Zdzisław Walczuk, tego samego dnia rozebrał ekspozycję, nie czekając do planowanego zamknięcia. - Byłam temu przeciwna. To przecież nasza historia, pierwszy premier III RP - opowiada Maria Wyszyńska.
- Nie chciałem narażać biblioteki. Jacyś szaleńcy mogą walnąć cegłą w okno - twierdzi Zdzisław Walczuk. Dodaje, że wcześniej naciskano też na niego, by usunął niektóre zdjęcia. - Nie powiem, kto to był, ale na taką cenzurę nie mogłem się zgodzić. Sądzę, że gdybym usunął zdjęcia, które wywoływały agresję, to następnego dnia zniszczono by kolejne.
- Robiłem też zdjęcia polityków z innych partii - Lecha Kaczyńskiego czy Aleksandra Kwaśniewskiego, ale tu pokazałem ludzi ze środowiska Tadeusza Mazowieckiego - tłumaczy Zdzisław Walczuk, gdy go pytamy o dobór bohaterów.
Wystawę od początku listopada można było oglądać w holu Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście przy ul. Świętojańskiej 5. Zapowiadały ją trzy umieszczone w oknach zdjęcia Tadeusza Mazowieckiego: z rodziną, z prof. Bartoszewskim i Krzysztofem Skubiszewskim.
Sprzeciw po raz pierwszy
- Wystawy o premierze Mazowieckim i prof. Bartoszewskim urządzałem jeszcze za ich życia. O Tadeuszu Mazowieckim była w 2011 roku w Centrum Jana Nowaka-Jeziorańskiego. O Władysławie Bartoszewskim w jego ostatnie urodziny, w lutym 2015 roku, w Centralnej Bibliotece Rolniczej. W październiku przeniosłem ją do Biblioteki Publicznej przy Świętojańskiej. Nikt przeciw nim nie protestował - mówi Zdzisław Walczuk.
Dopiero wystawa przy Świętojańskiej napotkała sprzeciw. Miała być czynna do końca listopada. Ale wkrótce po jej otwarciu do biblioteki zaczęły przychodzić osoby mówiące, że nie życzą sobie tej ekspozycji.
- Mówiły, że nie podoba im się pokazywanie premiera Mazowieckiego, prezydenta Komorowskiego czy prezydent Gronkiewicz-Waltz. Pani kierownik biblioteki przyjęła kilkadziesiąt skarg. Nie chcę ich powtarzać, bo były pełne obelg wobec osób na zdjęciach - opowiada Maria Wysocka, wicedyrektorka Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście.
Zniszczone zdjęcia
Bibliotekarze odbierali też telefony z protestami. Kilka dni temu ktoś przysłał e-mail: "Gdzie jak gdzie, ale w ośrodku oświaty i edukacji historycznej, bibliotece, nie można pozwolić na gloryfikowanie kłamstwa, chyba, że jest się tak głęboko nieświadomym i nie wie się skąd pochodzą te elyty, często przestępcze i antypolsko-kosmopolityczni pogrobowcy KC PZPR" [pisownia oryginalna].
Na krytyce się nie skończyło. Niektóre zdjęcia zostały zniszczone. Ktoś porysował je ostrym narzędziem. Największą wściekłość wyładował na fotografii Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Władysława Bartoszewskiego z logo PO za plecami. Na zdjęciu komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich 2010 roku porysowana została twarz Hanny Gronkiewicz-Waltz. Porządku w holu pilnuje szatniarz, ale siedzi w sąsiednim pomieszczeniu i nie zauważył wandali.
- Mieliśmy wiele wystaw, ale takie rzeczy nigdy nam się nie zdarzały. Żeby tego uniknąć, musielibyśmy zatrudnić strażnika - mówi wicedyrektorka Wyszyńska.
"Nie chciałem narażać biblioteki"
Słowny i fizyczny atak na wystawę skłonił bibliotekarzy do zdjęcia części plansz. Zniknęły z okien. Gdy w poniedziałek zobaczył to Zdzisław Walczuk, tego samego dnia rozebrał ekspozycję, nie czekając do planowanego zamknięcia. - Byłam temu przeciwna. To przecież nasza historia, pierwszy premier III RP - opowiada Maria Wyszyńska.
- Nie chciałem narażać biblioteki. Jacyś szaleńcy mogą walnąć cegłą w okno - twierdzi Zdzisław Walczuk. Dodaje, że wcześniej naciskano też na niego, by usunął niektóre zdjęcia. - Nie powiem, kto to był, ale na taką cenzurę nie mogłem się zgodzić. Sądzę, że gdybym usunął zdjęcia, które wywoływały agresję, to następnego dnia zniszczono by kolejne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz