2015/11/25

Jeśli pozwolisz, że Zarażę Cię Bogiem to nie będzie Ci straszna żadna choroba

Czuwać czy oczekiwać?

CZUWAĆ CZY OCZEKIWAĆ?

Kazano mi napisać coś na temat oczekiwania. Za chwilę zacznie się adwent – a więc temat jest jak najbardziej aktualny. Spróbuję więc nieco zmierzyć się z tym  tematem.
Zazwyczaj oczekiwanie w Piśmie Świętym jest związane z jakąś Bożą interwencją. Motywem przewodnim  zazwyczaj  jest  ból, strach, ciemność  lub opuszczenie przez  Boga. W Psalmie 130 czytamy – „Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy świtu, Niech Izrael wygląda Pana. U Pana bowiem jest łaskawość i obfite odkupienie” Co jest powodem tak intensywnego oczekiwania? Z kontekstu wynika, że jakaś „głębokość”, w której znajduje się autor. Dalej okazuje się, że tą głębokością  jest grzech!
To dość rewolucyjne odkrycie – przecież logicznie myśląc – lepiej by było gdyby właśnie wtedy Bóg nie przychodził. W człowieku, który trwa w grzechu pojawia się raczej myśl ucieczki przed Bogiem, aby Ten czasem nie ukarał. Autor psalmu wskazuje na coś odwrotnego. Jakby chciał powiedzieć – Tylko Ty Boże jesteś w stanie mnie wyrwać z tej ciemności, jesteś przecież pełen łaski i  miłosierdzia.
W księdze Izajasza w 26 rozdziale można wyczytać jeszcze jeden powód oczekiwania. Do Boga zwracają się sprawiedliwi, którzy są prześladowani. Są tacy, którzy żyją w  grzechu, ale w Bogu nie pokładają nadziei, dlatego owi sprawiedliwi liczą na Bożą pomoc. „Także na ścieżce Twoich sądów, o Panie, my również oczekujemy Ciebie; imię Twoje i pamięć o Tobie to upragnienie duszy. Dusza moja pożąda Ciebie w nocy, duch mój – poszukuje Cię w mym wnętrzu…” I tutaj pojawia się element ciemności i głębi. Bóg jest rozpoznawalny jako Ten, który może uwolnić od prześladowcy. Podobnie jest w księdze  Jeremiasza w rozdziale 29 – „Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość,  jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was  wysłucham”
Oczekiwanie więc na interwencję Boga – przepełnione ma być nadzieją, bowiem w życie często przepełnione ciemnością – ma wejść nowa jakość – światłość!
Kiedyś ks. Piotr Pawlukiewicz mówił, że człowiek posiada w swoim wnętrzu ambasadę, w której można spotkać Boga. Ona znajduje się w najgłębszych ludzkich pokładach – a tym miejscem jest nasz duch. Niestety człowiek, który upada w grzech, pozwala do tej ambasady wkroczyć szatanowi. Ten zmienia obraz ludzkiego patrzenia. Bóg może wtedy stać się wrogiem, a świat zamiast być dostrzegalnym w radosnych pełnych pokoju barwach, staje się szary, niebezpieczny, przerażający. Brak kontaktu z Bogiem, brak Jego obecności w naszym duchu powoduje, że człowiek traci Boże  TCHNIENIE – a więc życie. „Cóż jest bez Twojego Tchnienia – tylko cierń i nędza”
Oto ludzka głębia, która została powierzona złu. Trudno tam dojrzeć Boga. Jedyną szansą na wolność staje się zwrócenie tego miejsca właścicielowi.
W prologu Ewangelii według św. Jana – Słowo stało się ciałem  i przyszło do swojej własności – a swoi Go nie przyjęli. Można trwać w grzechu i nie pozwolić się przemienić. Ale można oczekiwać Tego, który  przywróci harmonię i porządek.
To oczekiwanie Boga – ma więc podwójny wymiar. Ogólnoludzki – kiedy Bóg, przychodzi na świat, aby zadać śmierć grzechowi – rodzi się  dla świata, oraz Bóg przychodzący do naszego ducha, aby uwolnić od panowania szatana – rodzi  się  dla każdego  z nas indywidualnie. Jedna i druga opcja jest przepełniona nadzieją i może dać pokój. Dlatego oczekiwanie na Boga nie jest smutne. Jest to czas radosny – bo Bóg jest blisko. Sam obiecuje, że modlącego nie pozostawi samego. W oczekiwaniu nie ma jeszcze pełni wolności i wyzwolenia, ale jest zapowiedź zbliżającej się radości. To już  jest przedsmak nieba!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz