2016/06/14

„Rosja zyskała tajne dane, a PO władzę absolutną”. Ta katastrofa ma drugie dno!

„Na katastrofie smoleńskiej bez wątpienia ktoś skorzystał” – zgodnie twierdzi duża grupa polityków będących przez pamiętnych 8 lat w opozycji. Ciekawą teorię przesłała do nas również jedna z czytelniczek. Ot, niby jedna z wielu opinii, które do nas docierają, jednak fakty w ostatnim czasie zaczynają się układać w logiczną całość.
„PO zależało aby nie wyjaśnić. PO zależało na zatajeniu prawdy o Smoleńsku. Dla „Komorowsiego” była doskonałą furtką do absolutnej pełni władzy mafii PO. Rosjanie zyskali tajne wojskowe dane z telefonów ofiar, których tysiące agentów by nie zdobyło!” – pisze Pani Zofia po jednej z publikacji o Smoleńsku.
Jak wiadomo, rząd Donalda Tuska a później Ewy Kopacz nie walczył heroicznie o wyjaśnienie przyczyn tragedii pod Smoleńskiem, ani nawet odzyskanie wraku, z którego ponoć mało co zostało. W kwietniu 2010 docierały do nas coraz bardziej szokujące wieści, między innymi o tym, że ktoś aż 3 razy korzystał z telefonu prezydenta Kaczyńskiego, już po runięciu maszyny na ziemię.
Sprawa nigdy nie została bez reszty wyjaśniona, a wręcz od razu przez prokuraturę wojskową umorzona. „Fakt” donosił też o rzekomym korzystaniu z komputerów ofiar, również już po katastrofie oraz nierzetelnym zabezpieczeniu pendrive-ów, kart pamięci i innych nośników danych należących do ofiar.
Do tego dochodzą ostatnie słowa Wojciecha Sumlińskiego, które zwolennicy Platformy Obywatelskiej z uporem maniaka nazywają insynuacjami. Jednakże na jeden argument nigdy nie mają odpowiedzi: gdyby takie insynuacje nie były karalne, to większość polityków obrzucałaby się nimi wzajemnie. Gdyby więc Sumliński opowiadał głupoty, Komorowski mógłby pozwać go do sądu i jeszcze na tym zarobić. Nie robi tego. Wróć! Obaj panowie już raz spotkali się na wokandzie. Sumliński został uniewinniony, bo posiadał niezbite dowody potwierdzające słowa o Komorowskim, które często wypowiada i które zawiera w swoich książkach.
Ale do rzeczy.
– Mam dowody na to, że Bronisław Komorowski był reprezentantem rosyjskich interesów w Polsce – mówił 2 tygodnie temu w TVP Wojciech Sumliński, dziennikarz śledczy, publicysta, autor m.in. książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.
Jeśli to prawda, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to że tak jest, to zdaje się że wiemy, dlaczego zginąć musiał Lech Kaczyński i znaczna część jego Kancelarii. Prezydent Kaczyński nie układał się z Putinem, interweniował gdy Rosja dokonywała agresji na Gruzję, a to nie mogło podobać się Federacji Rosyjskiej.
Na dodatek na obchody 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej, które miały odbyć się 10.04.2010 Kaczyński nie został zaproszony. Donaldowi Tuskowi i spółce również bardzo zależało na tym, aby polskiego prezydenta tam zabrakło. Czyż to nie ironia losu, że głowa naszego państwa zginęła w takiej atmosferze i w tak niewyjaśnionych okolicznościach?
Bracia Kaczyńscy dla Platformy i późniejszego koalicjanta – PSL-u – byli największymi politycznymi przeciwnikami i przeszkodami w realizowaniu swoich celów. Po śmierci prezydenta Kaczyńskiego, masowo „popełniać samobójstwa” zaczęli jego zwolennicy, a już w szczególności ci, którym zależało na obaleniu smoleńskich kłamstw.
Jeśli obecna władza zdecyduje się zebrać wszystkie dowody do kupy i przekazać opinii publicznej, to być może przestaniemy być nazywani zwolennikami teorii spiskowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz