Pielęgniarki domagają się podwyżek, szykują strajk podczas ŚDM
19.07.2016 07:00
Podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II może dojść do strajku. Pielęgniarki z placówki, która w razie potrzeby ma przyjmować najważniejszych uczestników uroczystości, domagają się podwyżek. Dyrektor szpitala nie chce się na to zgodzić.
- Jestem spokojny o zabezpieczenie medyczne podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie - mówił na początku lipca wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz, stojąc przed Szpitalem im. Jana Pawła II w Krakowie. To w nim w razie konieczności będą przyjmowane VIP-y: w placówce rezerwowano 55 łóżek, w tym 10 na oddziale intensywnej terapii i sześć na oddziale zakaźnym dla dzieci. Na izbie przyjęć ma pracować dwa razy tyle osób.
W tym samym czasie gdy wiceminister chwalił przygotowanie szpitala, pielęgniarki wywieszały po drugiej stronie budynku flagi i transparenty z hasłem: "Pogotowie strajkowe". W niewyjaśnionych okolicznościach hasła znikły kilka dni temu. Problem jednak nie zniknął.
Planu awaryjnego na taką sytuację nie ma
Członkinie Związku Zawodowego Pielęgniarek myślą o zorganizowaniu strajku podczas Światowych Dni Młodzieży. Domagają się podwyżek nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich pracowników. Jak udało nam się ustalić nieoficjalnie - od 150 do 400 zł.
Wicemarszałek województwa Wojciech Kozak, któremu podlega szpital, mówi: - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Nawet jeśli personel nie odejdzie od łóżek, a jedynie oflaguje szpital i będzie okupował gabinet dyrekcji, wydźwięk będzie fatalny. Nie możemy dopuścić, by najważniejsi goście ŚDM byli przyjmowani w takich warunkach.
Może to być jednak trudne do uniknięcia, bo planu awaryjnego na taką sytuację nikt nie przygotował.
Wicemarszałek Kozak jest już po spotkaniu z pielęgniarkami. Dziś ma rozmawiać z dyrektorką szpitala Anną Prokop-Staszecką. Ta jednak jest nieugięta i nie chce słyszeć o podwyżkach. - Pielęgniarki w naszym szpitalu zarabiają najwięcej w Małopolsce. W ciągu sześciu lat ich pensja wzrosła o ponad 130 proc. i teraz wynosi średnio około 5 tys. zł brutto - mówi "Wyborczej".
- Ja jestem stary, a mój wnuk mały. Średnio jesteśmy więc jeszcze całkiem młodzi - komentuje te statystyczne wyliczenia wicemarszałek Kozak, który ma nadzieję, że uda mu się przekonać dyrektor szpitala do podwyżek. Nie mówi jednak, czy zarząd województwa byłby skłonny dać na ten cel dodatkowe pieniądze, czy też szpital powinien wysupłać je z własnego budżetu.
Chcą poniesienia pensji zasadniczej
W sumie w lecznicy pracuje 770 pielęgniarek. Najmniej (około 2140 zł brutto) zarabiają te, które są tuż po studiach lub nie mają wyższego wykształcenia, są zatrudnione w przychodniach. Najwięcej (pensja zasadnicza około 3100 zł brutto) zarabiają pielęgniarki na oddziałach intensywnej terapii i salach pooperacyjnych.
Jeśli doliczyć do tego dodatkowe dyżury, nagrody, wczasy pod gruszą, to może się zebrać 5 tys. zł, o których mówi Anna Prokop-Staszecka. - To są pieniądze, które zarabiamy dodatkowym kosztem: rodziny, nieprzespanych nocy, zdrowia. Nam chodzi o poniesienie pensji zasadniczej - tłumaczy Agata Kaczmarczyk, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek.
Jak się dowiadujemy, pielęgniarki podwyżki miały obiecane już w 2012 r., kiedy podpisały porozumienie z dyrekcją szpitala. Pieniędzy nie dostały. Dyrekcja zerwała umowę. - Podpisałyśmy porozumienie o podwyżkach pod warunkiem, że Narodowy Fundusz Zdrowia wypłaci nam pieniądze za nadwykonania. Nie wypłacił, więc o podwyżkach nie mogło być mowy - tłumaczy Anna Prokop-Staszecka. I dodaje: - Od kilku lat chodzę po polu minowym, bo pielęgniarki wciąż grożą mi strajkiem. Piszą na mnie skargi do marszałka i wojewody, a ja się pytam, czemu tylko im mam dawać podwyżki. Są jeszcze sekretarki, lekarze...
Szpitala nie stać na podwyżki
W sumie żądania pielęgniarek to kwota między 1,4 a 4 mln zł rocznie. - Straciliśmy właśnie 10 mln zł przez obniżenie wyceny świadczeń kardiologicznych. Szpitala nie stać na podwyżki. Czy mam zacząć zwalniać ludzi, żeby pielęgniarki dostały to, czego żądają? - pyta dyrektor Prokop-Staszecka. I podkreśla, że strajk podczas Światowych Dni Młodzieży to świadome działanie na niekorzyść pacjentów i całego miasta.
Pielęgniarki nie chcą na razie powiedzieć, jaką formę miałby przybrać strajk. Nieoficjalnie mówi się o oflagowaniu szpitala i okupacji gabinetu dyrektor. Liczą jednak, że do strajku nie dojdzie. - Jesteśmy w trakcie negocjacji z marszałkiem i ufamy, że nam pomoże - mówi przewodnicząca ZZP.
O pogotowiu strajkowym wie też wojewoda Józef Pilch, który jest odpowiedzialny za organizację opieki medycznej podczas Światowych Dni Młodzieży. - Jest w stałym kontakcie z dyrekcją szpitala - informuje jego rzecznik Krzysztof Marcinkiewicz.
W tym samym czasie gdy wiceminister chwalił przygotowanie szpitala, pielęgniarki wywieszały po drugiej stronie budynku flagi i transparenty z hasłem: "Pogotowie strajkowe". W niewyjaśnionych okolicznościach hasła znikły kilka dni temu. Problem jednak nie zniknął.
Planu awaryjnego na taką sytuację nie ma
Członkinie Związku Zawodowego Pielęgniarek myślą o zorganizowaniu strajku podczas Światowych Dni Młodzieży. Domagają się podwyżek nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich pracowników. Jak udało nam się ustalić nieoficjalnie - od 150 do 400 zł.
Wicemarszałek województwa Wojciech Kozak, któremu podlega szpital, mówi: - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Nawet jeśli personel nie odejdzie od łóżek, a jedynie oflaguje szpital i będzie okupował gabinet dyrekcji, wydźwięk będzie fatalny. Nie możemy dopuścić, by najważniejsi goście ŚDM byli przyjmowani w takich warunkach.
Może to być jednak trudne do uniknięcia, bo planu awaryjnego na taką sytuację nikt nie przygotował.
Wicemarszałek Kozak jest już po spotkaniu z pielęgniarkami. Dziś ma rozmawiać z dyrektorką szpitala Anną Prokop-Staszecką. Ta jednak jest nieugięta i nie chce słyszeć o podwyżkach. - Pielęgniarki w naszym szpitalu zarabiają najwięcej w Małopolsce. W ciągu sześciu lat ich pensja wzrosła o ponad 130 proc. i teraz wynosi średnio około 5 tys. zł brutto - mówi "Wyborczej".
- Ja jestem stary, a mój wnuk mały. Średnio jesteśmy więc jeszcze całkiem młodzi - komentuje te statystyczne wyliczenia wicemarszałek Kozak, który ma nadzieję, że uda mu się przekonać dyrektor szpitala do podwyżek. Nie mówi jednak, czy zarząd województwa byłby skłonny dać na ten cel dodatkowe pieniądze, czy też szpital powinien wysupłać je z własnego budżetu.
Chcą poniesienia pensji zasadniczej
W sumie w lecznicy pracuje 770 pielęgniarek. Najmniej (około 2140 zł brutto) zarabiają te, które są tuż po studiach lub nie mają wyższego wykształcenia, są zatrudnione w przychodniach. Najwięcej (pensja zasadnicza około 3100 zł brutto) zarabiają pielęgniarki na oddziałach intensywnej terapii i salach pooperacyjnych.
Jeśli doliczyć do tego dodatkowe dyżury, nagrody, wczasy pod gruszą, to może się zebrać 5 tys. zł, o których mówi Anna Prokop-Staszecka. - To są pieniądze, które zarabiamy dodatkowym kosztem: rodziny, nieprzespanych nocy, zdrowia. Nam chodzi o poniesienie pensji zasadniczej - tłumaczy Agata Kaczmarczyk, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek.
Jak się dowiadujemy, pielęgniarki podwyżki miały obiecane już w 2012 r., kiedy podpisały porozumienie z dyrekcją szpitala. Pieniędzy nie dostały. Dyrekcja zerwała umowę. - Podpisałyśmy porozumienie o podwyżkach pod warunkiem, że Narodowy Fundusz Zdrowia wypłaci nam pieniądze za nadwykonania. Nie wypłacił, więc o podwyżkach nie mogło być mowy - tłumaczy Anna Prokop-Staszecka. I dodaje: - Od kilku lat chodzę po polu minowym, bo pielęgniarki wciąż grożą mi strajkiem. Piszą na mnie skargi do marszałka i wojewody, a ja się pytam, czemu tylko im mam dawać podwyżki. Są jeszcze sekretarki, lekarze...
Szpitala nie stać na podwyżki
W sumie żądania pielęgniarek to kwota między 1,4 a 4 mln zł rocznie. - Straciliśmy właśnie 10 mln zł przez obniżenie wyceny świadczeń kardiologicznych. Szpitala nie stać na podwyżki. Czy mam zacząć zwalniać ludzi, żeby pielęgniarki dostały to, czego żądają? - pyta dyrektor Prokop-Staszecka. I podkreśla, że strajk podczas Światowych Dni Młodzieży to świadome działanie na niekorzyść pacjentów i całego miasta.
Pielęgniarki nie chcą na razie powiedzieć, jaką formę miałby przybrać strajk. Nieoficjalnie mówi się o oflagowaniu szpitala i okupacji gabinetu dyrektor. Liczą jednak, że do strajku nie dojdzie. - Jesteśmy w trakcie negocjacji z marszałkiem i ufamy, że nam pomoże - mówi przewodnicząca ZZP.
O pogotowiu strajkowym wie też wojewoda Józef Pilch, który jest odpowiedzialny za organizację opieki medycznej podczas Światowych Dni Młodzieży. - Jest w stałym kontakcie z dyrekcją szpitala - informuje jego rzecznik Krzysztof Marcinkiewicz.
Cały tekst: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,20419619,pielegniarki-domagaja-sie-podwyzek-szykuja-strajk-podczas-sdm.html#ixzz4FAGafAnI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz