2026/01/28

Bezdomna seniorka na klatce schodowej. Kraków zdał trudny egzamin z empatii

 

Przez blisko dziesięć godzin 74-letnia bezdomna kobieta z Ukrainy, głodna i wychłodzona, czekała w jednej z klatek schodowych na krakowskiej Rżące na realną pomoc instytucji, które z założenia powinny reagować natychmiast. Historia, która wydarzyła się przy ulicy Schweitzera, pokazuje brutalne zderzenie ludzkiej tragedii z proceduralną bezradnością służb. Sprawę nagłośniło Radio Kraków.

We wtorkowy poranek mieszkańcy jednego z bloków zauważyli skuloną pod skrzynkami pocztowymi starszą kobietę. Seniorka, przedstawiająca się jako 74-letnia Galina z Zaporoża, nie mówiła po polsku, ale jasno dała do zrozumienia, że od trzech dni nic nie jadła i nie ma dokąd pójść. Lokatorzy natychmiast przynieśli jedzenie, herbatę, koce i próbowali znaleźć dla niej bezpieczne schronienie. Jednocześnie rozpoczęła się wielogodzinna batalia telefoniczna z instytucjami pomocowymi.

Na miejsce przyjechała policja, która – jak relacjonują świadkowie – nie mogła podjąć interwencji, ponieważ kobieta nie była agresywna, nietrzeźwa ani nie łamała prawa. Kolejne próby kontaktu z noclegowniami, ogrzewalniami, organizacjami pomocowymi, a nawet ukraińskim konsulatem kończyły się odmową lub brakiem reakcji. MOPSinformował o trzydniowym terminie na udzielenie wsparcia przez streetworkerów. Dla przemarzniętej seniorki oznaczało to kolejną noc bez dachu nad głową.

Przełom nastąpił dopiero po ponownej interwencji straży miejskiej. Funkcjonariuszka, która spędziła z kobietą i mieszkańcami ponad godzinę, wykazała się determinacją i doprowadziła do znalezienia miejsca w noclegowni interwencyjnej w Nowej Hucie. Ostatecznie około godziny 18.40 seniorka została przewieziona do schroniska, gdzie uzyskała opiekę i możliwość dłuższego pobytu.

Sprawa wywołała poruszenie wśród mieszkańców i ponownie postawiła pytanie o realną skuteczność systemu pomocy osobom bezdomnym w Krakowie. Policja tłumaczy swoje działania obowiązującymi przepisami, a MOPS zapewnia, że miejsca interwencyjne są dostępne. Historia z Rżąki pokazuje jednak, że w praktyce pomoc może utknąć między procedurami, a ciężar ratowania człowieka spada na zwykłych mieszkańców i pojedynczych funkcjonariuszy wykazujących się empatią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz