Konflikt z Polską może utrudnić Ukrainie drogę do UE — ostrzegł niemiecki "FAZ". Tomasz Bielecki, analityk zespołu badawczego "Polityki Insight", w rozmowie z "Faktem" wskazuje, że chociaż blokowanie kolejnych rozdziałów rozmów jest możliwe, "to nie byłaby standardowa sytuacja". — Zgoda na akcesję lub jej brak nie jest doraźną sprawą — wyjaśnia. Podkreśla znaczenie związanego z tym "rachunku".
— Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować — powiedział Wołodymyr Zełenski nieco ponad tydzień po tym, jak Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego w związku z nadaniem ukraińskiej jednostce imienia "Bohaterów UPA".W ocenie niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" polsko-ukraiński konflikt o historię może "trwale obciążyć całokształt relacji między Ukrainą a Unią Europejską". Jak ocenił w programie "Onet Rano" Andrzej Szejna, "w tych negocjacjach akcesyjnych mamy bardzo mocną kartę przetargową, bo na członkostwo Ukrainy w UE musimy się zgodzić". Przy zamykaniu konkretnych rozdziałów będziemy dbać o interes Polski. On jest zdefiniowany w kilku punktach: pierwszym jest zadośćuczynienie pamięci historycznej i ofiar Wołynia — mówił poseł Lewicy. O to, czy w przypadku braku porozumienia i eskalacji napięć Polska może stanąć na drodze Ukrainy do UE, "Fakt" zapytał Tomasza Bieleckiego, analityka ds. europejskich i korespondenta "Polityki Insight" w Brukseli. Finalne decyzje o zgodzie państw członkowskich na akcesję Ukrainy do UE to kwestia — jak teraz się wydaje — co najmniej 10 lat. Oczywiście każdy kraj może próbować blokować otwieranie kolejnych rozdziałów negocjacyjnych, ale zgoda na akcesję lub jej brak to nie jest doraźna sprawa. Kraje UE w tym roku odrzuciły pomysł przyspieszonej, skróconej ścieżki, więc mówimy najprawdopodobniej o połowie lat 30. — zaznaczył na wstępie.Polska a Ukraina w UE. "Myślę, że zrobimy rachunek i to przeważy"
— Spory historyczne, o nazwy języków, krajów, które na zewnątrz mało kto rozumie, są utrudnieniem w rozmowach akcesyjnych. Jeśli taka będzie decyzja Polski, to będzie to blokować rozmowy — ocenił. Podkreślił jednak, że "nie jest tak, że wszystkie kraje, które należą do UE, mają rozliczone wzajemne historie i winy, więc to nie byłaby standardowa sytuacja". — To na pewno pogorszyłoby atmosferę — dodał.
— Natomiast myślę, że jeśli napięcia trochę ustaną, zrobimy rachunek, obliczymy cenę akcesji i braku akcesji z polskiego punktu widzenia, z perspektywy interesu bezpieczeństwa krajów Europy i to przeważy
— stwierdził Bielecki.Rozmówca "Faktu" podkreślił, że "na razie nie przełożyło się to na polskie decyzje co do rozmów w pierwszym z sześciu klastrów dotyczącym praw podstawowych, wartości demokratycznych, funkcjonowania państwa prawa i w czerwcu wydano jednomyślną zgodę na ich rozpoczęcie".
— Możliwe, że w następnych tygodniach Ukraina podejmie próby rozpoczęcia negocjacji w kolejnych klastrach. Polskie wątpliwości są tutaj bardziej gospodarcze, chodzi o rolnictwo, transport, szczegółowe opisanie oczekiwań wobec Kijowa — wskazał.
— Pełne rozmowy akcesyjne wymagają kilkudziesięciu głosowań jednomyślnych, więc można "podstawiać nogę" i dawać wyraz niezadowoleniu. Słyszeliśmy różne zapowiedzi polskiej opozycji, natomiast finalne rozstrzygnięcie co do akcesji nie zapadnie ani w tym, ani nawet w przyszłym cyklu wyborczym — podsumował Bielecki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz