Rekordowe sondaże Nawrockiego. Ekspert zdradza, z czego wynikają. „Krok przybliżający do reelekcji”
Karol Nawrocki cieszy się zaufaniem prawie 55 proc. Polaków, co jest rekordowym wynikiem w historii pomiarów IBRiS. Czy na notowania prezydenta wpłynęła decyzja o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. - W tym wypadku sam prezydent Ukrainy, wystawił piłkę prezydentowi Nawrockiemu. Taki moment w polityce trzeba umieć wykorzystać i to się właśnie stało – komentuje w rozmowie z RadioZET.pl politolog z UW, prof. Rafał Chwedoruk.
Nawrocki ze wzrostem zaufania. Pomogła mu afera z Zełenskim?
Karol Nawrocki osiągnął właśnie najwyższy wskaźnik zaufania publicznego wśród polityków w historii rankingu IBRiS. W ostatnim zestawieniu, które opublikował Onet, prezydent cieszy się zaufaniem 54,8 proc. ankietowanych. Nie dość, że przez miesiąc zaliczył wzrost o 8,4 punktu procentowego, to był również jedynym umieszczonym tam politykiem, który miał na swoim koncie więcej wskazań pozytywnych niż negatywnych. Co miało wpływy na najnowsze notowania głowy państwa i czy to początek dobrej passy po kryzysowych miesiącach, w których Nawrockiemu ufało mniej niż 50 proc. Polaków? I jak na jego wizerunek wpłynąć może historia z rzekomą próbą otrucia, do której miało dojść w trakcie zeszłorocznej kampanii wyborczej? Zdaniem prof. Rafał Chwedoruka nie ma wątpliwości, że najlepiej Nawrockiemu przysłużyła się awantura wokół nazwania przez Wołodymyra Zełenskiego imieniem „Bohaterów UPA” jednostki ukraińskich sił zbrojnych, które w efekcie doprowadziło do zapowiadanego wcześniej przez prezydenta odebrania przywódcy Ukrainy Orderu Orła Białego. - Od dawna poglądy głównego nurtu polskich elit i poglądy większości obywateli w sprawach ukraińskich były zupełnie inne. Ten rozjazd mogliśmy obserwować już od „Euromajdanu” przed ponad 10 laty, a w zasadzie już wcześniej, bo od prezydentury Wiktora Juszczenki - mówi w rozmowie z RadioZET.pl politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.Przekonuje, że na niwie polityki historycznej od mniej więcej 2014 czy 2015 roku „we wszystkim polityka Ukrainy wobec Polski była bardzo asertywna”, a „Polska z różnych powodów nie przyjmowała tego do wiadomości”. - To, co się właśnie stało, to była taka bomba z opóźnionym zapłonem, która wcześniej czy później musiała eksplodować ze względu na postawę Kijowa, a przede wszystkim z uwagi na strukturalną różnicę interesów ekonomicznych w wielu branżach między Polską a Ukrainą – tłumaczy. Podkreśla przy tym, że mamy sytuację, w której poglądy większości obywateli oraz perspektywa elit politycznych, także prawicowych - zwłaszcza PiS - „rozjechały się”. - Zwycięzcą jest ten, kto po stronie establishmentu politycznego pierwszy to wykorzysta i powie, że jest źle. W tym wypadku sam Zełenski, „wystawił piłkę” prezydentowi Nawrockiemu. Taki moment w polityce trzeba umieć wykorzystać i to się właśnie stało – twierdzi ekspert. Według niego ruch Nawrockiego to „krok przybliżający jego reelekcję”. - O wcześniejszych działaniach prezydenta nie można było powiedzieć, że mają znaczenie strategiczne. Decyzja ws. orderu to pierwszy taki moment. A pamiętajmy, że temat relacji z Ukrainą będzie nam towarzyszył na różne sposoby jeszcze długom niezależnie od tego, czy wojna będzie trwała, czy zakończy się do 2030 roku – mówi prof. Chwedoruk, argumentując, że jeśli wojna się zakończy, to tematyka ta stanie się w dyskursie publicznym mniej emocjonalna, za to przejdzie do etapu odwoływania się do twardych interesów. - Chodzi mi o kwestie akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Ukrainy, której polityka w kluczowych segmentach związanych z rolnictwem czy przemysłem, a także z rynkiem transportowym, jest po prostu sprzeczna z polityką Polski. Czyli mówiąc wprost: Karol Nawrocki w naturalny sposób będzie mógł się wtedy ustawiać jako obrońca tych interesów – przyznaje rozmówca RadioZET.pl, dodając, że prezydentowi może się w tym zakresie zrobić coś, co nie do końca udało się choćby Grzegorzowi Braunowi, gdyż ten ostatni „był był po prostu głosem protestu” a nie politykiem, który realnie i sprawczo cokolwiek zmieni.
Incydent z kampanii wyborczej. Dlaczego mówi się o nim teraz?
A co z wspomnianą przez nas wyżej historią z kampanii? Przypomnijmy: w najnowszym wywiadzie-rzece autorstwa prof. Andrzeja Nowaka pt. „Skąd wziął się Nawrocki?” prezydent opisuje pełen nerwów moment, jakim była zeszłoroczna wizyta kampanijna na Dolnym Śląsku. Ówczesny kandydat PiS miał się pod koniec spotkania ze swoimi sympatykami poczuć znacząco źle. Poprosił swoich współpracowników o odprowadzenie go do autokaru, gdzie położył się na tylnym siedzeniu i stracił przytomność. Wedle relacji swojej i świadków miał również wymiotować. Zdarzenie to nie zostało jednak przez ostatni rok zgłoszone na policję czy prokuraturę, nie wezwano wówczas nawet karetki. Czy ta historia może przysłużyć się Nawrockiemu, czy wprost przeciwnie: zaciążyć na jego wizerunku?
- To taki obszar rzeczywistości, gdzie nie mamy dostępu do realnej wiedzy, dostępnej jedynie służbom ochraniającym prezydenta i nielicznej grupie oficjeli.Trudno powiedzieć, co miałoby być tłem, który miałby przekonywać o dramatyzmie sytuacji – przyznaje Chwedoruk. Przypomina także końcówkę kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku, gdy tuż przed II turą na Rynku Głównym w Krakowie w ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego jeden z przechodniów usiłował rzucić krzesłem. - Mam wrażenie, że tamta historia jeszcze tylko pogrążyła Komorowskiego, stąd pytanie, czy właśnie granie emocjami przez zaplecze głowy państwa ma jakiś konkretny cel. Ja go w tym momencie nie widzę – podsumowuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz