Rafał Trzaskowski uzyskał absolutorium od rady miasta, ale wciąż musi tłumaczyć się z afery wokół Szpitala Południowego. W międzyczasie powstała też inicjatywa, mająca na celu doprowadzenie do referendum odwoławczego. Co musi się stać, żeby urzędujący od 2018 roku prezydent Warszawy stracił władzę w stolicy?
Rafał Trzaskowski może na chwilę odetchnąć z ulgą. Prezydent Warszawy podczas sesji rady miasta ostatecznie - po wielogodzinnych obradach i niekiedy bardzo burzliwych dyskusjach - uzyskał absolutorium. To jednak nie koniec, ponieważ nie milkną echa rozpalającej opinię publiczną od ponad tygodnia afery wokół Szpitala Południowego, gdzie były radny KO Dawid Kacprzyk - 28-letni lekarz bez specjalizacji - miał w ciągu roku zarobić 1,5 mln złotych. Dodatkowo, jak ustalił portal Zero.pl, w placówce miał funkcjonować tzw. salonik VIP, czyli wydzielone pomieszczenie, będące elementem szybkiej ścieżki dla polityków KO i ich bliskich, którzy mogli liczyć na szybsze badania i zabiegi, niezależnie od kolejki. Głośnym echem odbił się także wywiad byłego ordynatora chirurgii w tym szpitalu dra Emila Jędrzejewskiego, który na antenie Kanału Zero przekonywał, że w wyniku błędów lekarskich w WSP dochodziło do śmierci pacjentów.Czym jest Stołeczna Operacja Referendalna?
To wszystko sprawiło, że Trzaskowski - jako że nadzór nad lecznicą sprawuje miasto - musi się z tego tłumaczyć. Pojawił się na posiedzeniu rady miasta, zlecił kontrolę, dokonał również zmian w zarządzie Szpitala Południowego. Pojawiają się jednak głosy, że powinien ponieść za tę sprawę odpowiedzialność polityczną. W tym celu zawiązana została Stołeczna Operacja Referendalna - obywatelska inicjatywa w sprawie odwołania włodarza oraz rady miasta. Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest Maciej Wilk - prezes Fundacji Polskiego Rozwoju i stowarzyszenia #TakDlaCPK, zdecydowany przeciwnik działań obecnego rządu. Zapowiedział on, że za kilka tygodni na ulicach stolicy rozpocznie się zbiórka podpisów pod referendum odwoławczym. - Wierzymy, że tylko poprzez taki wstrząs, takim młodym obywatelskim zrywem jesteśmy w stanie wymóc zmiany w naszym mieście. Wielu powie, że ośmiornica jest za potężna, za silna, że nawet jak się zbierze podpisy, to do referendum nie dojdzie, ale to nas nie zwalnia z obowiązku, by spróbować – powiedział na czwartkowej konferencji prasowej.
Co musi się stać, żeby referendum było wiążące?
Przypomnijmy, że aby zwołać referendum, potrzebne są głosy 10 proc. puli wyborców w Warszawie, czyli ok. 132 tys. głosujących. Zarejestrowany w tym celu komitet ma 60 dni na zebranie podpisów, których ważność jest później weryfikowana. Próg ważności referendum wynosi trzy piąte liczby głosujących z ostatnich wyborów samorządowych z kwietnia 2024 roku. To ok. 450 tys. osób.
W Warszawie odbyło się już jedno referendum w sprawie odwołania władz Warszawy - w październiku 2013 roku i dotyczyło ówczesnej prezydentki Hanny Gronkiewicz-Waltz. Główną przyczyną było niezadowolenie części mieszkańców i opozycji z jej decyzji. Inicjatorzy zarzucali jej m.in. złą organizację komunikacji miejskiej, podwyżki cen biletów, chaos wokół wywozu śmieci oraz opóźnienia w kluczowych inwestycjach (np. budowie metra i Mostu Północnego). Referendum okazało się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji – do urn poszło jedynie 25,66 proc. uprawnionych, co nie spełniało wymaganego wówczas progu 30 procent .Z kolei 24 maja tego roku odbyło się referendum ws. odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz rady miasta. Aby referendum to było wiążące, w głosowaniu musiało uczestniczyć ponad 158, 5 tys. mieszkańców. Procentowo frekwencja wyniosła 29,99 proc. przy progu ważności 26,98 proc. Do urn poszło łącznie 176 tys. mieszkańców stolicy Małopolski, z czego aż 171,5 tys. zagłosowało za odwołaniem Miszalskiego.
Źródło: Radio ZET/PAP
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz