PiS mierzy się z poważnymi problemami. Partię osłabiają nie tylko wewnętrzne spory, ale także rosnąca konkurencja po prawej stronie. Lekarstwem ma być Przemysław Czarnek, wskazany jako kandydat na premiera. — Otrzymał zadanie nie do wykonania. Ma przekonać do PiS wyborców dwóch Konfederacji — mówi w "Fakcie" były minister rolnictwa w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Jan Krzysztof Ardanowski.
Przypomnijmy, 23 lipca mija termin ultimatum, jakie władze PiS postawiły politykom partii w sprawie działalności w stowarzyszeniach. Kierownictwo oczekuje, że wycofają się oni z tych struktur. Brak reakcji ma oznaczać uruchomienie procedury prowadzącej do pozbawienia członkostwa w partii.Spór wokół stowarzyszeń to jednak tylko jeden z elementów problemów, z którymi mierzy się największa partia opozycyjna. Coraz większym wyzwaniem dla niej jest konkurencja po prawej stronie. Konfederacja oraz środowiska skupione wokół Grzegorza Brauna próbują przejmować wyborców, którzy przez lata stanowili część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości.Odpowiedzią na ten trend ma być Przemysław Czarnek. Były minister edukacji został wskazany przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat PiS na premiera, a jego zadaniem ma być między innymi przyciągnięcie bardziej konserwatywnych wyborców.O szansach na odbudowanie poparcia i roli Przemysława Czarnka "Fakt" rozmawiał z Janem Krzysztofem Ardanowskim. Polityk przez 23 lata był związany z PiS. Z ugrupowaniem rozstał się w 2024 r.Znam Przemysława Czarnka od wielu lat, jeszcze z czasów, gdy był wojewodą lubelskim. Uważam zresztą, że był bardzo dobry w tej funkcji. Dziś jednak zgodził się odegrać rolę w scenariuszu, który do niego nie pasuje. Realizuje polityczną strategię Jarosława Kaczyńskiego, zgodną z jego dotychczasowym sposobem myślenia, że na prawicy obok PiS nie może wyrosnąć żadna licząca się siła— mówi Ardanowski.Jego zdaniem Czarnek "otrzymał zadanie nie do wykonania". — Ma przekonać do PiS wyborców dwóch Konfederacji. Jednak próba przejęcia wyborców Brauna przynosi efekt odwrotny od zamierzonego. Zamiast osłabiać to środowisko, wydaje się je mobilizować. Poparcie dla niego raczej rośnie, niż maleje — ocenia polityk.
Podkreśla jednocześnie, że mimo szacunku do Czarnka negatywnie ocenia jego obecny sposób prowadzenia polityki i komunikacji. — Smuci mnie i irytuje. Polacy są już zmęczeni radykalnym językiem i nieustanną konfrontacją. Coraz bardziej oczekują odpowiedzialności, umiejętności szukania porozumienia i działań służących państwu. Dlatego szkoda, że zdecydował się odegrać właśnie taką rolę — stwierdza były minister w rządzie PiS.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz