Po co? Żeby szantażować własną partię? To wystawianie całej prawicy na śmieszność. Morawiecki miał liczyć na dwucyfrowe poparcie. Tymczasem, jak czytamy, sondaże nie przyniosły oczekiwanej premii, więc jego wysłannicy zaczęli krążyć po PSL-u i opowiadać o potencjalnych sojuszach.
A jak reagują ludowcy? Śmiechem. Kpinami. I sugestiami, żeby Morawiecki najpierw rzeczywiście wyszedł z PiS, zamiast bez końca opowiadać, co zrobi. Czy naprawdę były premier Polski chce doprowadzić do sytuacji, w której politycy PSL żartują z jego ludzi i zastanawiają się, jak wykorzystać go do rozbicia PiS?
Przecież właśnie o to może chodzić drugiej stronie! Oderwać Morawieckiego od Jarosława Kaczyńskiego, osłabić największą partię opozycyjną i rozbić prawicę przed wyborami. Kto na tym skorzysta? Nie wyborcy PiS. Nie konserwatyści. Nie Polska. Skorzysta Donald Tusk.
Jarosław Kaczyński wyciągnął rękę. Dał czas do namysłu. Dał szansę na zakończenie tego niepotrzebnego konfliktu bez kolejnej wojny, rozłamu i publicznego upokorzenia. Teraz wszystko zależy od Mateusza Morawieckiego. Może schować własne ambicje do kieszeni, rozwiązać problem Rozwoju Plus i wrócić do wspólnej walki z rządem Tuska. Albo może dalej grillować z własnym stowarzyszeniem, wysyłać emisariuszy do PSL-u i udawać, że rozbijanie prawicy jest „poszerzaniem bazy wyborczej”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz