Ostrzeżenia o rosyjskich prowokacjach w krajach bałtyckich przybierają na sile. W wersji maksimum Kreml mógłby użyć rakiet i dronów uzbrojonych w materiały wybuchowe. Wirtualna Polska analizuje, jak w praktyce może wyglądać eskalacja, do której - według ostrzegających - szykuje się Rosja.
Litewski prezydent Gitanas Nauseda oraz przedstawiciele służb specjalnych Litwy, Łotwy i Estonii otwarcie ostrzegają o rosyjskich prowokacjach na dużą skalę. Miałoby do nich dojść w najbliższych tygodniach.
Zagrożenie dostrzega również szef polskiego MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Na wtorkowej konferencji prasowej mówił o zbieraniu przez Rosjan ukraińskich dronów przechwyconych za pomocą środków walki elektronicznej. Pod koniec lata lub jesienią mogą one wlecieć do Polski lub innych państw wschodniej flanki. Wśród zagrożonych krajów wymienia się również Finlandię i Rumunię.
Łotwa na pierwszej linii
Obecnie na liczącej 173 km granicy łotewsko-białoruskiej służby specjalne Alaksandra Łukaszenki generują kryzys graniczny z udziałem migrantów. Źródła WP przekonują, że może to być zaledwie przygrywką do znacznie większej prowokacji. To właśnie Łotwa jest obecnie pod największą presją.
Każdego dnia na jej terytorium przerzucanych jest nielegalnie ok. 100 osób (od początku roku stwierdzono 8 tys. przypadków). Choć w porównaniu do tego, co działo się na granicy polsko-białoruskiej w 2021 r., może się to wydawać zjawiskiem marginalnym, to władze w Rydze obawiają się, że wśród migrantów znajdują się dywersanci. Ta sytuacja szczególnie niepokoi Wilno, które w obawie o eskalację rozważa zamknięcie granicy z Łotwą.
– Łotewska granica jest obecnie głównym celem – powiedział w rozmowie z Euronews szef MSZ tego kraju Jānis Dombrava. Dodał, że Straż Graniczna robi co może, ale jej zasoby są ograniczone i nie każdego nielegalnego migranta udaje się zatrzymać.Nasz rozmówca w polskich służbach specjalnych przekonuje, że Łotwa – postrzegana przez Rosję jako najsłabsze ogniwo w obronie przeciwlotniczej i przeciwdronowej w NATO – rzeczywiście może się stać głównym celem ataków Rosji.
W takim scenariuszu - jak dodaje nasze źródło - o uderzenie zostanie oskarżona Ukraina, której drony w ostatnich miesiącach naruszały przestrzeń powietrzną Łotwy w drodze nad rosyjskie wybrzeże, na którym atakowały infrastrukturę petrochemiczną. W rezultacie tamtych wydarzeń doszło do dymisji szefa MON Andrisa Sprūdsa i premier Eviki Siliņy.
Zmiana w resorcie obrony niewiele zmieniła. Raivis Melnis, następca Sprūdsa, przyznał przed kilkoma dniami w rozmowie z publicznym nadawcą, że w miarę kompletny system antydronowy na granicy z Rosją i Białorusią ma powstać dopiero pod koniec września. Do tego czasu przestrzeń powietrzna w tym rejonie jest praktycznie otwarta. Dodatkowo 3 października na Łotwie mają odbyć się wybory parlamentarne. Tę lukę czasową – zdaniem rozmówców WP – chce wykorzystać Rosja.Dla Kremla szczególnie przydatny jest precedens z 7 maja 2026 r. Tego dnia grupa ukraińskich dronów wleciała nad terytorium Łotwy, a jeden z nich uderzył w magazyny ropy naftowej w Rēzekne należące do spółki East West Transit. Sygnał maszyny, która zniszczyła składy, został najpewniej zagłuszony przez rosyjskie systemy walki elektronicznej. Sam incydent był bezpośrednią przyczyną dymisji premier Siliny.
Z kolei – jak przekonuje nasz rozmówca z polskich służb – jeśli Rosjanie zdecydują się na uderzenie dronowe w Polskę lub Litwę, zrzucenie winy na Ukrainę mają umożliwić ostatnie groźby formułowane przez Wołodymyra Zełenskiego pod adresem Alaksandra Łukaszenki.
Przypomnijmy – Kijów domagał się demontażu urządzeń do naprowadzania pocisków i rosyjskich dronów na cele na Ukrainie. Są one rozmieszczone w rejonie Brześcia, czyli tuż przy granicy z Polską. I w tym przypadku Rosjanie mogą skorzystać z prowokacji pod obcą flagą i o atak oskarżyć Ukrainę.W tym wariancie nasze źródła nie wykluczają powtórki z maja 2026 r. i wspomnianego incydentu z Rēzekne. Tyle że tym razem celem miałaby być np. infrastruktura Orlenu w rejonie Możejek lub litewskie sieci przesyłowe prądu spółki Litgrid, które integrują system energetyczny tego kraju z państwami UE. Dlaczego akurat ta spółka? W ubiegłym roku zdemontowała pozostałości połączeń z obwodem królewieckim i Białorusią, co było spuścizną po ZSRR. Również w ubiegłym roku doszło do synchronizacji systemu elektroenergetycznego państw bałtyckich z UE.
Kreml buduje legendę
Największym zagrożeniem jest jednak plan, który – jak przekonują źródła WP – przewiduje znaczne podniesienie stopnia eskalacji. Państwa wschodniej flanki NATO zakładają, że drony "pod flagą ukraińską" wysyłane przez Putina w natowską przestrzeń, tym razem będą uzbrojone.
We wrześniu ubiegłego roku Władimir Putin wysłał nad Polskę wabiki, czyli maszyny bez materiałów wybuchowych. Tymczasem od kilku tygodni na prokremlowskich kanałach w komunikatorze Telegram oraz w mediach reżimowych podawano narrację o tym, jakoby państwa bałtyckie miały udostępnić Ukrainie korytarz do prowadzenia nalotów na instalacje petrochemiczne na północy Rosji.Korzystano przy tym z incydentów z udziałem ukraińskich dronów, do których dochodziło zimą i wiosną 2026 na Litwie, Łotwie i w Estonii. Rządy tych państw wielokrotnie dementowały te doniesienia. Równocześnie prosiły Kijów o takie ustalanie tras przelotów maszyn, aby nie zagrażały ich przestrzeni powietrznej. 10 kwietnia resorty spraw zagranicznych trzech państw bałtyckich wydały oświadczenie, w którym dementowały podawane przez Rosjan narracje o udzieleniu zgody dla Ukraińców na korzystanie z ich przestrzeni do atakowania terminali naftowych nad Bałtykiem.
Dodatkowo władze w Tallinnie zwróciły się do Ukrainy o dostosowanie trajektorii i przekierowanie maszyn z dala od estońskiej przestrzeni. Mówił o tym pułkownik Ants Kiviselg z estońskiego wywiadu wojskowego.
Celem Rosjan i budowanej przez nich legendy mają być obiekty infrastruktury strategicznej w państwach wschodniej flanki NATO, co podnosił między innymi prezydent Gitanas Nauseda.Rosja planuje prowokacje, które mogą przybrać charakter ataku w jednym z państw NATO - stwierdził prezydent Litwy, cytowany przez telewizję LRT 15 lipca. - Docierają do nas takie sygnały z naszych służb.
Zniechęcić Niemców
Zdaniem źródeł WP rosyjski plan na prowokacje może być znacznie szerszy. Jeśli zostanie zrealizowana wersja maksimum, to do uderzenia mogą posłużyć nie tylko drony, ale również pociski rakietowe. W tym przypadku celami staną się instalacje militarne NATO.
Wskazywane są między innymi powstająca w Rudnikach na Litwie infrastruktura dla stałego rozmieszczenia niemieckiej 45. Brygady Pancernej oraz port w rumuńskiej Konstancy, do którego dopływały zabłąkane ukraińskie drony morskie. Nieoficjalnymi kanałami władze w Bukareszcie - podobnie jak zrobiły kraje bałtyckie - miały naciskać na Kijów, aby do takich incydentów nie dochodziło.
Na pierwszym planie są jednak Rudniki. W okolicach miasta położonego ok. 20 km od granicy z Białorusią realizowana jest druga faza budowy wartego 1,3 mld euro kampusu dla Bundeswehry. Poza ekipą budowlaną teren nie jest zasiedlony.
Jak przekonują nasze źródła, ewentualny atak nie wiązałby się zatem z dużą liczbą ofiar, co pozwalałoby kontrolować eskalację. Miałby on jednak znaczenie propagandowe i mógłby zniechęcić Niemców do rozmieszczenia tam na stałe sił pancernych. Atak podnosiłby również poziom ryzyka dla budującego bazę estońskiego koncernu Merko.
W związku z licznymi doniesieniami na temat zagrożeń ze strony Rosji, we wtorek w Warszawie odbyło się posiedzenie rządowego komitetu bezpieczeństwa.
- Moskwa wstępuje szczebel po szczeblu w drabinie eskalacyjnej – komentował po nim szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. - O tym mówią nasi partnerzy z państw bałtyckich, Finlandii i Rumunii. Widzimy, że to zagrożenie jest dla całej wschodniej flanki NATO.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz