Udusił Dorotę i przez kilka lat przenosił jej zwłoki
Manfred G. (37 l.) straszną prawdę znał od samego początku. Od wieczora, gdy udusił swą żonę Dorotę (+29 l.) i ukrył jej zwłoki. Jednakże sprytny mężczyzna przez lata wodził śledczych za nos. Zapewne przenosił zwłoki Doroty w różne miejsca... A kobiety szukali jej bliscy, przyjaciele, niemiecka Polonia i prywatny detektyw. Prawdę odkryto dopiero po siedmiu latach. Szczątki ofiary mogły wreszcie spocząć na cmentarzu w jej rodzinnym Radlinie, by jej matka mogła zapalić tam znicz.
Manfred twierdził, że żona wyszła po kłótni i nie wróciła
Od tej zbrodni minie niedługo dziesięć lat. Historia rodem z najczarniejszego kryminału wydarzyła się w spokojnym niemieckim miasteczku. W zaciszu rodzinnego domu. Dorota Gałuszka zaginęła w nocy 18 października 2016 r. w Selfkant w Nadrenii-Westfalii, gdzie mieszkała z mężem Manfredem. W ich małżeństwie nie układało się dobrze. Dorota poznała innego mężczyznę, do którego planowała się wyprowadzić wraz z synem. Manfred podejrzewał zdradę żony, dlatego umieścił w jej torebce nadajnik GPS, który kobieta znalazła.W dzień zabójstwa, jak twierdził Manfred, Dorota miała wyjść z domu po kłótni i już nie wrócić. Rodzina kobiety od razu zauważyła, że coś się nie zgadza w historii, którą przedstawił jej mąż. 29-latka zostawiła bowiem w domu okulary, bez których się nigdzie nie ruszała, torebkę, a przede wszystkim nie zabrała swojego ukochanego syna, 7-letniego wówczas Konrada, który dopiero następnego dnia miał wrócić z obozu.
Poszukiwania i działania policji
Policja zadziałała dość przewidywalnie. Zatrzymała wtedy Manfreda i przeszukała dom, ale nie znaleziono nic i mężczyzna został zwolniony. Co prawda śledczy niemieccy założyli, że to mąż zrobił jej krzywdę, ale nie byli w stanie zdobyć na jego winę dowodów. A kobiety szukało wielu ludzi. Rodzina, przyjaciele, ale też zorganizowana przez Joannę Ballę lokalna społeczność, która była zszokowana tym faktem. Pani Joanna przed zaginięciem nigdy nie spotkała Doroty.Mogę dziś powiedzieć, że Dorotę poznałam już po zaginięciu - rozmawiałam z ludźmi którzy ją znali, chodziłam tam, gdzie ona lubiła bywać, poznałam jej syna i męża oraz całą rodzinę - opowiada kobieta. Z Manfredem rozmawiała wiele razy. Wspomina, że jego wersja zdarzeń była bardzo precyzyjnie przemyślana. - Miał tamten dzień wyuczony na pamięć. Zawsze mówił to samo, nigdy się nie pomylił ani zająknął. Proponował, że da pieniądze na detektywa - opowiada pani Joanna.
Feralnego dnia Manfred bez wiedzy Doroty zajrzał do jej telefonu i odkrył, że wysłała swoje roznegliżowane zdjęcia nowej sympatii. - O to była kłótnia. On twierdził, że się zdenerwował i kazał jej wypier... Ona miała powiedzieć „jestem duża dziewczynka, poradzę sobie" i opuścić mieszkanie. A ponieważ on miał gorączkę, to zaraz po jej wyjściu zasnął i nie wychodził już z domu - relacjonuje kobieta.
Zbrodnia wyszła na jaw. Manfred zabił Dorotę i przenosił zwłoki
Pomóc w poszukiwaniach postanowił detektyw Arkadiusz Andała z Chorzowa. Przyłapał Manfreda G. na matactwie. - Udało nam się wejść w posiadanie nagrania z monitoringu, na którym widać, że samochód Manfreda G. wyjeżdżał z posesji w dniu zaginięcia kobiety już po godz. 23, po której miał on nie opuszczać domu - wspomina detektyw Andała. Zdaniem detektywa do morderstwa doszło w domu w Selfkant. Potem zabójca wywiózł ciało. - Myślę, że tego samego wieczora, prawdopodobnie było w samochodzie, który nagrały kamery monitoringu. To dlatego podczas przeszukania policja niczego nie znalazła - przekonuje Andała.
Niemcy także podejrzewali, że Dorota nie opuściła domu żywa. Śledczy ustalili, że Manfred udusił żonę, a jej ciało zostało spakowane do worka budowlanego, który nie przepuszczał zapachów. Potem przenosił je być może kilka razy.Gdy Manfred przeprowadził się do nowego domu w pobliskim Geilenkirchen-Gillrath, nie sprzedał starego. Mimo dużych trudności finansowych wciąż opłacał dwie nieruchomości i to zwróciło uwagę niemieckich śledczych. W sierpniu 2024 r. policja na posesji w Geilenkirchen-Gillrath przeprowadziła przeszukanie. Odnaleziono wór, w którym były szczątki ludzkie.
Badania potwierdziły, że to zwłoki Doroty. Manfredowi G. postawiono zarzut zabójstwa. 14 marca 2025 r. usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Dorota została pochowana w rodzinnym Radlinie na Górnym Śląsku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz