Matka dziewczynki dostanie 300 tys. zł, jej ojciec - 200 tys. zł. Zadośćuczynienie dla dziecka to 1,2 mln. Szpital do tej pory wypłacił 1,2 mln zł. Z jego polisy OC na ten cel przeznaczono jedynie 250 tys. zł. - Dla szpitala są to rujnujące koszty - powiedział w rozmowie z portalem rp.pl dyrektor wołomińskiego szpitala Andrzej Gruza. 10-letnia dziewczynka jest w stanie skrajnego kalectwa. W trakcie jej porodu szef dyżuru nie chciał dopuścić do cesarskiego cięcia, choć sugerował mu je jeden z lekarzy. Dziecko wyciągnięto za pomocą kleszczy, w stanie zamartwicy. Szpital przyznał się do błędu, ale nie chciał wypłacić odszkodowania rodzicom dziecka. Uznał je za wygórowane. Sąd Okręgowy zasądził na rzecz dziewczynki 4,4 tys. zł renty i 400 tys. zł zadośćuczynienia. Matce przyznano wtedy 70 tys. zł, a ojcu - 30 tys. zł.
Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że to za mało. Zadośćuczynienie dla dziecka zwiększono do 1,2 mln zł, matce przyznano 300 tys. zł a ojcu – 200 tys. zł. Sąd Najwyższy podtrzymał te kwoty i potwierdził, że bliskim poszkodowanego również należą się pieniądze. Sędzia wskazywała, że odsetki to skutek ciągnącego się od 9 lat procesu, który można było zakończyć wcześniej, gdyby szpital zdecydował się na ugodę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz