2026/01/28

Maltretował kota Pandka. Witold B. stanął przed sądem. "Nie chciałem zrobić mu krzywdy"

Historia Pandka, kota skatowanego przez swojego właściciela w Krakowie poruszyła całą Polskę! W środę, 28 stycznia przed krakowskim sądem ruszył proces Witolda B., oskarżonego przez prokuraturę o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzęciem. 

Dobrze zbudowany, w średnim wieku, Witold B. pojawił się przed obliczem sędziego w towarzystwie dwóch obrońców z wyboru. W skupieniu wysłuchał aktu oskarżenia odczytanego przez prokuratora. A lista obrażeń, które miał zadać swojemu kotu była bardzo długa: bił, przypalał, oskórował, aż w końcu pociął. Jak się potem okazało, za to, że zwierzę zjadło plaster boczku, podczas gdy Witold B. przygotowywał dla siebie jedzenie. Poprzez pobicie i zadawanie ran ostrym narzędziem spowodował u niego obrażenia w postaci rany ciętej na głowie w okolicy kości czołowej i rozcięcia lewej powieki górnej, rany ciętej rogówki oka lewego, złamania lewego kła szczęki, naderwania dystalnej części języka, przypalania wibrysów, uszkodzenia rogówki oka prawego, oskórowania przedramienia i okolic łokcia kończyny piersiowej lewej, ran kłutych na kończynie piersiowej lewej, rany ciętej na prawym boku o długości 15 centymetrów, uszkadzającej skórę, tkankę podskórną oraz mięśnie, rany ciętej nad ogonem o długości 10 centymetrów, co stanowiło zagrożenie dla życia oraz zdrowia zwierzęcia – wyliczała prokurator na sali sądowej podczas formalnego otwarcia przewodu sądowego.Kot został przewieziony do lecznicy, gdzie przeszedł ponad trzygodzinną operację, wiele miesięcy dochodził do zdrowia. Obecnie ma nowy dom i żyje w dobrostanie. Obrońcy Witolda B. wnosili o wyłączenie jawności rozprawy oraz o uniemożliwienie dziennikarzom wykonywania fotografii i relacji z sali sądowej. Sam oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, twierdząc, że ich nie pamięta. Potwierdził natomiast swoją obecność w mieszkaniu.– Przyznaję się do sytuacji, że byłem tam obecny, ale nie przyznaje się do zarzutów. Ja fragmentarycznie pamiętam ten dzień. Przygotowywałem jedzenie sobie w kuchni, potem usłyszałem pukanie policjantów do drzwi. Wpuściłem ich. Miałem krew na rękach. Rozmawiałem z policjantami, ale nie pamiętam, co im mówiłem. Nie chciałem nigdy zrobić mojemu kotu krzywdy, jest mi przykro i żałuję, że do czegoś takiego doszło – powiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz