Były europoseł UKIP: „Wierzę w Polaków. Nie dajcie się zastraszyć Junckerom i Schulzom, a już na pewno nie Niemcom!”. NASZ WYWIAD
opublikowano: 30 czerwca
Obecny kryzys może paradoksalnie wzmocnić państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Dlatego rząd w Warszawie powinien wychodzić z inicjatywami europejskimi, stać się oficjalna twarzą frakcji dążącej do zatrzymania procesu integracji
— mówi w rozmowie z portalem „wPolityce.pl” polityk partii „Niezależność od Europy” (Independence from Europe), były wiceszef Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) i były europoseł Mike Nattrass.
wPolityce.pl: Wielka Brytania opuszcza Unię, w referendum zwyciężyli zwolennicy Brexitu, wśród nich pana dawny kolega z UKIP Nigel Farage. Odpowiedzią Francji i Niemiec jest propozycja pogłębienia integracji europejskiej, czyli dążenie do superpaństwa. To błąd? Czy właśnie teraz, jak argumentują szef KE Jean-Claude Juncker czy szef PE Martin Schulz, należy zrobić odważny krok do przodu?
Mike Nattrass:To co proponują Niemcy i Francja nie uratuje Unii. Wręcz przeciwnie. Jeśli chcemy zapobiec rozpadowi europejskiej wspólnoty, musimy zrobić nie krok do przodu, ale do tyłu. W kierunku Europy Narodów, czyli Europy niezależnych, suwerennych państw. Propozycja złożona przez Steinmeiera i Ayraulta działa na korzyść Niemiec. Głębsza integracja, scedowanie kolejnych narodowych prerogatyw i kompetencji na rzecz UE leży przede wszystkim w interesie Berlina. Unia jest dziś narzędziem dominacji Niemców. Ci robią więc co mogą, by to narzędzie nie wyślizgnęło im się z rąk. Podobnie jak wspólna waluta, euro, która okazała się całkowitym fiaskiem. Zamiast zniwelować różnice w rozwoju i poziomie konkurencyjności między państwami Eurostrefy, jeszcze je pogłębiła. Niemcy mimo tego trzymają się euro kurczowo. Bo im służy. Czyni z nich potęgę eksportową. Nie było to zamysłem twórców wspólnej waluty, ale tak wyszło. Euro przyczyniło się do tego, że mamy w Europie dziś centrum i peryferie, a kraje członkowskie są traktowane bardzo nierówno. Wystarczy spojrzeć na Greków, nikt mi nie wmówi, że są w strukturach UE traktowani na równi z Niemcami. Unia jest korzystna dla najsilniejszych państw. Dla centrum. Peryferie nie mają w niej zbyt wiele do gadania. Jeśli integracja zostanie pogłębiona, ten efekt się jeszcze wzmocni. Niesprawiedliwość i nierówność zostaną wpisane do systemu.
Polska rozpoczęła dyplomatyczna ofensywę na rzecz rewizji traktatów UE oraz odzyskania przez państwa członkowskie części prerogatyw od Brukseli. To sukces czy Polska jest za słaba, by stać się wektorem zmian?
Polska może jest na razie jeszcze nieco słaba, ale to może się zmienić. Moim zdaniem obecny kryzys może paradoksalnie wzmocnić państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Dlatego rząd w Warszawie powinien wychodzić z inicjatywami europejskimi, stać się oficjalna twarzą frakcji dążącej do zatrzymania procesu integracji, który, jak już mówiłem, dla większości krajów członkowskich jest niekorzystny. Jestem wielkim fanem Polski. Wierzę w Polaków. Nie dajcie się zastraszyć eurokratom, Junckerom i Schulzom, a już na pewno nie Niemcom! Polska jest suwerennym państwem, ta suwerenność oczywiście musi być nieco okrojona, tak, byście mogli pozostać w UE, ale to nie oznacza, że macie z niej zrezygnować całkowicie. To zupełnie absurdalny pomysł.tanie co dalej z Wielką Brytanią po Brexicie? Brytyjskie media twierdzą, że eurosceptycy zostali zaskoczeni przez wynik referendum, że nie mają żadnego planu, nie wiedzą, czego chcą i co robić. W Partii Konserwatywnej i Partii Pracy wybuchły wewnętrzne spory. Kraj pogrąża się w chaosie?
(śmiech). Jak na razie zwolennicy „Remain” (pozostania-red.) wciąż rządzą krajem i to prawda: nie mają planu. Ale to dlatego, że to niewłaściwi ludzie. Cameron podał się do dymisji, ale dymisja ta stanie się realna dopiero na jesieni. W tym czasie Torysi będą starali się wyłonić nowego lidera i premiera, który będzie potrafił twardo negocjować z Unią. Bo to nas teraz czeka, a jak widać Bruksela oscyluje między zemstą a chęcią zrobienia przykładu z Wielkiej Brytanii, by pokazać innym krajom UE, że nie warto nawet myśleć o wyjściu z UE. Twarda postawa Junckera i Schulza ma za cel zastraszenie innych potencjalnych „exitowców”. To będą negocjacje tak naprawdę nie „z” a „przeciwko” UE. Mam nadzieję, że ktokolwiek będzie je prowadził, nie da się zastraszyć. Nie chcecie zawrzeć z nami umowy handlowej? To bye bye. Zawrzemy ją jak trzeba będzie nawet z Brazylią. Jesteśmy Niemcom potrzebni jako rynek zbytu. Jak nie będą chcieli wysyłać nam swoich BMW, to przesiądziemy się do Land Roverów. To proste. Nie damy się zastraszyć. Będziemy handlować z Azją, cholera, z każdym. To oni na tym stracą, nie my. My Brytyjczycy mamy silny charakter.
Naciski na Polskę wyglądają trochę inaczej. Jest procedura praworządności, wszczęta przez KE. Europarlament miał w lipcu znów debatować o demokracji w Polsce, ale postanowiono przesunąć debatę na wrzesień….
Cóż, europosłowie mają obecnie pilniejsze sprawy na głowie. Unia się rozpada, bo taka jest prawda, więc lepiej nie otwierać kolejnego frontu walki, tym razem z Warszawą. Nie liczyłbym jednak na to, że temat zupełnie zniknie z agendy PE. Wróci, gdy tylko sprawy po Brexicie się nieco ułożą i wszyscy złapią trochę oddechu.
Rozmawiała Aleksandra Rybińska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz