2017/04/26

Lavira Sentucto

Dom, wokół gęsty las… nie ciekawie, pusto i nudno. Dawniej W takim właśnie miejscu Mieszkała 19-letnia Samara z 4-letnia Lidia. Ich rodzice zginęli rok temu. Był to na pozór Zwykły wypadek… Jakich wiele.. Była ciemna, bezgwiezdna i mroźna noc. Państwo McLoadowie wracali do domu, auto wpadło w poślizg i uderzyło w drzewo… Zginęli na miejscu… Sekcja zwłok nic dziwnego nie wykazała. Przynajmniej tak uparcie twierdzono.
 Samara bardzo dokładnie pamięta tę noc i wszystko, co wydarzyło się potem. To był bardzo trudny okres dla niej. Miała marzenia – chciała skończyć szkołę, zacząć studia, zwiedzić świat, być w końcu samodzielna.. To wszystko brutalnie jej odebrano… Musiała udowodnić, że potrafi, chce i może zaopiekować się swoja młodszą siostrzyczką, musiała zastąpić jej i matkę i ojca, wszystko było na jej głowie… Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła była sprzedaż starego domu. Nie mogła znieść tego miejsca, tego odosobnienia, tego wszystkiego, co przypominało jej szczęśliwe dzieciństwo. Przeniosła się do babci, w ten sposób nadal mogła Kontynuować naukę i miała kogoś do opieki nad Lidzią. Dom babci położony był na wzgórzu, był bardzo stary i zapewne kryla sie w nim nie jedna tajemnica. Samara miała dzielić pokój z siostra. Znajdował sie on na 2 piętrze, miał wielkie okna, na podłodze leżał puszysty biały dywan, najbardziej podobało się sie jej łóżko – piękne, wielkie, dębowe z misternie rzeźbionymi Zagłówkami. Zresztą wszystkie meble w domu były zabytkowe, stare i piękne.
Ogród porośnięty najdziwniejszymi i najrzadszymi roślinami – jednym słowem BUSZ lub jak ktoś woli DZUNGLA….
Pierwsza noc w nowym miejscu, była dość dziwna… Samara jak zwykle przeczytała Lidzi bajkę na dobranoc i położyła ja do łóżka. Siostra od razu zasnęła – lecz do niej sen nie przychodzili. Leżała w łóżku, rozmyślała o swoim życiu. Do końca wakacji został tylko miesiąc, a ona miała jeszcze tyle spraw do załatwienia!!! Studia i wszystkie rzeczy z nimi związane, załatwić przedszkole dla Lidki… Rodzice… jak bardzo za nimi tęskni, ile by dala żeby znowu ich mieć, żeby moc zwierzyć sie z problemów … porozmawiać … śmiać się sie – śmiech… kiedy ostatnio sie śmiała? nie pamięta… Nagle drgnęła.. cos było nie tak. Ale co??? Rozglądnęła sie po pokoju… brrr zimno … Spojrzała na drzwi, były uchylone. Dziwne przecież je zamykała. Wyczula czyjąś obecność, Lidka spala babcia tez. Wiec, co sie dzieje? Serce bilo jej jak oszalałe…
- NIe, to napewno moja wybujała wyobraźnia, tu nikogo nie ma – powtarzała w myślach.
Poczuła jak ktoś przejechał opuszkiem palca po jej ramieniu.. zadrżała. Podciągnęła kołdrę pod sam nos i czekała.. czekala? ale na co? Usłyszała szept, tuz przy uchu… Ledwo rozpoznawała poszczególne słowa…
- będziesz moja , juz niedlugooooooo - cisza, przerażająca niczym niezmącona cisza… Naciągnęła jeszcze bardziej kołdrę i … zasnęła.
Rano wstała jak by nigdy nic – śniło mi sie to, na pewno był to tylko sen – koszmar jeden z tych, które juz wcześniej Miewała- a jednak cos wzbudziło w niej nie pokój… Podczas śniadania babcia powiedziała, ze zabiera Lidzie do parku. Samara miała zostać, czekała, bowiem na bardzo ważny telefon z uczelni. Pomyślała, ze jak one będą w parku ona może zajrzeć na strych – posprzątać trochę, babcia na pewno sie ucieszy. Jak pomyslala tak zrobiła…
STRACH – nie, głupia jestem, przecież to zwykły strych, nie boje sie – tylko, czemu tak mocno bilo jej serce?
Szmatka, miotła, płyn do mycia szyb, i wielki brudny strych. W środku było bardzo duszno, ledwo można było oddychać. Natychmiast otworzyła okna, uff świeże powietrze. Rozglądnęła sie, miejsce wydawało sie ciekawe. Mnóstwo rożnych bezużytecznych staroci. Podeszła do pierwszej lepszej kupki. Znalazła stare zdjęcia, zapewne z czasów młodości swojej babci. Hmm dziwne, postacie na tych zdjęciach ubrane były w czarne szaty, ich oczy… Zło, czyste zło. Przestraszyła sie, chciała wyjść, jak najszybciej. Drzwi były zamknięte.. Dlaczego?? Kto wie… – No trudno, poczekam aż wrócą z tego parku- pomyślała CHŁÓD… Co jest?? Przerażona próbowała wywarzyć drzwi. Wszystko na nic, ani drgnęły. znowu poczuła ten dotyk, delikatny jak mgiełka, a zarazem przerażający. Niewidzialne dłonie sunęły coraz niżej, i niżej… Przygwożdżona do podłogi, nie mogła sie ruszyć.. Niewidzialnie dłonie były wszędzie… Dotykały ja …

CDN
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz