Opozycja realizuje grę europejskich elit? Soros ujawnił już rolę Polski. Mamy być dla Niemiec strefą buforową. Tego chcą Tusk i Petru?
opublikowano: 2 maja · aktualizacja: 2 maja
Gra na odsunięcie PiS od władzy trwa. Jazgot, histeria, pomówienia, oszczerstwa – wszystko to dawno przybrało patologiczną formę postpolityki. Grzegorz Schetyna zwozi ludzi do Warszawy na antyrządowy marsz 7 maja pod groźbą kary za nieobecność. Nie dostrzega nawet własnej śmieszności. Co może powodować politykiem, przyjmującego postawę agitatora, któremu płacą procent z utargu? Stawka w tej grze musi być bardzo wysoka…
Możesz bezczynnie patrzeć jak PiS niszczy polską konstytucję, polskie prawo. Ale możesz tez na to się nie zgodzić. Nieważne, na kogo głosowałeś w wyborach. Nieważne, czy jesteś z Pomorza, Dolnego Śląska czy Lubelszczyzny. Ważne, żebyś był z nami. 7 maja będziemy razem i powiemy bardzo głośno: „Jesteśmy i będziemy w Europie!”
— agituje Schetyna, przekonując że Jarosław Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Europy.
Platformerska wizja Europy była jasna – grzeczni, pełni kompleksów, pokorni i milczący przyjmowaliśmy rozwiązania doświadczonych w europejskości sąsiadów. Nikt nie protestował, nie stawiał warunków, nie miał oczekiwań. Braliśmy kredyty w zagranicznych bankach, płaciliśmy zachodnim deweloperom, robiliśmy zakupy w niemieckich supermarketach i jeździmy niemieckimi samochodami. Tucząc zachodni rynek, leczyliśmy kompleksy niedoeuropeizowania. Polska gospodarka dogorywała, majątek państwa wyprzedawano, rugowano własne technologie, sprowadzając obce rozwiązania we wszystkie gałęzie przemysłu. Eldorado trwało przez lata. Aż wreszcie większość przebudzonych z letargu ludzi powiedziała „dość”. No i zaczęło się.
Wierzgająca opozycja tak mocno skupiła się na kreowaniu antypisowskiej propagandy, że zapomniała o sobie. Żadnej koncepcji, wizji, rozwiązań. Żyją misją „odPiSiania” Polski. Czyżby mieli z tego jakiś „procent”? Trudno uwierzyć, że w rolę pożytecznego błazna można wejść bezinteresownie.
Atak na PiS jest działaniem konsekwentnym i długofalowym. Mocno brzmią w tym kontekście słowa Georga Sorosa, międzynarodowego potentata, który od lat finansuje krzewienie idei społeczeństwa otwartego. Jego fundacja wspiera potężnymi środkami także polskie organizacje, które pod pozorem budowania społeczeństwa otwartego, obywatelskiego i równościowego, niszczą podwaliny polskiej kultury. Wypowiedzi Sorosa dobitnie pokazują, jak zdrowa i samodzielna Polska psuje mu szyki w międzynarodowej układance.
W jednym z wywiadów Soros narzeka, że Orban i Kaczyński budują państwa o zbyt silnej tożsamości. Sprawia to, że zasady otwartego społeczeństwa, które nie mają silnych korzeni w Europie Środkowej i Wschodniej, nie mogą się rozwinąć tak, jak by tego oczekiwał.
Węgierski premier Viktor Orban promuje węgierską i chrześcijańską tożsamość. To silna mieszanka i Orban nie jest sam. Lider rządzącej w Polsce partii PiS Jarosław Kaczyński wybrał podobne podejście
— mówi Soros w wywiadzie dla „The New York Review Of Chcą przywrócić pozorowane demokracje, które istniały w okresie międzywojennym - admirała Horthy’ego na Węgrzech i Piłsudskiego w Polsce. Orban już przejął część demokratycznych instytucji, które powinny być autonomiczne, Kaczyński dopiero zaczął. Będzie trudno ich odsunąć od władzy
— dodaje miliarder, po czym ujawnia jaki jest prawdziwy cel jego polityki i jakie jest w tej układance miejsce Polski.
Niemcy potrzebują Polski jako strefy buforowej przed Rosją
— mówi Soros.
Prawo i Sprawiedliwość, które ustawia Polskę w roli silnego, niezależnego państwa, dbającego o własny interes narodowy jest dla międzynarodowych inżynierów politycznych poważnym problemem. Mieliśmy być krajem buforowym, a jesteśmy krajem suwerennym, które gromadzi wokół siebie coraz więcej sojuszników. Każda polityczna zmiana zmieniająca kurs w stronę prawicy, doprowadza globalistów do histerii. Warto w tym kontekście śledzić sytuację w Austrii, gdzie nieoczekiwanie na prowadzenie wychodzi prawicowy kandydat Norbert Hofer. Ogłoszono go już faszystą i zamordystą, na którego głos oddają tylko zacofani, ciemni ludzie. Jak na razie wygrał pierwszą turę, choć sondaże nie dawały mu żadnych szans.
Histeria w Polsce nie ustanie. Wspierana jest z zewnątrz na wszelkie sposoby. Narodowy interes nie ma dla „europejskich” elit najmniejszego znaczenia. Liczy się plan globalnej wioski, w którym mamy ściśle wyznaczoną rolę. Tyle, że zdecydowana większość Polaków nie zamierza dać się w nią wtłoczyć. Chcą Polski silnej, niezależnej, rozwojowej i żadne ujadanie opozycji tego głodu godności nie zagłuszy. Dlaczego więc Schetyna, Petru i ich przybudówki nie dają za wygraną? Skąd ta chęć odrzucenia interesów własnego narodu i usłużne realizowanie planów Zachodu?
Problem ten rozważała już 130 lat temu Maria Rodziewiczówna w powieści „Pożary i zgliszcza”, osnutej na tle Powstania Styczniowego.
Skąd się biorą zdrajcy w narodzie? Jedna ziemia ich karmi, jedno słońce im świeci, jeden duch tradycji i zasad ich uczy, a jednak w danej chwili odpadają od społeczeństwa lub je toczą jak gangrena.
Wszystko mają wspólne z bohaterami, brak im tylko serca, ciepła, ognia. Kawał żelaza odbity od sztaby jest szary, bezkształtny, nieużyteczny, lecz niech go żar ogarnie, młot ogładzi, niech się rozpłomieni, a cudo zeń zrobi dłoń pracowita; a zimna sztaba pozostanie jak przedtem grubą, ciężką, zawadą tylko. Taką właśnie zimną sztabą metalu był Judasz Iskariota, Grek sprzedający Persom tajemnicę Termopil, takim był Radziejowski, naczelnicy Targowicy; takim był Dominik Czaplic. Człowiek ten znał dwa czynniki: interes i pychę, kochał swą wygodę i pieniądz, szanował tylko siłę i władzę, z uczuć rozumiał tylko namiętność.Books”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz